Teraz jest 21 lutego 2024, o 12:51 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

wierność a flirtowanie

Tu można porozmawiać o trudnych doświadczeniach, które dotykają rodzinę (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

wierność a flirtowanie

Postprzez Facet » 1 listopada 2011, o 23:40

Chciałem utworzyć ankietę, ale najwyraźniej nie mam uprawnień.

W każdym razie: czy uważacie, że flirtowanie przez osobę zamężną/żonatą jest zdradą? Czy może nie zdradą, ale czymś nie do końca w porządku? Czy niczym złym? A może to zależy?
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez magna » 2 listopada 2011, o 19:59

Znam osoby zamężne / żonate, które mają taki sposób bycia, że zawsze łagodnie flirtują z ekspedientkami, ale można właściwie uznać, że to typowe żarty, właściwie bez podtekstu...
A typowy flirt? Gdyby mój mąż flirtował z jakąś panią - owszem, czułabym się zdradzana. Bo to jednak nie jest do końca w porządku.
magna
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 203
Dołączył(a): 2 lutego 2010, o 21:37

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez bejbe » 2 listopada 2011, o 21:30

ja myślę, że dużo zależy tu od sytuacji, jeśli to jest na żarty z kimś znajomym kto też odbiera to na żarty i wie o naszym współmałżonku, no i nasz współmałżonek również odbiera/odbierałby to jako żarty nie powoduje to w nim np. jakiejś zazdrości to myślę, że to nic złego,
jednak, jeżeli jest inaczej może to nawet być zdradą, zależnie jeszcze do intencji tej osoby.
bejbe
Przygodny gość
 
Posty: 38
Dołączył(a): 22 lutego 2010, o 13:32
Lokalizacja: Kraków

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez Facet » 2 listopada 2011, o 22:26

Znam osoby zamężne / żonate, które mają taki sposób bycia, że zawsze łagodnie flirtują z ekspedientkami


Zamężne też z ekspedientkami czy z ekspedientami? ;)
I te osoby flirtują z wszystkimi ekspedientkami/ekspedientami: zarówno w sklepach z ubraniami, jak i np. stojącymi za ladą w mięsnym? ;)

A co sądzicie o bezsłownym flirtowaniu w środkach komunikacji publicznej? Np. sytuacjach, gdy kobieta zauważywszy przystojnego mężczyznę w tramwaju będzie bawić się swoimi włosami..., gdy on na nią spojrzy, to ona się uśmiechnie zalotnie, potem od do niej itp.
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez magna » 3 listopada 2011, o 12:41

Znaczenia słowa flirt w Słowniku Języka Polskiego:
1 «prowadzenie zalotnych rozmów i czynienie kokieteryjnych gestów; też: taka rozmowa» i "kokietowanie kogoś, zalecanie się, miłostka"
2. «przygoda erotyczna»
plus jeszcze gra towarzyska i krótkie poznawanie jakiejś dziedziny... Flirt zazwyczaj ma jakiś cel
No więc ja sobie nie życzę, by mój mąż kogoś kokietował. I sama też tego nie robię. Nie uśmiecham się zalotnie w środkach komunikacji publicznej, nie robię zalotnych gestów. A po co miałabym to robić?
Mój mąż by dodał: że jak się już zaczyna kokietowanie, to w pewnym momencie można się zapomnieć. Po co kusić los i siebie?
A co do ekspedientek - znam mężczyzn, którzy w każdym sklepie (co to za różnica, czy mięsny?) komplementują panie, żartują... To też rodzaj flirtu, ale też taki sposób bycia tych panów.
magna
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 203
Dołączył(a): 2 lutego 2010, o 21:37

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez Facet » 3 listopada 2011, o 20:14

Nie uśmiecham się zalotnie w środkach komunikacji publicznej, nie robię zalotnych gestów. A po co miałabym to robić?


Choćby dlatego, że to miłe podobać się innym. Czyż nie wolno nam chcieć i starać podobać się nie tylko swojemu mężowi/swojej żonie?
Gdyby do Ciebie uśmiechnął się obcy mężczyzna w autobusie, to Ty udałabyś, że tego nie widzisz albo ostentacyjnie odwróciła wzrok?

Na katolickich stronach znalazłem dwie wręcz skrajnie różne opinie na temat flirtowania:

http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/811db
http://www.pielgrzym.pelplin.pl/index.p ... m&Itemid=6
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez magna » 3 listopada 2011, o 22:11

Dbam o siebie, staram się wyglądać możliwie elegancko, bo to dodaje mi pewności siebie. Czysty, zadbany człowiek wzbudza szacunek u innych, łatwiej też nawiązać kontakt, wzbudzić zaufanie. Jest to przydatne w pracy z ludźmi - jak u mnie. Moim zdaniem jednak w kontakcie z ludźmi równie ważna jest szczerość intencji. Staram się, by ludzie czuli, że traktuję ich życzliwie i zakładam dobre intencje z ich strony, nastawiam się na kontakt pozytywnie. To podejście do ludzi przyjazne, ale jednocześnie całkowicie oderwane od jakichkolwiek pomysłów typu flirt... Ważny jest pewien dystans, nie staram się nigdy nikomu przypodobać jako kobieta, od doceniania tej strony mojej osoby jest mój mąż. Za to jemu lubię przypomnieć, że należy się o mnie zatroszczyć :P . Nie ubiorę spódnicy z myślą o tym, żeby się komuś obcemu podobać, ale dlatego, że to pasuje do mojej osobowości, bo mi wygodnie, bo czuję się w niej swobodnie. To jednak zupełnie inne noszenie spódnicy... Uśmiechnę się, bo lubię ludzi, ale to zupełnie inny uśmiech... I nawet mój mąż przyznaje, że one się różnią po prostu.
Nie złowiłam nigdy zalotnego uśmiechu żadnego obcego mężczyzny w autobusie po prostu dlatego, że tego nie szukam. Nawet jeśli taki uroczy pan wysili się maksymalnie, ja najprawdopodobniej nie odpowiem, bo nie zauważę. Nie szukam w otoczeniu sygnałów potwierdzających moją kobiecość. A zauważywszy uśmiech pana - zapewne odpowiedziałabym moim najzwyklejszym, najszczerszym uśmiechem, któremu tak daleko do zachowania flirtującego jak Marsowi do Słońca. Wyłączyłam klapkę pt. Flirt. Nie wykorzystuję już w swoim zachowaniu tej opcji.
Odkąd poznałam mojego męża nigdy nie czułam potrzeby podobania się innym mężczyznom niż mój najpierw narzeczony, potem mąż.
Myślę, że w obu podanych artykułach jest wspólny mianownik, czyli flirt jako grzech - myślą. Tylko w pierwszym ocena tego grzechu jest nieco łagodniejsza. W myśli w tym momencie zwraca się całym sobą ku obcej osobie, zapomina o współmałżonku - to nie jest zachowanie fair.
Mam wrażenie, że szukasz kogoś, kto Ci powie, że flirt jest całkowicie niewinny, że nie ma się czym przejmować, że śmiało...? Tylko że skoro się zastanawiasz, to już samo to sygnalizuje, że sumienie przed czymś Cię ostrzega.
magna
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 203
Dołączył(a): 2 lutego 2010, o 21:37

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez Facet » 3 listopada 2011, o 23:04

Myślę, że w obu podanych artykułach jest wspólny mianownik, czyli flirt jako grzech - myślą. Tylko w pierwszym ocena tego grzechu jest nieco łagodniejsza.


Na pewno? Cytuję z tekstu z wiara.pl: "Jeśli flirtowanie nie doprowadziło do małżeńskiej zdrady, to na pewno nie było złamaniem przysięgi. (...) W takim wypadku raczej trudno mówić o grzechu, a już na pewno nie ciężkim."

Mam wrażenie, że szukasz kogoś, kto Ci powie, że flirt jest całkowicie niewinny, że nie ma się czym przejmować, że śmiało...?


Szukam upewnienia dla mojego zdania, ale nie twierdzę, że flirt nie niesie żadnych zagrożeń. Wg mnie z flirtem łączą się przede wszystkim 2 niebezpieczeństwa:
1) przerodzenia się flirtu w coś więcej, np. romans,
2) zrobienia drugiej stronie niepotrzebnej nadziei, np. na to, że jest podrywana w celu nawiązania głębszej znajomości.
Pierwsze zagrożenie istnieje przede wszystkim w sytuacji, gdy flirtuje się z osobą, z którą ma się częsty kontakt, np. z koleżanką w pracy. Z kolei flirt z przypadkowo spotkaną osobą np. w pociągu jakkolwiek nie powinien się przerodzić w coś więcej, bo wyjściu z pociągu kontakt się urwie, to wiąże się z drugim niebezpieczeństwem (wprowadzenia w błąd, robienia nadziei), gdyż druga osoba nie wie, że tamta jest zajęta (choć obrączka na palcu powinna być zauważona).
Czy te niebezpieczeństwa oznaczają, że w takim razie nie należy narażać się na niebezpieczeństwa i powinno się zrezygnować całkowicie z flirtu? Picie alkoholu też niesie zagrożenia a jednak co do zasady grzechem nie jest.

Tylko że skoro się zastanawiasz, to już samo to sygnalizuje, że sumienie przed czymś Cię ostrzega.


Owszem, ale same wątpliwości nie przesądzają jeszcze, że coś jest złe. Wielu ludzi miewa w różnych sprawach wątpliwości i wyrzuty sumienia a nie zawsze słusznie (np. skrupulanci).
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez miliani » 4 listopada 2011, o 03:56

A mi się wydaje, że obydwa te artykuły mówią o różnych sytuacjach... Ja jestem przykładem osoby, która ma taki sposób bycia, że podpuszcza wszystkich facetów naokoło i ze wszystkimi flirtuje:P Ale robię to całkiem nieświadomie i mój mąż o tym wie. To jest niezależne ode mnie, ja to dostrzegam dopiero po fakcie:/ . Wiadomo, na tyle ile jestem w stanie, staram się kontrolować, i z drugiej strony, łagodzę to postawą, która ode mnie już może zależeć: czyli od początku w każdej relacji stawiam sprawę jasno: mam męża (wcześniej narzeczonego, chłopaka), kocham go i nie zamierzam tego zmieniać. Dzięki temu mąż ma do mnie zaufanie mimo tego, jaki mam sposób bycia, a inni od początku wiedzą, że to relacja tylko koleżeńska. Mimo wielu kontaktów z racji wykształcenia z osobami płci przeciwnej cały czas w myślach, słowach i czynach jestem mężowi wierna. I myślę że o takie zachowanie chodziło w artykule z opoki...
Natomiast drugi artykuł jest o celowym wprowadzaniu drugiej osoby w błąd (np to zdejmowanie obrączek, czy czatowanie-> wątpię żeby ktoś się tam przyznawał do tego że ma męża). I to jest już oszustwo i pewna zdrada, bo raz, wprowadzasz drugą osobę w błąd, dwa, nijako wypierasz się swojego związku, trzy, robisz to w tajemnicy przed małżonkiem, przez co nie jesteś wobec niego uczciwy i łamiesz przysięgę małżeńską.

Flirt flirtowi nierówny i różne rzeczy można w ten sposób nazywać... A kryteriami grzechu jest świadomość i dobrowolność, i tylko sam zainteresowany może ocenić, na ile świadome i dobrowolne to było działanie, a jeśli świadome i dobrowolne, to w jakim celu i jakie owoce przyniosło dla jego związku.
miliani
Przygodny gość
 
Posty: 15
Dołączył(a): 16 października 2010, o 12:56

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez kami79 » 4 listopada 2011, o 23:48

Opisana prezez Ciebie sytuacja z zabawa wlosami oraz wymiana zalotnych usmiechow szczerze mnie ubawila. To sytuacja raczej filmowa nie realna bo wieszkosc "naszych" mezatek czy zonatych poprostu nie ma ani odwagi ani checi bawic sie w takie gierki. Mamy chyba wciaz bardzo konserwatywne czy czasem wrecz pruderyjne spoleczenstwo i wiekszosc mezow/ zon nie wchodzi w podobne zabawy. Bo po co? Jaki sens ma potwierdzanie swojej atrakcyjnosci w ten sposob? No chyba ze sa zawiedzionymi mezami/ zonami i sami szukaja okazji do flirtu to wtedy byc moze nawet beda inicjowac podobna zabawe majac nadzieje ze z niewinnej gry gestow wyniknie dalszy ciag znajomosci.
Gdybym znalazla sie w podobnej sytuacji, najprawdopodobniej poczulabym sie zazenowana i szybko odwrocilabym glowe udajac ze nie widzialam zadnego gestu w moja strone. I nie bylabym zadowolona z faktu ze moj maz w ww. sposob wyraza swoj "zachwyt' dla jakiejs osobniczki plci przeciwnej. Nie bronie mu go odczuwac ale po co od razu to uzewnetrzniac?
kami79
Domownik
 
Posty: 486
Dołączył(a): 20 kwietnia 2009, o 15:36
Lokalizacja: wieś na Mazowszu

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez Facet » 12 listopada 2011, o 16:23

Opisana prezez Ciebie sytuacja z zabawa wlosami oraz wymiana zalotnych usmiechow szczerze mnie ubawila. To sytuacja raczej filmowa nie realna bo wieszkosc "naszych" mezatek czy zonatych poprostu nie ma ani odwagi ani checi bawic sie w takie gierki.


Miałem co najmniej jedną sytuację z zabawą włosami przez dziewczynę w autobusie. Choć wtedy byłem jeszcze narzeczonym a i ta dziewczyna pewnie męża jeszcze nie miała.
Na początku mogło się wydawać, że ona naprawdę tylko poprawia sobie włosy a nie są to żadne gierki, bo chyba w ogóle na mnie się nie patrzyła. Ale gdy wysiadłem, obejrzałem się na nią przez otwarte drzwi i okazało się, że wtedy już na mnie się patrzyła i była wyraźnie uśmiechnięta. Więc i ja się do niej uśmiechnąłem, popatrzyliśmy na siebie jeszcze przez szybę i pouśmiechali, gdy autobus odjeżdżał.
Była to sympatyczna sytuacja. Myślę, że był to flirt, lecz jednocześnie tylko zabawa, gra: ona stosowała pewne triki i sprawdzała, czy to zauważę, ja to zauważyłem i na nią spoglądałem, ale ona udawała, że nic i dopiero na koniec dała mi odczuć, że jednak jestem spostrzegawczy ;)

I nie bylabym zadowolona z faktu ze moj maz w ww. sposob wyraza swoj "zachwyt' dla jakiejs osobniczki plci przeciwnej. Nie bronie mu go odczuwac ale po co od razu to uzewnetrzniac?


1. Tylko nie byłabyś zadowolona czy uważałaś byś to za jakąś małą zdradę, grzech?
2. Czy inne przejawy uzewnętrzniania zachwytu też Ci przeszkadzają, np. gdyby Twój mąż sprawił komplement swojej koleżance w pracy dotyczący jej wyglądu?

Chcę jeszcze zwrócić uwagę, że naturalne jest to, że nie podoba nam się to, że nasza druga połówka choćby tylko czuje zachwyt wobec kogoś innego płci przeciwnej niż my. Dlatego kultura nakazuje np. mężczyźnie nie oglądać się na ulicy za innymi kobietami w towarzystwie swojej żony. Jednocześnie oczywiste jest, że samo oglądanie się za innymi kobietami przez żonatego nie jest niczym złym, tak samo jak kobieta zamężna ma prawo "zawiesić oko" na jakimś przystojniaku czy to na ulicy, czy w telewizji. Zmierzam do tego, że w kwestii wierności istnieją zachowania, które bezwzględnie są niemoralne (najbardziej oczywisty przykład to współżycie pozamałżeńskie) i takie, które same w sobie nie są złe, jednak wymagania miłości i kultury sprawiają, że powinno się ich unikać w towarzystwie swojej drugiej połowy (np. właśnie oglądać się za innymi kobietami w czasie spaceru z żoną). Myślę, że niektóre typy flirtowania możemy zaliczyć do tej kategorii - czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. No chyba że flirt jest taki, że sam w sobie jest zły, np. ktoś zmierza flirtem do czegoś więcej niż flirt lub w sposób świadomy wykorzystując niewiedzę drugiej osoby, robi jej nadzieje, ukrywając to, że jest "zaobrączkowany".
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Re: wierność a flirtowanie

Postprzez kami79 » 15 listopada 2011, o 00:24

Facet,zastanawiam sie od poczatku do czego zmierzasz. Niby przedstawiasz nam jakas sytuacje w formie sondazu co ktora z nas mysli a z tego wszystkiego bije jakby pewien niepokoj ktory w Tobie siedzi i mam wrazenie ze probujesz uspokoic sumienie ktore cos Ci wyrzuca. Chyba powyzej ktos tez mial podobne wrazenie. To wszystko c piszesz wydaje mi sie tak blahe ze niewiem po co drazysz ten temat i bijesz piane. Ale ok,, odpowiadajac na twoje pytania:
1. Wkurzylabym sie, byloby mi przykro i poczulabym sie "troche zdradzona". A wiec dla meza to grzech ze swoim niefrasobliwym zachowaniem doprowadzil mnie do takiego stanu
2. Nie przeszkadza mi kiedy maz mowi komplementy kolezankom. Choc daleko mu na szczescie do "uzewnetrzniania zachwytu" :D
kami79
Domownik
 
Posty: 486
Dołączył(a): 20 kwietnia 2009, o 15:36
Lokalizacja: wieś na Mazowszu


Powrót do Problemy w rodzinie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron