Teraz jest 25 lutego 2024, o 16:43 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

mam problem...

Tu można porozmawiać o trudnych doświadczeniach, które dotykają rodzinę (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

mam problem...

Postprzez annie » 3 maja 2005, o 18:14

Sama się dziwię,że mam odwaę o tym pisać... :oops: Moim, a właściwie naszym (z mężem) problemem jest to, że nie osiągam orgazmu... Mam nadzieje,ze ten watek nie zostanie usuniety,ja naprawde potrzebuje rady. Jesteśmy 8 miesięcy po ślubie,a wciąż się nie udaje. Powiedzcie,czy to za wcześnie,by go oczekiwać?Może to z powodu pieszczot(intensywnych)do których czasem dochodziło przed ślubem(choć zawsze potem żałowaliśmy, spowiedź, itd i w czystości dotrwaliśmy do ślubu)?Wydaje mi się,że wtedy kilka razy TO przeżyłam. Mąż bardzo się stara,a ja jakoś nie mogę.Zdarza się,że jestem blisko,ale najczęściej wtedy,gdy akurat niemożemy się kochać...Rady,które dotychczas słyszałam (a raczej o których czytałam)sprowadzają się do tego,by poznać swoje ciało i reakcje przez masturbacje,ale tego robić nie chcę.Już sama nie wiem,czy problem twki we mnie czy w mężu...Pewne rzeczy mu zarzucam,ale nie wiem,czy słusznie...Nie wiem jak sobie poradzić.Pomóżcie,może ktoś też miał taki problem na początku...Potrzebuję podniesienia na duchu...
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez nastal » 3 maja 2005, o 23:42

Moim zdaniem jest to dosyc wazne, poniewaz orgazm u kobiety, miedzy innymi zwieksza mozliwosc poczecia dziecka, poniewaz szyjka macicy wykonuje wowczas ruchy zasysania nasienia do wewnatrz. Pomijam juz wszystkie inne kwestie fizjologiczne oraz psychologiczne, ale przede wszystkim

SPOKOJNIE, czasami musi minac sporo czasu.

Moim zdaniem nie nalezy za bardzo sie przejmowac, predzej czy poznej wszystko powinno sie udac. Mozna sobie wypic lampke wina wczesniej (raczej nie, gdy planuje sie poczecie).

Najwazniejsza sprawa - cwiczenia Kegla, mozna je robic przez caly dzien po kilka serii, np jedna seria - 30 razy.
Cwiczenie polega na napieciu miesni krocza, tak jakby sie chcialo wstrzymac siku, w ten sposob - napiecie, po chwili rozluznienie. U kobiety cwiczenia powoduja wieksza satysfkcje seksualna, natomiat u mezczyzny powoduja dluzszy czas wspolzycia, co moze miec duze znaczenie takze dla kobiety.

Ponadto cwiczenia sa swietne po porodzie na gojenie sie krocza i obkurczanie macicy (tylko trzeba jeszcze spinac miesnie brzucha).

Moim zdaniem nie mozna tylko o tym myslec, bo inaczej sie nie uda. Wszystko powinno byc jak najbardziej spontaniczne i naturalne. Moze rowniez pomoc dluzsza gra wstepna.
Wazny jest rowniez zdrowy tryb zycia, ruch, wlasciwe odzywianie:)

Pozdrawiam
nastal
Przygodny gość
 
Posty: 86
Dołączył(a): 6 października 2004, o 10:14

Postprzez Gość » 4 maja 2005, o 09:45

Jacek Pulikowski opisal w swojej książce o współżyciu małżlęńskiem (s.28n) wydarzenie, że przyszła do niego kobieta z 10-letnim stażęm małżeńskim i pw rozmowie m. in. podziekowala mu za zdanie, ktore wypowiedzial na konferencji dla narzeczonych: że żona może być szcześliwa we współżyci bez orgazmu. Wtedy ją to bardzo zaskoczyło, ale po latach może potweidzić, ze jest szceśliwa mimo braku orgazmu. "Sądzę, że gdyby nie to jedno zdanie, uslyszane przed dziesięciu laty, pewnie dziś przejmowalabym się bardzo, że wszystko jest źle, i pewnie byłabym ciężko znerwicowana".
Nie wiem, czy się zgadzam z takim podejściem, ale chyba Wislocka też mówiła o "polowaniu na orgazm".
Myślę, że to jest ważne, ale nie można sie na tym zbytnio konectrować, bo efekt bedzie odwrotny. Spróbuj też zapomnieć o przeszlości, bo Ci się pieszczoty mogą zacząć kojarzyć z czymś za co tzreba pokutować.
Masturbacja??? brrrr.
Nastal dała Ci już rady. Może tylko dodam komfort psychiczny, tzn. spokój, nikt nie przeszkadza,ma się czas i cierpliwość dla siebie, nie musi nam sie udac dzisiaj. I żadnego zarzucania sobie, czy mężowi. Tylko spokojna rozmowa.
pozdraiwam :)
Gość
 

Postprzez annie » 4 maja 2005, o 10:44

Dziękuję,trochę mi lepiej po Waszych odpowiedziach. Przyznaję,że jak to pisałam, to byłam w dołku. Nic, wierzę, że wszystko się ułoży, bez względu na to, co to oznacza... Najważniejsze, że mąż bardzo mnie kocha... No i ja jego również :D
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez Maria » 4 maja 2005, o 15:47

Wiele kobiet nigdy nie przezyło orgazmu pochwowego. Tym bardziej, ze to nie pochwa jest u kobiet najbardziej wrażliwa na bodźce. A skoro Kościól pozwala kobiecie na przezycie rozkoszy "obok" aktu, w trakcie którego do orgazmu nie doszło to czemu nie korzystac z tej mozliwosci? :wink: W koncu po cos Pan Bóg stworzył nam...wiecie co :oops: A sposoby na pieszczoty są najrózniejsze :) Wazne tylko by miał miejsce akt płciowy w czasie Waszego "bycia razem". Poza tym rzeczywiscie orgazm ułatwia poczęcie maleństwa, może po to Pan Bóg pozwolił kobiecie na różne drogi do niego.
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez Niania » 4 maja 2005, o 16:22

jeszcze dodam że mezczyźnie nie zaszkodzi ćwiczyć mięsień Kegla ( przy oddawaniu moczu - zatrzymując co chwila strumień) - bo to umożliwi mu wieksza kontrolę nad wytryskiem, przez co będziesz miała więcej czasu dla siebie :D
Niania
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 241
Dołączył(a): 2 stycznia 2005, o 17:57

Postprzez Martelka » 4 maja 2005, o 21:45

Nianiu, nie wolno zatrzymywac moczu co chwila, bo to grozi zastojem moczu w pecherzu i infekcja. Raz mozna zatrzymac, zeby wiedziec jakie miesnie pozniej cwiczyc :wink:

Annie, wlasnie tak jak pisze Maria, orgazm "obok" a jak nie chcesz tak, to perzd wspolzyciem dluga gra wstepna z pobudzeniem odpowiednich "czesci" i potem akt, ktory powinien Cie juz szybciutko doprowadzic. Mysle, ze pozycja tez tu duza role odgrywa, mam na mysli poudzenie podczas aktu nie tylko wnetrza ale i "zewnetrza". Uda sie, byle byc nastawionym pozytywnie :wink:
Martelka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 274
Dołączył(a): 25 lutego 2004, o 14:30
Lokalizacja: k/Krakowa- Wielka Brytania

Postprzez KP » 5 maja 2005, o 00:10

To jest cały problem. Spróbuję przedstawić go skrótowo. Po pierwsze orgazm nie jest niezbędnym elementem satysfakcji seksualnej kobiety. Utożsamienie satysfakcji z orgazmem wzięło się stąd, że na kobietę przełożono model męskiego przeżywania (złośliwi mówią, że stało się tak dlatego, iż pierwsi seksuologią zajmowali się mężczyźni). Tymczasem kobieta przeżywa to inaczej. Kobieta ma do swej dyspozycji całą gamę przeżyć dających jej satysfakcję. Orgazm jest tylko jednym z tych przeżyć. I w dodatku jest to bardzo różne zjawisko u różnych kobiet. Tak więc może być współżycie bez orgazmu dające satysfakcję, może być współżycie z orgazmem nie dające satysfakcji. Spora część kobiet nigdy nie przeżywa orgazmu a zdecydowana większość nie przeżywa go w każdym współżyciu.
To by była pierwsza sprawa. A druga: kobieta (znów inaczej niż mężczyzna) stopniowo rozwija się w sferze seksualnej, świat jej przeżyć staje się coraz bogatszy. Ale to nie jest kwestia "kilku razów". Osiem miesięcy - to praktycznie nic. Pamiętam taką wymianę zdań między małżeństwami: jedno powiedziało, że pierwsze współżycie w pełni satysfakcjonujące było u nich po chyba pięciu latach. Drugie stwierdziło: "to i tak szybko". Nie znaczy to, że wcześniejsze współżycia nie były dla nich źródłem radości, ale dopiero wtedy osiągnęli jakąś pełnię. Całe życie przed wami.
Zdecydowanie radzę nie koncentrować się na szukaniu przeżyć, tylko cieszyć się bliskością. Najważniejsze we współżyciu nie są ekstatyczne doznania, tylko to, że jesteśmy razem ze sobą, że doświadczamy bliskości. I piszę to nie dlatego, aby was pocieszać - taka jest prawda.
A pomysł z masturbacją jest do niczego. Pomijając kwestie moralne - może doprowadzić do tego, że kobieta "zaprogramuje" się na pobudzanie przez masturbację i żadne współżycie nie będzie mogło dać jej takiej satysfakcji jak masturbacja, a mąz zawsze będzie pobudzał ją gorzej niż ona sama siebie.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez annie » 5 maja 2005, o 10:52

hmm... w świetle tego ostatniego posta wygląda to bardziej różowo! :) Nie mogę powiedzieć,że współżycie nie daje mi satysfakcji...Ale i tak pewien niedosyt pozostaje (choć może to nie najlepiej o mnie świadczy :oops: ) Patrząc z tej strony,to mężczyźni mają czego zazdrościć kobietom! No cóż,wydaje mi się, że muszę walczyć ze swoim fatalizmem i pesymizmem.
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez Maria » 5 maja 2005, o 14:18

annie napisał(a):...Ale i tak pewien niedosyt pozostaje (choć może to nie najlepiej o mnie świadczy :oops: ) .


Nie rozumiem dlaczego miałoby to o Tobie źle świadczyć? Panowie piszą tu piękne posty, ale nie zmieni to faktu, że ślepy o kolorach też moze rozprawiać - teoretycznie. Oni nnie mają pojęcia jak to jest, gdy nie przezywa się w pełni współżycia i łatwo im mówić, ze to nie takie wazne i w ogóle egoistki z nas. NIE NAJWAZNIEJSZE, ale WAZNE tez. Czy panowie zdają sobie sprawę jakie pytania zadaje sobie kobieta, która orgazmu nie przezywa? "Co ze mną nie tak? Jestem chora? Oziębła? Czy unieszczęśliwia to męża?" Nie chodzi o wsłasną przyjemnośc az tak jak o lęk o zdrowie i meża. Problem z udawaniem orgazmu niby skąd się wziął?

Tego tez nie zrozumie kobireta, która łatwo osiąga spełnienie.
Współżycie bez orgazmu również jest piękne. Bo jest. Jeżeli wiem, ze czasem jest to ok. Ale jak ktos nie mma go nigdy, to naprawde się martwi. Tym bardziej, ze w sumie tyle czasu czeka się na wspołżycie, które okazuje się dla niektórych przezyciem wyłącznie psychicznym - a przecież Pan Bóg zaplanował dla kobiety sporo fizycznych doznań - bo stworzył jej więcej części ciała bardzo wrazliwych.

Mówie to z pozycji osoby, która dopiero niedawno...hmm...poznała co to orgazm. Wiem doskonale, ze przedtem było świetnie, ale mój mąz bardzom mocno przezywał fakt, ze nie czujemy tego tak samo, ze on oprócz psychiki angazuje we wspołżycie sferę fuzyczną. I mimo moich tłumaczen, ze i tak jestem szczęśliwa, by o tym nie myslał, to ON miał większy problem ode mnie!

Podsumowując - nie wolno oskarzac kobiet, o pogon za orgazmem. A juz na pewno nie mają do tego prawa osoby, które orgazm przezywają zawszse! Kobiety mają do niego prawo ( a nawet obowiazek - przypominam o ułatwieniu poczęcia) i jak chcą się starać z męzem o jego osiągniecie to niech będzie im to ułatwione a nie odwrotnie.
Rzecz jasna, ze masturbacja tu nawet by nie pomogła, bo jeszcze bardziej oddaliłaby od tego, co moze nam zaoferować mąż. Ale cierpliwosc, zaufanie, oddanie się sobie i akceptacja swoich ciał pozwoli na odkrycie tych wszystkich miejsc, które prowadzą do najpełniej - fizycznie i psychicznie przezytego aktu.

Pozdrawiam
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez KP » 5 maja 2005, o 15:02

Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem powyższy list. Ponieważ byłem jedynym panem, który się tu wypowiedział, trudno mi nie odnieść go do siebie. Nie wiem, w którym miejscu oskarżałem o pogoń za orgazmem. Tak w ogóle to nie przekazywałem swoich pomysłów (bo rzeczywiście skąd miałbym je mieć), tylko dość zgodne poglądy na ten temat fachowych publikacji. Nie wiem, skąd w Marii tyle jadu pod adresem mężczyzn.
A problem z udawaniem orgazmu (ogromny problem) bierze się właśnie z pogoni za orgazmem. Ale nie u żony - tylko u męża. Bardzo ważne dla satysfakcji mężczyzny jest poczucie zaspokojenia jego żony. Ponieważ utożsamia to poczucie z orgazmem, zdarza się, że okazuje niezadowolenie gdy żona orgazmu nie przeżywa. I bywa, ze żona dla świętego spokoju udaje orgazm. A tu rozwiązaniem jest właśnie uświadomienie, że orgazm wcale nie jest koniecznym warunkiem satysfakcji. No i oczywiście naprawienie relacji w małżeństwie, bo taka sytuacja o relacjach dobrze nie świadczy.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez Maria » 5 maja 2005, o 16:20

NIe ma we mnie jadu a tym bardziej niczego przeciwko męzczyznom.

Zgadzam się z tym co napisałeś.
Zdenerwowało mnie to, co przeczytałam o "zuciu się winnym" ponieważ chce się przezyc orgazm. Zdenerwowało, ponieważ wiele kobiet tak czuje, a ja nie rozumiem dlaczego.

Najczesciej panowie udzielają wielu rad na ten temat w roznych publikacjach, J. Pulikowski (którego uwielbiam) też ma na koncie słowa, które mi się nie do konca podobają. Rzecz jasna moje subiektywne odczucie. Rzeczywiscie moj post dziwnie brzmi, po prostu pamiętam, ze ja tez miałąm problem, ile bym sobie nie wmawiała, to zostawało poczucie, ze czegoś brak. I w roznych publikacjach (rownież Kościelnych) czytałam, ze to egoistyczne. A wtedy to się juz robiło super przykro. No i wyglądało mi na to, ze autorka wątku tez ma podobny problem.

Powtarzam, bardzo mi się podoba co piszesz :) Tylko nigdy to nie bedzie to samo, co wie na ten temat inna kobieta...dlatego tak to głupio zabrzmiało.

P.S. Mój mąż był głuchy na słowa, ze satysfakcja to nie tylko orgazm. Zresztą do tej pory jest :oops: I nie jestem w stanie go przekonać, ze jest mi dobrze nawet jeżeli nie ma orgazmu.
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez Maria » 5 maja 2005, o 16:25

Aha.
Ale to, ze tak mysli nie ma nic wspolnego z naszymi relacjami!
On po prostu w to wierzy i nasze pierwsze zblizenia pod tym względem bardzo go rozczarowały. Dopiero po fakcie (kiedy sama zdziwiona zaczęłam szukać artykułów) mu uswiadomiłam, ze w ogóle rzadkością są orgazmy podczas współzycia na początku.
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez NB » 5 maja 2005, o 17:45

Osiem miesięcy po ślubie to bardzo krótko. Kobieta uczy się doznawania przyjemności przez wiele lat. Wiele kobiet dopiero ok. 30 roku życia tak naprawdę doświadcza spełnienia we współżyciu. Cokolwiek by nie mówić orgazm jest istotny choćby ze względów zdrowotnych. Ponadto akceptowalne jest aby kobieta osiągnęła orgazm poprzez tą brzydko zwaną masturbację jeżeli nie osiągnie go podczas współzycia.
Satysfakcja ze współżycia nie zawsze równa się orgazmowi , ale warto aby kobieta poznała jego smak...:-)

Pewnie się narażę co poniektórym. Ale jak powiedział mi kiedys pewien starszy ksiądz:" Nie uprawiajmy teologii podwórkowej , że coś jest brzydkie i czegoś mamy się wstydzić. Małżeństwo to dwoje w jednym ciele i grzechem jest to co upokarza któregoś z małżonków."
NB
Administrator forum
 
Posty: 2064
Dołączył(a): 18 września 2003, o 09:52
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez KP » 5 maja 2005, o 18:18

Maria napisał(a):Zdenerwowało mnie to, co przeczytałam o "zuciu się winnym" ponieważ chce się przezyc orgazm. Zdenerwowało, ponieważ wiele kobiet tak czuje, a ja nie rozumiem dlaczego.

Tego to ja też nie rozumiem. Ale to jest zupełnie inny problem. Natomiast problem, o którym była tu mowa, jest frustrujące oczekiwanie na orgazm i uważanie współżycia za mniej wartościowe, gdy go nie ma.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez annie » 5 maja 2005, o 20:05

No i niechcący rozpętałam małą burzę... :) Tak generalnie to chyba zgadzam się ze wszystkimi. Coś w tym jest,że facet, który z natury raczej nie ma akurat takich problemów, do końca kobiety nie zrozumie. Choć słowa Krzysztofa Pawła ogólnie wydają się sensowne-najwyraźniej się na tym trochę zna,przynajmniej teoretycznie :wink: Choć nie podoba mi się stwierdzenie,że mężczyzna pragnie dać kobiecie orgazm po to,by wzmocnić własne poczucie męskości-a przynajmniej ja tak to zinterpretowałam. Wolę myśleć o tym w kategoriach daru-wie,jakie to cudowne uczucie(choć oczywiście przeżywa to zupełnie inaczej) i ze wszystkich sił chciałby obdarować nim ukochaną kobietę. Myślę, że tak traktuje to mój mąż. Jeszcze jedno:nie jestem pewna,czy to było do mnie,ale określenei "frustrująca pogoń za orgazmem" brzmi raczej negatywnie. Rozpoczęłam ten wątek,bo potrzebowałąm razy (i trochę uspokojeia,że wszystko z nami OK,jak to pisała Maria), a nie z powodu pogoni.I rzeczywiście,gdy długo czeka się na współżycie przed ślubem,to potem...hmm,rozczarownie to zdecydowanie za duże słowo,ale na pewno pewien niedosyt się czuje. Co nie znaczy, że współżycie bez orgazmu jest mniej wartościowe-jak już napisałam,daje mi satysfakcję.Ale mimo uwag, ze kobiety mogą być bez niego szczęliwe w małżeństwie, to mam nadzieję,że nie będę się zaliczać do tej grupy :wink: A udawanie jakoś nie przyszło mi na mysl-poza tym mam niejasne przeczucie,że ukochany niedał by sie nabrać...
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez nastal » 5 maja 2005, o 20:14

Jeszcze co do Kegla, poczytalam troche i okazuje sie, ze najpierw trzaba cwiczyc przy robieniu siusiu, ale nie za duzo, racja! A po jakims czasie wprawy (rzeby robic je poprawnie) dopiero na sucho, czyli bez siusiania Wiesz co, najlepiej wrzuc sobie haslo "cwiczenia Kegla" w internet i poczytaj wiecej (pewnie juz to zrobilas). Ja nie wiem dokladnie co polecic, bo az tak sie nie znam. Mam tylko wiedze z kursow przedmalzenskich i szkoly rodzenia.
Teraz z inej beczki - ja nie znam pary, ktora od razu miala ksiazkowe wspolzycie. Poza tym te co juz je maja, tez nie maja go zawsze. Slowem kobieta jest bardzo skomplikowana:) Najwazniejsze to zdac sobie sprawe, ze to jest norma. Chociaz kazda z nas czuje sie nieswojo, gdy cos jest nie tak.
Wydaje mi sie, ze nasze poczucie winy moze wynikac tez z tego co oferuja nam miedia. I nie mysle wcale, ze jestesmy pod jakims ogromnych ich wplywem, ale na filmach, w reklamach, itd wyglada to tak jakby wiekszosc kobiet zaraz miala miec orgazm. Mysle, ze jednak gdzies tam podswiadomie dziala to na nasza psychike. Taki model superkobiety. Tymczasem prawdziwy obraz kobiety jest inny, o wiele bardziej skomplikowany, tajemniczy i o niebo lepszy.

Pozdrawiam
nastal
Przygodny gość
 
Posty: 86
Dołączył(a): 6 października 2004, o 10:14

Postprzez fiamma75 » 5 maja 2005, o 20:18

Myślę, że żaden mężczyzna nie zrozumie tego problemu.
Warto też pamiętać, że niektórzy seksuolodzy twierdzą, że nie ma orgazmu pochwowego, a istnieje "mieszany" łechtaczkowo-pochwowy.
Najlepiej nie oczekuj na siłę na orgazm, bo wtedy trudniej go przeżyć, idź na żywioł :wink:
Twoje ciało może poznawać pieszczotami mąż, nie musisz to być Ty :D
Może spróbujcie podczas stosunku równoczesnych pieszczot pobudzających łechtaczkę (przepraszam za dosłowność, ale nie wiem jak inaczej to napisać).
Nie każda kobieta potrzebuje dużo czasu tzn. miesięcy współżycia, ale na pewno warto zadbać, żeby sam stosunek trwał wystarczająco długo dla Ciebie. Poza tym zmęczenie, stres, brak umiejętności to też wrogowie orgazmu.
Tak od siebie dodam, że mój mąż bardziej przeżywa, gdy sporadycznie zdarza się mi nie mieć orgazmu :D Dla niego jest to klęska.

I jeszcze do Krzysztofa Pawła: współżycie naprawdę jest mniej wartościowe, gdy nie ma orgazmu (obojętnie, czy dotyczy to żony czy męża).
fiamma75
Domownik
 
Posty: 2066
Dołączył(a): 5 maja 2005, o 20:01

Postprzez Maria » 5 maja 2005, o 20:22

Udawanie to w ogóle tragedia i bicz na te biedne dziewczyny, które nie wiedzą co czynią :?
Nie dość, ze kłamstwo to jeszcze wymierzone w kłamiącego - no jak ten biedny mąż ma się domyśleć co zrobic by było fajnie jezeli jest "fajnie" sądząc z reakcji żony?
A ze sporo tu było generalizacji to spiesze z wyjasnieniem, ze raczej nie pisałam o kims konkretnym tylko jako o problemie wielu kobiet/mężczyzn.

Bardzo podobało mi się to zdanie o DARZE. Te rzeczy sie wie i czuje, ale napisane jeszcze lepiej wyglądają :)
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez KP » 5 maja 2005, o 21:13

fiamma75 napisał(a): współżycie naprawdę jest mniej wartościowe, gdy nie ma orgazmu (obojętnie, czy dotyczy to żony czy męża).

Były jeszcze dwie wypowiedzi w nieco podobnym duchu, więc odpowiem na to zbiorczo.
Szanowne Panie, problem polega na tym, że generalizujecie swoje osobiste przeżycia. A tym, co cechuje przeżywanie kobiety jest ogromna RÓZNORODNOŚĆ. Każda przeżywa te kwestie inaczej. U jednej orgazm będzie koniecznym elementem satysfakcji i będzie dokładnie tak jak napisane powyżej, u innej orgazm nie będzie zupełnie potrzebny. Jak już wspomniałem, może być tak, że kobieta przeżyje orgazm, a nie będzie miała satysfakcji. Nie mówiąc już o tym, że to, co nazywane jest orgazmem, to tak naprawdę u kobiet cała gama bardzo różnorodnych przeżyć i przyjęte używanie liczby pojedynczej (tak jakby to było jednorodne zjawisko) jest bardzo mylące. Seksualność kobiet cechuje ogromna indywidualność przeżyć, nie można swojego przeżywania ukazywać jako model dla wszystkich.
To wszystko oczywiście nie oznacza, bym negował wszystkie udzielone tu w międzyczasie rady odnośnie do pobudzania, pieszczot itd. One są bardzo cenne i sensowne. To, że nie zawsze orgazm będzie czynnikiem satysfakcji, nie oznacza, że można sobie jakoś "odpuścić". We współżycie zawsze trzeba włożyć maksimum wysiłku i starania, by było jak najlepsze, jak najbogatsze, przynoszące jak najwięcej satysfakcji.

annie napisał(a): nie podoba mi się stwierdzenie,że mężczyzna pragnie dać kobiecie orgazm po to,by wzmocnić własne poczucie męskości-a przynajmniej ja tak to zinterpretowałam.

To niezupełnie tak. Po prostu dla mężczyzny ważne jest to, by żona była zadowolona. Myślę, że jest to pozytywna sprawa. Natomiast jak wszystko w życiu, to co dobre, może zostać wypaczone.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez fiamma75 » 5 maja 2005, o 21:41

Krzysztof Paweł napisał(a):
fiamma75 napisał(a): współżycie naprawdę jest mniej wartościowe, gdy nie ma orgazmu (obojętnie, czy dotyczy to żony czy męża).

U jednej orgazm będzie koniecznym elementem satysfakcji i będzie dokładnie tak jak napisane powyżej, u innej orgazm nie będzie zupełnie potrzebny.


Wydaje mi się, że o przeżywaniu różnorodności orgazmu u kobiet, wiem więcej od Ciebie, w końcu jesteś mężczyzną, a męski orgazm różni się jednak znacznie od kobiecego :D
Nie zrozumiałeś mnie do końca, albo byłam zbyt mało precyzyjna. chodzi mi też o takie sytuacje, że brak orgazmu u żony, mimo tego, że jest ona usatysfkakcjonowana, sprawia, że mąż odbiera to współżycie jako mniej wartościowe (w porówaniu do tego z orgazmem), bo nie zapewnił żonie max. przeżyć. Ponadto zdarzają się też sytuacje braku orgazmu u męża, które również są postrzegane jako współżycie mniej wartościowe. Jak by Ci się coś takiego zdarzyło, nie powiedziałbyś, że jest to współżycie mniej wartościowe? :wink:
Poza tym kobieta, która doświadczyła już orgazmu, będzie uważała współżycie "z" za bardziej wartościowe od "bez". Nie znaczy to, że należy bezwzględnie gonić za orgazmem. Tej sztuki zazwyczaj należy się uczyć i bardzo dużo zależy od współmałżonka. Jeśli mu nie zależy, albo uważa, że nie ma to większego znaczenia, kobiecie będzie dużo trudniej się nauczyć, jeśli w ogóle zdoła :(
fiamma75
Domownik
 
Posty: 2066
Dołączył(a): 5 maja 2005, o 20:01

Postprzez annie » 5 maja 2005, o 22:54

Drogi Krzysztofie, zarzut dot. generalizacji brzmi trochę nie w porządku od kogoś, kto napisał "orgazm nie jest niezbędnym elementem satysfakcji seksualnej kobiety". Nawet jeśli to prawda (teoretyczna,naukowa,wg autorytetow czy jakkolwiek inaczej to rozumieć), to jest wielka generalizacja i jestem pewna,ze nie wszystkie kobiety sie z tym zgodzą.
Swoją drogą, odzew, jaki wywołał mój post, świadczy o dużym zainteresowaniu tym problemem...
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez KP » 5 maja 2005, o 23:13

fiamma75 napisał(a): Wydaje mi się, że o przeżywaniu różnorodności orgazmu u kobiet, wiem więcej od Ciebie, w końcu jesteś mężczyzną, a męski orgazm różni się jednak znacznie od kobiecego

Proszę wybaczyć ale to się nazywa argumentum ad personam. I świadczy o tym, że tak naprawdę nie czytasz tego, co piszę.
Czy gdziekolwiek w jakikolwiek sposób powoływałem się na osobiste przeżycia? Nigdzie. Wprost pisałem, że opieram się na publikacjach fachowych. Co więcej pisałem w pierwszej wypowiedzi, że właśnie owo wysuwanie orgazmu na piedestał bierze się z kalkowania specyfiki męskiego przeżywania. I chyba wystarczająco dużo pisałem na temat specyfiki orgazmu kobiecego. Wybacz, ale czynienie w takim kontekście uwag o orgazmie męskim muszę przyjąć jako próbę zdyskredytowania za wszelką cenę adwersarza.
A - i to jest kolejna rzecz którą muszę powtórzyć - masz niewątpliwie wiedzę na temat swojego przeżywania, ale nie możesz mieć wiedzy na temat różnorodności przeżyć różnych kobiet. Tu nasze szanse są akurat równe. A to co piszesz, świadczy że Twoja wiedza w tym temacie jest tak naprawdę mizerna. Mnie się zdarza brać udział w rekolekcjach poświęconych tematyce aktu małżeńskiego. I stosunkowo często słyszałem z ust różnych kobiet potwierdzenia tego, co powyżej napisałem na temat satysfakcji we współżyciu (choć przecież nie jest to temat, którym łatwo jest się dzielić) a ani razu nie było to kwestionowane. Proszę więc wybaczyć, że nie uwierzę iż literatura fachowa w tej kwestii się myli a rację masz Ty.

fiamma75 napisał(a): Poza tym kobieta, która doświadczyła już orgazmu, będzie uważała współżycie "z" za bardziej wartościowe od "bez".

I to jest kolejna rzecz, z której wynika, że nie czytałaś tego, co pisałem. Dwa razy pisałem o tym, że może być współżycie z orgazmem nie dające kobiecie satysfakcji. To co piszesz zapewne ma pokrycie w Twoich doświadczeniach, ale przyjmij wreszcie do wiadomości, że nie wszystkie kobiety reagują tak jak Ty.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez KP » 5 maja 2005, o 23:24

annie napisał(a): Drogi Krzysztofie, zarzut dot. generalizacji brzmi trochę nie w porządku od kogoś, kto napisał "orgazm nie jest niezbędnym elementem satysfakcji seksualnej kobiety".

No, dobrze dobrze. Ściśle rzecz biorąc należało napisać "nie jest niezbędnym elementem satysfakcji seksualnej KAZDEJ kobiety". Ale chyba z reszty wypowiedzi jasno to wynikało? Czym innym zaś jest generalizowanie swoich osobistych przeżyć, czym innym przekazywanie informacji ogólnych, które można uzyskać na podstawie badań wielu kobiet. Jeśli na podstawie tego, że ja lubię wcześnie wstawać wygłosiłbym tezę, że wszyscy ludzie lubią wcześnie wstawać, byłaby to nieuprawniona generalizacja. Gdybym natomiast na podstawie badań reprezentatywnej ilości osób wyszło, że zamiłowanie do wczesnego wstawania jest powszechne (a skądinąd nie jest) to takie zdanie byłoby po prostu przekazaniem wyniku badań i nie żadną generalizacją tylko opisaniem stanu faktycznego. I taka jest różnica między tym, co głosiły te panie a tym, co ja przekazałem.


annie napisał(a):Nawet jeśli to prawda (teoretyczna,naukowa,wg autorytetow czy jakkolwiek inaczej to rozumieć),

Ona jest jak najbardziej praktyczna. Nikt tego sobie przy biurku nie wymyślił, tylko tak wyszło z badań. Co więcej, musiano zrewidować pierwotne poglądy. Bo, jak już pisałem, początkowo przenoszono na kobiety model przeżywania męskiego i uważano orgazm za niezbędny element satysfakcji. Dopiero późniejsze badania kazały ten pogląd zweryfikować.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez annie » 6 maja 2005, o 00:04

Wierzę wierzę, tylko (poprawcie mnie jeśli sie mylę) jakoś tak ogólnie ta całą dyskują zmieniła się w łapanie się za słówka...szczególnie jeśli chodzi o jedynego Pana, który zechciał się udzielić... :( Może, drogie Panie, przyjmijmy Jego punkt widzenia, przemyślmy co trzeba i tyle. Bo generalnie to chyba wszystkie czujemy (i znów proszę,poprawcie,jeśli to tylko moje wrażenie), że "między nami kobietami" rozumieny się troszkę lepiej... :wink: Co nie zmienia faktu, że głos zabrany przez męzczyznę jest cenny. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich!
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez annie » 6 maja 2005, o 00:05

tak jeszcze swoją drogą, to chętnie -z czystej niepostromionej ciekawości-dowiedziałabym sie wiecej o tych badaniach..
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez fiamma75 » 6 maja 2005, o 08:35

Krzysztof Paweł napisał(a):
fiamma75 napisał(a): Wydaje mi się, że o przeżywaniu różnorodności orgazmu u kobiet, wiem więcej od Ciebie, w końcu jesteś mężczyzną, a męski orgazm różni się jednak znacznie od kobiecego

Proszę wybaczyć ale to się nazywa argumentum ad personam. I świadczy o tym, że tak naprawdę nie czytasz tego, co piszę.

Tłumaczę: dla Ciebie jest to teoria, podparta publikacjami naukowymi, dla mnie jest to praktyka, podparta również publikacjami naukowymi, bo wbrew Twoim odczuciom - sporo czytałam i czytam, także w tej dziedzinie.
[...]
Co więcej pisałem w pierwszej wypowiedzi, że właśnie owo wysuwanie orgazmu na piedestał bierze się z kalkowania specyfiki męskiego przeżywania.

Przecież oboje przeciwni jesteśmy przeciwni pogoni za orgazmem. Jakiś punkt styczny?

I chyba wystarczająco dużo pisałem na temat specyfiki orgazmu kobiecego. Wybacz, ale czynienie w takim kontekście uwag o orgazmie męskim muszę przyjąć jako próbę zdyskredytowania za wszelką cenę adwersarza.

Nie chiałam Cię zdyskredytować, tylko próbowac Ci wyjaśnić, że jako mężczyzna nie zrozumiesz specyfiki przeżywania orgazmu kobiecego. Możesz znać najlepsze opracowania naukowe, ale nie zrozumiesz. Wiedzieć, znać, nie znaczy rozumieć.
Poza tym zastanawiająca jest Twoja reakcja na moje uwagi do orgazmu męskiego ;-) I wcale nie odpowiedziałeś na pytanie, czy dla Ciebie współżycie bez orgazmu (Twojego) jest mniej wartościowe ;-) Nie musisz odpowiadać.
Zresztą cóż j moge wiedzieć o orgazmie męskim? W końcu jestem kobietą ;-)

A - i to jest kolejna rzecz którą muszę powtórzyć - masz niewątpliwie wiedzę na temat swojego przeżywania, ale nie możesz mieć wiedzy na temat różnorodności przeżyć różnych kobiet.

Nie mogę mieć wiedzy? Skad to przypuszczenie? Czyżbyś miał monopol na takie rozmowy?

Tu nasze szanse są akurat równe. A to co piszesz, świadczy że Twoja wiedza w tym temacie jest tak naprawdę mizerna.

Oponowałabym z tym.

Mnie się zdarza brać udział w rekolekcjach poświęconych tematyce aktu małżeńskiego.

Poruszamy się w innych środowiskach, więc mamy inne źródła.
Rekolekcje nie są dla mnie do końca wiarygodnym źródłem. Dotyczą bowiem ściśle określonego środowiska.

I stosunkowo często słyszałem z ust różnych kobiet potwierdzenia tego, co powyżej napisałem na temat satysfakcji we współżyciu (choć przecież nie jest to temat, którym łatwo jest się dzielić) a ani razu nie było to kwestionowane. Proszę więc wybaczyć, że nie uwierzę iż literatura fachowa w tej kwestii się myli a rację masz Ty.

Zależy jaka literatura fachowa :D Czytałam różne opcje - od tych prezentujących opcję "pogoni za" (czemu jestem przeciwna) aż do przonujących kobiety, ze orgazm nie ma znaczenia.


fiamma75 napisał(a): Poza tym kobieta, która doświadczyła już orgazmu, będzie uważała współżycie "z" za bardziej wartościowe od "bez".

I to jest kolejna rzecz, z której wynika, że nie czytałaś tego, co pisałem. Dwa razy pisałem o tym, że może być współżycie z orgazmem nie dające kobiecie satysfakcji.

Nie odnosiłam się do tego zdania.
To, że coś jest mniej wartościowe, nie znaczy, że nie przynosi satysfakcji.

A w ogóle jest bardziej wartościowe jeśli chodzi o względy zdrowotne - poczytaj może sobie Wisłocką, to się dowiesz, do czego może prowadzić przeciągający się brak orgazmu podczas stosunków u kobiety.
Badania naukowe dowodzą też, że kobiety przeżywające ograzm łatwiej zachodzą w ciążę.

To co piszesz zapewne ma pokrycie w Twoich doświadczeniach, ale przyjmij wreszcie do wiadomości, że nie wszystkie kobiety reagują tak jak Ty.
:D :D

Ależ o tym doskonale wiem.
Przyjmij do wiadomości, że w podrecznikach piszą tylko pewne ogólne prawdy, ale nie zdobędziesz w nich zrozumienia problemu.

A tak przy okazji podpytałam męża (podejrzewam, że jest w zbliżonym do Ciebie wieku), jak on patrzy na ten problem: dla niego mężczyzna, która uważa za tak samo wartościowe współżycie bez orgazmu kobiety jak to z orgazmem, jest na najlepszej drodze do zobojętnienia na potrzeby kobiety. Dla niego jest to niepokojące podejście.
fiamma75
Domownik
 
Posty: 2066
Dołączył(a): 5 maja 2005, o 20:01

Postprzez KP » 6 maja 2005, o 17:09

fiamma75 napisał(a):
Ależ o tym doskonale wiem.
Przyjmij do wiadomości, że w podrecznikach piszą tylko pewne ogólne prawdy, ale nie zdobędziesz w nich zrozumienia problemu.


Co to znaczy ogólne prawdy? I dlaczego nie można zdobyć zrozumienia problemu? Na tej zasadzie w ogóle nie można by czytać żadnych podręczników, w żadnej dziedzinie.
Tak skądinąd to znowu pomijasz to, co już pisałem - że wielokrotnie spotykałem się z potwierdzeniami tego, o czym tu pisałem. Więc mam wrażenie, że życie raczej potwierdza, iż w tym momencie literatura fachowa (nie wiem dlaczego ograniczasz ją do podręczników) zrozumienie problemu posiada.

fiamma75 napisał(a):
A tak przy okazji podpytałam męża (podejrzewam, że jest w zbliżonym do Ciebie wieku), jak on patrzy na ten problem: dla niego mężczyzna, która uważa za tak samo wartościowe współżycie bez orgazmu kobiety jak to z orgazmem, jest na najlepszej drodze do zobojętnienia na potrzeby kobiety. Dla niego jest to niepokojące podejście.

Znowu wchodzimy w osobiste wycieczki? Nie chcę wartościować innych mężczyzn. Wiem jedno: olbrzymi problem i tragedia wielu kobiet i wielu małżeństw jakim są udawane orgazmy bierze się właśnie stąd, że mężowie uważając, iż wartościowe jest tylko współżycie z orgazmem mają pretensje do żon, że tego orgazmu nie przeżywają.
Mężczyzna powinien umieć zaakceptować swoją żoną taką, jaka ona jest, uszanować jej sposób przeżywania spraw seksualnych (innych zresztą też) i nie wartościować tych przeżyć. Co oczywiście nie ma oznaczać, że miałby się w jakikolwiek sposób mniej starać. Ale o tym to ja też już pisałem.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez NB » 6 maja 2005, o 17:39

Wszystko to prawda, tylko za dużo teorii za mało konkretów.

Prawdą jest to, że Panie KP nigdy nie poczujesz tego co kobieta i nie wiesz jak może się czuć kobieta rozpalona do maximum , która nie może osiągnąć spełnienia i którą z tego powodu następnego dnia boli podbrzusze.

Ładnie opowiadasz ale chyba wszystkie odróżniamy "Pogoń za orgazmem" od chęci osiągnięcia spełnienia w jednoczącym akcie z ukochanym.
Sorry, że tak zakończę , ale "Syty, głodnego nie zrozumie" ;-)
Pozdrawiam.
NB
Administrator forum
 
Posty: 2064
Dołączył(a): 18 września 2003, o 09:52
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez fiamma75 » 6 maja 2005, o 18:15

Brawo Nikoleta!

W niewielu słowach ujęłaś całe sedno :D

Pozdrawiam :)
fiamma75
Domownik
 
Posty: 2066
Dołączył(a): 5 maja 2005, o 20:01

Następna strona

Powrót do Problemy w rodzinie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron