Teraz jest 29 lutego 2024, o 08:32 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

Mężczyzna a NPR

Narzeczeni wszystkich krajów - łączcie się... w związki małżeńskie (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

Mężczyzna a NPR

Postprzez Antonia » 3 maja 2005, o 10:25

Zastanawia mnie dlaczego jest na świecie tak mało męzczyzn, którzy nie robią problemów, kiedy im dziewczyna powie, że nie chce w małżeństwie stosować antykoncepcji. osobiście, nie znam takich mężczyzn, którzy z radością akceptują NPR. Znam małżeństwa, które żyją według NPR, ale stroną mniej szczęśliwą z tego powodu jest mąż.
Przydałyby się wypowiedzi mężczyzn, bo na tym forum ich bardzo mało a ich zdanie i uczucia są równie ważne jak uczucia i zdanie kobiet.
Jeżeli w naturze mężczyzny jest dażenie do częstszej liczby zbliżeń, wyrażanie swojej milości przez seks, w stopniu większym niz jest to u kobiety - to w takim razie Pan Bóg dając NPR postępuje wbrew naturze panów? Jeżeli wiele kobiet jest w stanie zaakceptować niedogodnośco związane z czasem wstrzemięźliwości, to dlaczego, tak niewielu jest panów? Takie luźne rozmyslania sobie prowadzę, bo staram się zrozumieć.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez Gość » 3 maja 2005, o 10:33

Mój mąż od początku naszych wspólnych planów życiowych wiedzial, że tylko npr. Ale raczej go nie namówię na wypowiedź pisemną, bo tego nie lubi robić...
Czy akceptuje to z radością, to nie wiem, ale akceptuje na 100% i na pewno ogólnie z zadowoleniem,, choć czasem jest trudno, nie ma się co oszukiwać.
Gość
 

Postprzez Maria » 3 maja 2005, o 10:49

Ostatnio spotkałam się z moimi przyjaciołmi z Oazy i Duszpasterstwa i rozmowa zeszła na NPR (bo było kilka par). I Antonia ma rację. Nawet wierzący bardzo i praktykujący mężczyżni mają problem z zaakceptowaniem nauki Kościoła w tej kwestii, łatwiej to jakoś przychodzi kobietom. Tak wywnioskowałam z rozmowy z nimi.
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez Antonia » 3 maja 2005, o 12:24

Rozmawiałam na ten temat z koleżankami mężatkami; powiedziały wprost, że mężów mają owszem głęboko wierzących, ale gdyby o to mocno nie zadbały nie byłoby czystości przedmałżeńskiej ani npr w małżeństwie. moja dobra kolezanka jak chodziła ze swoim obecnym mężem - chłopak wychowany w duchu oazowym ( w oazie się poznali), musiała doświadczyc czasowego zawieszenia relacji z nim, bo chciał rozpoczać wspólżycie przed ślubem. Przestali się spotykać. On przemyslał sprawę, wrócił do Niej i czekał. Ale jak bardzo Ona to przeżywała! Jak ją to zabolało. Czy naprawdę Bóg musi tak doświadczac kobiety, czy naprawdę kobiety muszą wewnętrznie wybierac między pragnieniem życia z mężczyzną którego kochają a Bogiem, którego tez kochają? Czemu to na nie spada odpowiedzialność za "nawracanie" swych mężczyzn. To bardzo duże obciażenie! wiem, bo sama to przechodzę, jest bardzo trudne. I nie do końca to rozumiem.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez Antonia » 3 maja 2005, o 12:36

I jeszcze jedno, wiem, że sa małżeństwa, w których co jakis czas są spięcia z tego powodu, wiem, że część kobiet nie chcąc by rozpadlo się małżeństwo, godzi sie na prezerwatywę. Pytam dlaczego to kobieta musi dźwigać cięzar odpowiedzialności?
Tylko nie piszcie, ze jesli facet przed małżenstwem ma kłopoty z zaakceptowaniem npr, to go lepiej sobie odpuścić. Gdyby wedlug tego schemato postępować, znacznie wiecej byłoby starych panien . to jest znacznie bardziej skomplikowane.
Dziwne, tez, ze są tacy, którzy maja się za wierzacych maja trudności z przyjęciem nauki Kościoła, a Ci co maja sie za niwierzących bywa, bez szemrania przez wzgląd na swą żonę ją przyjmują. Ach.... modlitey mi potrzeba, wsparcia z góry.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez Niania » 4 maja 2005, o 16:25

mój narzeczony, gdy rozmawialiśmy o tym powiedział że on nie wyobraża sobie bym ładowała w siebie chemię i niszczyła zdrowie i woli NPR, mamy więc w tej kwestii identyczne zdanie :D i zero problemu :D
Niania
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 241
Dołączył(a): 2 stycznia 2005, o 17:57

Postprzez Antonia » 4 maja 2005, o 17:35

Mój narzeczony też nie wymaga ode mnie szprycowania się chemią, spory toczą się o prezerwatywę Nianiu (tylko i wyłącznie o prezerwatywę)
Do Towera: dzięki, że się odezwałeś, możesz pomóc nam kobietom - jak Twoim zdaniem kobieta powinna rozmawiać z mężczyzną na temat npr, by Go nie zniechecac i nie przerażać. Jakich powinna użyć argumentów? Które z nich najbardziej do mężczyzny trafią? Z góry dzięki.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez KP » 4 maja 2005, o 19:06

Hm, to że przeciętnie panowie mniej interesują się NPR, jest faktem. Ja bym jednak przypisał to chyba traktowaniu z góry tej sfery jako sprawy kobiecej - bo jak by nie patrzeć chodzi o obserwowanie tego, co dzieje się w organizmie kobiety. Niemniej od kilku lat prowadzimy kursy NPR, w których uczestniczą pary narzeczeńskie i małżeńskie. I moja obserwacja jest taka, że panowie są ogromnie zaangażowani w NPR. Dotyczy to zarówno narzeczonych jak i małżonków. Właśnie małżonkowie są tutaj dobrym przykładem - często są to małżeństwa, gdzie wcześniej była to tylko i wyłącznie domena żony. Gdy jednak panowie przychodzą na kurs (bywa, że wyłącznie dlatego, iż jest obowiązek przyjścia we dwoje), gdy poznają, o co tutaj chodzi, zaczynają się angażować i to bardzo angażować.
Oczywiście może być też taka sytuacja, że dziewczyna angażuje się w NPR ze względów religijnych a chłopak (narzeczony a później mąż) jest religijnie obojętny. Ale w takich sytuacjach to nie NPR jest problemem a stosunek do wiary.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez Antonia » 4 maja 2005, o 20:55

Wiem, że problemem nie jest npr sam w sobie ale podejście do wiary. Ja to wiem, co nie zmienia faktu, że bardzo wielu mężczyzn deklarujących wiarę w Boga, chodzących systematycznie do Kościoła, przyjmujących księdza po kolędzie itp stanowczo sprzeciwia się ograniczaniu w ten sposób ich "ekspresji" seksualnej (tak to nazwałam). Powtarzam, ja nie spotkałam mężczyzny, który byłby szczęśliwy ze stosowania npr. Częste wypowiedzi to "żona się uparła", "a gdzie w Piśmie Świętym jest napisane, że antykoncepcja jest grzechem", "kościół przesadza i odciaga tym ludzi od wiary" , "nie stac mnie na wychowanie 3, 4 dzieci" itp.
Wielu panów mówi: Bóg - tak, wiara - tak, msza św - tak, modlitwa - tak, wstrzemięźliwość w okresie płodności żony - nie. No i co ? I co z tym fantem zrobić?
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez Martelka » 4 maja 2005, o 21:28

Tower SWIETE SLOWA i wiele madrosci i zdrowego rozsadku w Twojej wypowiedzi, chyba ja normalnie mezowi dam przeczytac :wink:

Mysle, ze Ci mezczyzni, ktorzy sa okresowo za a okresowo przeciw NPR poprostu nie zastanawiaja sie nad tym wszystkim glebiej i kiedy sie chce a akurat nie mozna, to wola naklaniac zone do prezerwatywy (ogolnie nieszkodzacej) i prawda jest, ze tylko mocna wiara, ze NPR jest nakazane przez Kosciol moze ich do tego przekonac.
Martelka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 274
Dołączył(a): 25 lutego 2004, o 14:30
Lokalizacja: k/Krakowa- Wielka Brytania

Postprzez Antonia » 4 maja 2005, o 22:48

Martelko, to, że npr jest nakazane przez Kościoł jako jedyne, nie ma innej alternatywy, właśnie tak mężczyzn przeciwko niemu buntuje. Tu jest potrzebna wiara, że to czego Kościół naucza jest zgodne z wola samego Boga, że to nie fanaberie księży (a często sami nie stosują się do tego, czego nauczają). " To kler wymyslił sobie , ze antykoncepcja jest grzechem, a nie Pan Bóg" - slychać takie glosy.Tu potrzeba zaufania Bogu, że jeśli od nas tego wymaga, to z Jego łaską jesteśmy w stanie temu sprostać ( choc po drodze nie raz jeden zdarzy nam się upaść). Przeczytałam gdzies ostatnio, że dobra wola nie wystarcza czasami, że postanowienia nie wystarczaja czasami - że bywa, iż małżeństwa przechodzą taką trudną drogę w dążeniu do czystości małżeńskiej. Że wiele małżeństw ma kłopoty z czystością małżeńską (mimo dobrej woli i prób okiełznania swoich potrzeb) przez kilka, kilkanascie lat małżeństwa. Że jednym przychodzi to łatwiej i szybciej, a inni wciąż się starają i wciąż jest wiele do życzenia.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez KP » 4 maja 2005, o 23:33

Antonia napisał(a): Powtarzam, ja nie spotkałam mężczyzny, który byłby szczęśliwy ze stosowania npr.

To miałaś pecha.
To znaczy, aby rzecz uściślić: nie samo npr jest źródłem szczęścia. Ma ta metoda swoje podstawowe ograniczenie, że nie zawsze można współżyć, kiedy się chce. Choć w praktyce to ograniczenie nie jest takie wielkie, jak się na pierwszy rzut oka wydaje.
Ja w każdym razie spotkałem bardzo wielu mężczyzn zapalonych do npr. Niewątpliwie mój ogląd jest specyficzny: po pierwsze chrześcijańska wspólnota do której należę, po drugie kursy, na które siłą rzeczy przychodzą w większości przekonani do npr.
KP
Nauczyciel NPR - metoda LMM
 
Posty: 279
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 21:14

Postprzez Kręciołek » 5 maja 2005, o 10:01

No to mój mąż jest wyjątkiem: on jest zadowolony ze stosowania NPR. Ale właśnie: to nie zasługa samego NPR-u tylko podejścia do wiary...
Kręciołek
Domownik
 
Posty: 1076
Dołączył(a): 3 sierpnia 2004, o 10:56
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Gość » 5 maja 2005, o 10:29

Ja też w takim razie, Antonio, jestem szczęsciarą. Specjalnie wczoraj zapytałam męża, czy jest zadowolony ze stosowania nrp. Powiedzial, ze bardzo i że dzięki temu jest bezstresowo.
Poza tym znam jeszcze kilku panow zaangażowanych w te sprawę w soim malżeństwie.
Gość
 

Postprzez annie » 5 maja 2005, o 11:07

Ja dołączam do grona szczęśliwych żon,których mężowie są zadowoleni z npr :D Mimo OGROMNYCH oporów przd ślubem (męża,ale trochę i moich) podjęliśmy tą decyzję trochę na zasadzie skoku na głęboką wodę, ale gdy zapoznaliśmy się z metodą,oboje się zapaliliśmy.I teraz wiemy, że to była decyzja najlepsza z możliwych. :D Chciałabym jeszcze powiedzieć, że wydaje mi się,że zaangazowanie męża wcale nie musi oznaczać jego gotowości do podawania termometru,rysowania wykresów,a słyszałam,że niektórzy nawet razem badają szyjkę...Mój mąż wcale tego nie robi, a ja jakoś nie czuję,by nie był zaangażowany w planowanie naszej rodziny.
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez Martelka » 5 maja 2005, o 18:46

Antoniu, no troche zle zdanie zbudowalam, bo piszac o wierze mialam wlasnie na mysli wiare w Boga, religie i przykazania. Czyli moje zdanie powinno byc zmienione i prawda jest, ze tylko mocna wiara i to, ze NPR jest nakazane przez Kosciol jako jedyna metoda dopuszczalna moze ich do tego przekonac.

Fajnie, ze niektorym mezom czy narzeczonym tak latwo przychodzi zgoda na NPR, to naprawde chyba cudowna Laska z Gory.
Martelka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 274
Dołączył(a): 25 lutego 2004, o 14:30
Lokalizacja: k/Krakowa- Wielka Brytania

Postprzez Antonia » 5 maja 2005, o 21:46

Wierzę mocno, że jeśli Bóg ma w planach bysmy zostali małżeństwem, to moja Miłość przyjmie niedogodności. Już jest duży postęp w tej kwestii, ale pokonaliśmy oboje bardzo trudną drogę .
Ważne dla mnie jest zdanie panów na ten temat, ale otuchą są też, Wasze drogie panie, świadectwa. Jeśli ktoś z Was miałby chęć proszę o akt modlitwy w tej intencji, żeby nam też się udało cieszyć wspólnym życiem i pożyciem zgodnie z tym, czego życzy sobie Zbawca. Dziękuję serdecznie.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez Kinia » 5 maja 2005, o 22:04

Kochani!!!
chciałąm podzilić się z Wami moją radością :)
To było 2 maja. Byliśmy z moim Ukochanym u naszych przyjaciół, którzy są narzeczonymi. W pewnym momencie Tomek (narzeczony Przyjaciółki) sięgnął po jej zeszyt twierdząc, że musi pouzupełniać. Chodzą razem na kurs i już mocno się angażuje. Mój jeszcze trochę opornie podchodzi do analizy cykli moich, choć npr popiera całym sercem. Zaproponowałam mu, zeby wziął mój zeszyt i poszedł z Tomiem, to może on mu lepiej to wytłumaczy...poszli...
Po chwili Przyjaciółka mnie woła...pokazuje zamknięte drzwi kuchni i się śmieje... W kuchni siedzieli nasi mężczyźni nad naszymi zeszytami obserwacji...bardzo tym zajęci. :D A co najlepsze, tak im się dobrze rozmawiało o tym, że wypchnęli nas same na zakupy, choć w planach było wspólne wyjście...
:lol:
Mamy szczęście!!!!! A i mężczyźni mogą się tym zainteresować :) i przez to bardziej nas kochać :) i to jest piękne :!:
Kinia
Domownik
 
Posty: 354
Dołączył(a): 12 lipca 2004, o 20:32
Lokalizacja: Łomianki

Postprzez annie » 5 maja 2005, o 23:10

Droga Antonio, myślę,że może warto zastanowić się,jaki powód ma Twoja Miłość (jak ładnie to napisałaś!), by opierać się npr. Nie wierzy w skuteczność? Boi się lub buntuje przeciw wstemięźliwości? Nie wierzy w Ciebie? (może to brzmi dziwnie,ale m.in. to był nasz problem-Ukochany nie bardzo wierzył,że stać mnie na systematyczność i liczenie-jestem urodzoną humanistką :) ). Wtedy łatwiej będzie wymyślec rozwiązanie problemu: douczenie i doczytanie pewnych rzeczy, itp. Choć w naszym przypadku to i tak było w dużym stoniu ZAWIERZENIE,że tak jest lepiej. Cóż,mi to wystarczało,ale facet potrzebuje więcej konkretów... :wink: No i nie zapomnij o modlitwie-w naszym przypadku Duch Św okazał się skuteczny... :D
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez Nane » 6 maja 2005, o 12:32

Niania napisał(a):mój narzeczony, gdy rozmawialiśmy o tym powiedział że on nie wyobraża sobie bym ładowała w siebie chemię i niszczyła zdrowie i woli NPR, mamy więc w tej kwestii identyczne zdanie :D i zero problemu :D


Niania coś w tym jest - mój chłopak (bo jeszcze nie narzeczony) również uważa, że nie powinnam w siebie pakowac chemii no ale co do NPR...to nie jest przekonany co do skuteczności tych metod. Z jedej strony to dobrze, że nie zwala całej sprawy zabezpieczeń przed ciążą na barki kobiety a z drugiej wiem, że chodzi mu o prezerwatywę jako zabezpieczenie. Ehhh ogólnie ciężka sprawa ale staram się go przekonywać ale to jest trudne :( wiadomo facet... inna psychika. Jeśli kiedyś zostaniemy narzeczonymi to wybiorę się na kurs i mam nadzieję, że pójdzie ze mną.
Nane
Przygodny gość
 
Posty: 91
Dołączył(a): 19 stycznia 2005, o 17:36

Postprzez annie » 6 maja 2005, o 13:31

Nane,na mojego (wtedy jeszcze) narzeczonego podziałało, jak w książce Domowego Kursu poczytał wyniki badań naukowych o skuteczności npr. Jak stwierdziłaś-faceci mają inną psychikę-potrzebują konkretów, cyferek, itp. :wink:
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez Antonia » 6 maja 2005, o 13:40

annie.... to, że w tych sprawach zrobiliśmy postęp (jak wspomniałam wyżej), to własnie dlatego, że wzięłam sie solidnie za zdobycie wiedzy i nabycie umiejętności obserwacji. Wysyłam swoje karty do nauczycieli npr. Mówiłam mojemu kochanemu o tym. Zaobserwowałam też, że dosyć często pyta w jakiej fazie cyklu aktualnie jestem, tak jakby mnie egzaminował :D Naprawdę dostrzegam, że przestał się juz tak upierać przy swoim, że od czasu do czasu zadaje jakies pytanie dotyczące metod naturalnych. I teraz wydaje mi się, że problem skuteczności, o którą się martwił w zasadzie go nie przeraża. Pozostaje raczej jeszcze kwestia wstrzemięźliwości - i to jest dla Niego problem. Wierzę, że damy radę go pokonać. Pozdrawiam wszystkich.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez fiamma75 » 11 maja 2005, o 08:38

Dołączam do żon, których mężowie są zadowoleni ze stosowania npr.
Dla nas było to jasne od początku, i nie tylko ze względów religijnych, ale też i zdrowotnych, więc nie rozważaliśmy nawet innych możliwości.
Poza tym co do wstrzemięźliwości w czasie płodnym, to mi zazwyczaj było trudniej :D a mąż cierpliwiej ode mnie czekał. Zresztą także jemu było łatwiej czekać przed ślubem - jest bardziej zasadniczy - jak "nie", to "nie" :)
Co do znajomości zasad - nie wnika w szczegóły, zna ogólne zarysy i orietnuje się w moim cyklu. Nie mam wcale potrzeby, żeby razem ze mną śledził każdą temp. objaw itp.
fiamma75
Domownik
 
Posty: 2066
Dołączył(a): 5 maja 2005, o 20:01

Postprzez misiacz » 11 maja 2005, o 10:22

Mój mąż też jest zadowolony ze stosowania NPR nie mniej niż ja :D

Nie zgodzę się z tym, że można tę metodę zaakceptować i "polubić" tylko wtedy, gdy jej stosowanie oparte jest na wierze.
To, że KK popiera NPR nie wynika z czyichś zachcianek czy religijnych urojeń, ale z traktowania aktu seksualnego jako najpełniejszego wyrazu wzajemnej miłości, oddania się sobie takim, jakim się jest, całym i bez reszty. To jest fizyczne wyrażenie tego, co człowiek żyjący w małżeństwie odczuwa w stosunku do współmałżonka, darowanie siebie całego - psychiczne i fizyczne.

Antoniu, pisałaś, że problematyczne jest stosowanie prezerwatywy. Zapytaj swojego Ukochanego, czego wyrazem jest stosunek, w którym fizycznie istnieje bariera (w postaci prezerwatywy) pomiędzy mężem i żoną - czy można w tym odnaleźć bezgraniczne, wzajemne oddanie, darowanie się sobie?

Wybaczcie zbytnią dosłowność - fizycznie symbolem jedności i bezgranicznego oddania się sobie nawzajem jest to, że nasienie męża pozostaje w drogach rodnych żony.

Moim zdaniem wszelkie dyskusje na temat regulacji poczęć warto rozpoczynać właśnie od zagadnienia miłości małżeńskiej i znaczenia aktu seksualnego samego w sobie, a nie od innych spraw. Nie warto roztrząsać ograniczeń ze względów religijnych, bo nieprzekonanych i tak to nie przekona.

A zdaniem mojego męża i moim antykoncepcja jest grzechem nie w sensie religijnym ("bo łamie jakieś zasady ustalone w Kościele"), ale jest grzechem przeciwko wzajemnej miłości.
misiacz
Domownik
 
Posty: 306
Dołączył(a): 30 września 2004, o 09:07

Postprzez annie » 11 maja 2005, o 10:33

Na pewno nie jest tak, że do przyjęcia npr wiara jest niezbędna-jest przecież sporo osób niewierzących, które je stosują. Tylko w naszym przypadku to było "krpoką nad i"-jako osoby wierzące oprócz wszystkich innych argumentów mogliśmy dodać ten, że KK dopuszcza je jako jedyną metodę regulacji poczęć. Choć oczywiście kogoś niewierzącego nie przekonywałabym tym argumentem.
annie
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 200
Dołączył(a): 18 marca 2005, o 23:31

Postprzez admin » 11 maja 2005, o 18:58

Jedna z głównych idei naszego stowarzyszenia to zapraszanie do nauki NPR par małżeńskich lub narzeczonych (oczywiście "singli" nie przepędzamy :P ). Nalegamy, żeby w kursach uczestniczyli obydwoje: mąż i żona. Z drugiej strony instruktorami tez są u nas wyłącznie pary małżeńskie i one mają dzielić się nie tylko wiedzą, lecz także osobistym doświadczeniem takiego życia. A to doświadczenie jest na przykład takie, że jeśli mężczyzna się zaangażuje, pomaga żonie w prowadzeniu obserwacji i zna się na ich interpretacji, a nie jest tylko kibicem, to sukces niemal gwarantowany. Sukces to znaczy: szczęśliwe małżeństwo. Czy to zasługa wyłącznie NPR? Niekoniecznie, ale trudno sobie wyobrazić, żeby małżonkowie, którzy są zgodni i zjednoczeni w tak intymnej sferze, nie starali się budować więzi na innych płaszczyznach. I jeszcze jedna obserwacja: ta współpraca i to szczęście idą najczęściej w parze z pogłębionym życiem religijnym.

Wiele razy na kursach, które prowadziliśmy z żoną, widzieliśmy takie sytuacje, kiedy mąż lub narzeczony - z dumą - błyskawicznie i bezbłędnie interpretował karty ćwiczeniowe.

Pomysł tego swoistego apostolatu małżeńskiego nie jest nowy, zachęcał do niego Paweł VI w encyklice "Humanae vitae":

"Wśród owoców, które dojrzewają, gdy prawo Boże jest gorliwie przestrzegane, niezwykle cenny jest ten, że sami małżonkowie często pragną podzielić się z innymi wynikami swoich doświadczeń. Dzięki temu w szerokich ramach powołania świeckich znajdzie się nowa i niezwykle doniosła forma apostolatu, w której równi usługują równym. Wtedy bowiem sami małżonkowie podejmują zadanie apostolskie względem innych małżonków, pełniąc rolę ich przewodników. Wśród tylu form chrześcijańskiego apostolatu ta wydaje się obecnie najpotrzebniejsza."


Jedyny problem w tym, że nie jest łatwo znaleźć małżeństwa, które byłyby gotowe podjąć wyzwanie takiego dzielenia się z innymi. Z naszej strony zapewniamy fachowe przeszkolenie, dobrze przygotowane materiały do prowadzenia kursów i satysfakcję z przynależności do elity :shock:

Na na tym forum spotykam tylu mądrych, sympatycznych i pełnych zapału ludzi, że nie wątpię, iż niektórzy z nich dołączą do naszego grona. Byłoby to piękne podjęcie spuścizny Jana Pawła II.

Więcej informacji tutaj:
http://www.lmm.pl/kursy/instruktorzy_intro.html
admin
Administrator forum
 
Posty: 558
Dołączył(a): 7 lipca 2003, o 21:21

Postprzez Sasanka » 14 lipca 2005, o 10:40

Mam wrażenie, że wszyscy, którzy się przede mną wypowiadali są głeboko wierzący - takim ludziom jest łatwiej stosować NPR. Ja jestem wierząca i bardzo zasadnicza. Do stosowania NPR wystarcza mi argumentacja: KK tak nakazuje, więc to jest dobre." Niestety mój mąż nalezy do ludzi wątpiących. Chodzi do kościoła, przyjmuje sakramenty, czasami się modli, ale obawiam się, że robi to ze względu na mnie.

Zgodził się stosować NPR "na próbę", tzn. przez jakiś czas, bo mnie kocha. Jest mu bardzo ciężko, bo nie ma oparcia w wierze, a ja mam długie i nieregularne cykle (28-43 dni, najczęściej 37-39), jestem osobą początkującą, więc czas wstrzemięźliwości to u nas ponad 3 tygodnie (ostatnio nawet 4), ale narazie nawet przestał wspominać o zmianie metod. Dlatego narzeczone - im wcześniej zaczniecie obserwacje tym lepiej - skrocicie czas wstrzemięźliwości. Obydwoje byliśmy pewni: jeśli nie spróbujemy zaraz po ślubie, to potem już sie tego nie podejmiemy.
Sasanka
 

Postprzez dzolka » 15 lipca 2005, o 08:55

Około pół roku przed ślubem zaczęłam łykać pigułki nie w celu antykoncepcyjnym, ale po to by nie bolał mnie tak bardzo brzuch przy okresie bo pracowałam wtedy bardzo dużo a dwa dni bólu czasem dezorganizowały mi plan :-( (pomijam, że jedyny wpływ pigułek na moj organizm to przytycie 9 kilogramów :evil: ). Po ślubie maż przekonywał mnie żebym łykała Dianę dalej, bo on nie chce żebym cierpiała, ale wiedziałam że nie o to chodziło :-( przez miesiąc po ślubie brałam pigułki nadal, ale sumienie nie dawało mi spokoju. Wczesniej nauczyłam się NPR, umiałam rysować i interpretować wykresy, postanowiłam też że jak będzie mąż to będzie i NPR więc te pigułki nie pasowały do całokształtu. Bałam się że mąż nie zaakceptuje tego ze chcę przerwać branie pigułek. Ale zgodził się choć wiem że tylko dlatego że mnie kocha i uszanował moją decyzję, a sam był nieprzekonany. Dlatego co i rusz karmiłam go jakimiś wiadomościami o skuteczności i dobrodziejstwach NPR, ale omijałam fakt że jest to nakazane przez KK. Mąż nie pochodzi z praktykującej rodziny. A ja chciałam, żeby przekonał się że nie tylko ja czerpię korzyści z NPR ale całe nasze małżeństwo! Powoli mąż zaczął podglądać moje wykresiki, podpytywac jaka temperaturka była rano i co to znaczy, sam mi wyliczał kiedy dostanę okres :lol: nawet zainteresował się jak wygląda płodny i niepłodny śluz!!

Nigdy nie zapytałam Go czy jest zadowolony z NPR i czy cieszy się ze to stosujemy, ale kiedyś słyszałam jak przkonywał swoją siostrę że powinna przestać brac pigułki i nauczyć się rysować wykresy, wiec to chyba o czymś swiadczy!! :D dzisiaj moja szwagierka też stosuje NPR choć nie jest bardzo religijną osobą :-)
dzolka
Domownik
 
Posty: 457
Dołączył(a): 7 marca 2004, o 20:23
Lokalizacja: woj. dolnośląskie

Postprzez Maria » 15 lipca 2005, o 13:22

Ale dla katolików NPR jest mocno zwiazany z "filozofią zycia" co widac chocby na forum PROBLEMY Z PRAKTYKOWANIEM. I chyba nie da się tego oddzielic, skoro NPR bez tej dokładki czyli przede wszystkim wstrzemięźliwości jest grzechem. Inaczej bysmy stosowali NPR jak np protestanci, stosując te nieszczęsne pieszczoty w czasie płodnym. A przecież co ma sama metoda ma wspólnego z tym, ze nasienie musi byc złożone w drogach rodnych tylko i wyłącznie? Sama metoda nic a nic. Ale otoczka metody juz jak najbardziej. A otoczka to nauka Kościoła.

Dlatego własnie tak trudno przekonać naszych panów do metod naturalnych bo oni wiedzą, ze przede wszystkim chodzi nam o życie zgodne z Kosciołem. Czyli wstrzemieżliwosc w płodne, orgazm tylko w "okolicach" współżycia. Naprawdę wielu męzczyzn nie miałaby szczególnych oporów przez NPR gdyby nie powyższe dodatki.
Bo wyobraźmy sobie, ze kobieta wierząca poznaje pana, który wierzy, ale do Koscioła to od czasu do czasu pójdzie. Okazuje się,ze się kochają, bardzo im ze sobą dobrze, planują ślub. Kobieta mówi, ze chce stosować wyłącznie metody naturalne, opowada jak to się robi, wciąga pana w obserwacje. Wszystko ok, mężczyzna nie ma nic przeciw. I nagle na kursie dowiaduje się (tak jak np ja), ze za NPR idzie więcej niż on myślał. I to jest szok. I jak go przekonać. A nie wszystkie kobiety mają szczęście spotkać meżczyznę wierzącego i bardzo oddanego Bogu.
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Następna strona

Powrót do Narzeczeństwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron