Teraz jest 21 lutego 2024, o 17:53 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

Całowanie się - pytanie :)

Narzeczeni wszystkich krajów - łączcie się... w związki małżeńskie (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

Mam podobny problem

Postprzez Antonia » 14 października 2004, o 22:23

Witam. To moja pierwsza wypowiedź na forum, choć aktywnie tu zaglądam od kilku miesięcy. Sama zawsze mam wątpliwosci kiedy jestem w porządku wobec Boga a kiedy nie.
Od pewnego ksiedza usłyszałam, ze każdy pocałunek przed ślubem jest grzechem?! :evil:
W zwiazku z tym także moje pytanie do forumowiczów: jeśli całuję się z mężczyzną z którym planujemy małżeństwo, a intencją pocałunku jest pragnienie bliskosci, okazania czułości, tęsknoty (a nie chęć natychmiastowego orgazmu) - mimo to ciało zareaguje podnieceniem, choc tego nie planowałam, czy wtedy występuję przeciwko cnocie czystości :?: . Czy pocałunek przed ślubem absolutnie nie moze wywołać podniecenia ( mam na myśli niewielkie "poruszenie" organizmu)?. :) Przecież nie jestesmy z kamienia. Czy istnieją małżeństwa, które przed ślubem całowały się tak by broń Boże nie odczuć żadnej przyjemności, by sie absolutnie nie podniecić? :oops:
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez mfiel » 15 października 2004, o 08:37

Polecam "Małżeństwo na nowo odkryte" Waltera Trobischa i rozmowę z dobrym :!: :!: przewodnikiem duchowym.
Niestety w tym temacie nie jest tak wszystko czarno-białe.
mfiel
Domownik
 
Posty: 316
Dołączył(a): 1 czerwca 2004, o 14:52
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Maria » 17 października 2004, o 14:16

Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

To rzeczywiście nie jest proste

Postprzez Antonia » 17 października 2004, o 19:45

Przeczytałam to co poleciłaś Mario, ale nie jest mi przez to łatwiej. Mój mężczyzna jest przed czterdziestką a ja przed trzydziestką. Trudno jest powiedzieć dojrzałemu kawalerowi, że możemy się pocałować tylko jak brat z siostrą. Może nie umiem czytać ze zrozumieniem, ale tak wywnioskowałam z tego tekstu. Chciałabym usłyszeć świadectwa obecnych małżenstw, które w okresie narzeczeńskim składały sobie pocałunki jedynie przez "muśnięcie". Może myslę źle, ale wydaje mi się to nierealne.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez Maria » 17 października 2004, o 20:06

Dałam ten link, gdyż szukałam czegokolwiek w tym temacie...Jasne, ze to są trudne sprawy i wypowiedzi wielu księży (szczególnie w Miłujcie się - ten temat tam jest często poruszany) stwierdzają to samo, co w tym, co podałam.

Szczerze mówiąc ja osobiście nie wyobrażam sobie związku dwojga dorosłych, kochających się osób, które mogą całować się jedynie jak "brat z siostrą". Może też źle na to patrzę, ale my z mężem często się całowaliśmy, co wcale nie było wstępem do pieszczot lub namiętnych myśli. Wydaje mi się, ze pocałunki mogą być niebezpieczne tylko wtedy, gdy nie potraficie się po nich pozbierać, uspokoić i czujecie ochotę na "coś więcej". A przecież tak wcale nie musi być, prawda?
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

c.d.

Postprzez Antonia » 18 października 2004, o 11:14

Dziękuję Ci Mario za wypowiedzi. Mam świadomość, że nie trudno tu o popadnięcie w obsesję, że każdy pocałunek jest grzeszny, tak jak stwierdził to pewien ksiądz. Dlatego od jakiegoś czasu męczy mnie poczucie winy, choć rozum mówi, że jest nieuzasadnione.
Trudno też w małym miescie w którym mieszkam znaleźć dobrego, mądrego przewodnika duchowego, który zrozumie ( co nie oznacza usprawiedliwi), pomoże, wyjaśni, pokieruje.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

?

Postprzez Antonia » 19 października 2004, o 21:02

Jestem w pisaniu na forum naprawdę nowa. Pomóżcie mi wyjaśnić, jak to jest, że na skrzynkę e-mailową dostaję kolejne posty w tym temacie, a jak wchodzę na forum to ich nie ma? Nie wiedziałam że tak jest i wszystkie wiadomości, które przyszły na skrzynkę skasowałam. Przepraszam, ze piszę o tym w tym miejscu ale nie wiem jak to rozwiazać.
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Re: Całowanie się - pytanie :)

Postprzez misiacz » 19 października 2004, o 22:21

Arek napisał(a):Mam pytanie a chodzi o namiętne całowanie się z dziewczyną. Czy jest to grzech ciężki, czy też po wzbudzeniu żalu za grzechy możemy przystąpić do Komunii św.?


Wydaje mi sie, że wszystko zależy od intencji tych dwu osób. Jeśli ludzie mają szczere intencje, kochają się i pragną być razem, myślą w jakiejś perspektywie czasu o małżeństwie, nie jest to według mnie grzech w ogóle, oczywiście jeśli namiętne pocałunki nie prowadzą do zbliżenia.

Padały tu takie stwierdzenia, że niektórzy księża utrzymują, że każdy pocałunek przed ślubem jest grzechem... to chyba jeszcze poglądy przedsoborowe, bo z tego co wiem, w przepisach kościelnych mówi się tylko o tym, że niemoralne w narzeczeństwie jest współżycie bądź pieszczoty takie, które doprowadzajš do orgazmu. W wielu tekstach katolickich autorów spotkałam się z tym, że nie ma ostrej granicy co wolno, a czego nie. Trzeba to wspólnie przemyśleć z narzeczonym/ narzeczoną i poprosić o pomoc Ducha Św. Bo z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby przed ślubem jakoś się powoli nie oswajać z bliskością, i ze swoją seksualnością też. Nie chcę być źle zrozumiana: absolutnie nie namawiam do testowania się przed ślubem, do współżycia, po prostu z perspektywy czasu wiem, że okres takiego przygotowania, tzn pocałunków i delikatnych pieszczot jest przed ślubem potrzebny po to, żeby współżycie po zawarciu małżeństwa nie było szokiem dla organizmu (zwłaszcza dla kobiety), a raczej łagodnym wejściem w małżeńską jedność...
Serdecznie pozdrawiam i życzę znalezienia złotego środka wszystkim narzeczonym :D :D

Żona z ponaddwuletnim stażem (wcześniej dziewczyna i narzeczona w sumie przez 5 lat)
misiacz
Domownik
 
Posty: 306
Dołączył(a): 30 września 2004, o 09:07

Postprzez Facet » 20 października 2004, o 21:40

Na początek link:

http://www.katecheta.pl/1998/10/E_12.htm

A teraz moje zdanie.
Wydaje mi się, że choć w tych sprawach nie powinno się zbytnio mierzyć grzechów linijką, to jednak można przyjąć ogólnie zasadę, że długie i namiętne pocałunki, które prowadzą do podniecenia seksualnego, są grzechem przed ślubem. Powody są dwa: jeden to taki, że generalnie doznania seksualne są zarezerwowane dla małżeństwa, drugi to że popęd seksualny w tym wypadku często nie daje się zatrzymać. Tzn. najpierw zakochana para sobie mówi: "całujemy się namiętnie, ale nic poza tym". Jednak po jakimś czasie zapewne te pocałunki zaczną im nie wystarczać, będą sięgali po coraz ostrzejsze pieszczoty i wyznaczali coraz dalszą granicę aż... No właśnie. Po jakiś czasie może się to skończyć pettingiem albo nawet współżyciem, bo przy którymś razie nie powstrzymają pożądania.

Patrząc z punktu widzenia mężczyzny, porównam dwie sytuacje, które prowadzą mężczyznę do podniecenia(czego objawem jest erekcja):
1) namiętne całowanie się z dziewczyną;
2) patrzenie na atrakcyjną kobietę w dość skąpym stroju.

Jeśli chłopak ma erekcję na widok kobiety, która jest w pewnym oddaleniu(np. patrzy się na głęboki dekolt ładnej kobiety w autobusie), to na pewno na tym etapie pozostanie. Jeśli wciąż będzie patrzył, to nic więcej się nie zdarzy(ewentualnie myśli nieskromne, ale to już kwestia moralności patrzącego), bo kobieta, na którą patrzy, jest mu obca i jest w miejscu publicznym, więc może jedynie sobie popatrzeć na jej piękne ciało.
Natomiast jeśli chłopak całuje się namiętnie z dziewczyną, dużo trudniej mu jest się hamować, gdyż jest z dziewczyną bardzo blisko, styka się z bliskim mu ciałem, które go pociąga a na dodatek ta dziewczyna też go prowokuje, bo sama też pragnie namiętności i sama go zachęca do pośrednio lub bezpośredni do poglębiania doznań seksulanych.

Dlaego wg mnie jak mężczyzna ma erekcję z powodu widoku ładnej dziewczyny, to może chyba patrzeć dalej, a jak erekcja jest wywołana całowaniem się, to powinno się w takiej sytuacji całowanie przerwać aż do ustąpienia podniecenia.

P.S. Taka jest moja opinia, ale z obowiązku dodam, że nie mam jeszcze dziewczyny, więc się jeszcze nie całowałem i mówię w dużym stopniu teoretycznie.
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Postprzez rybka » 20 października 2004, o 22:57

jak chłopak patrzy dziewczynie w dekolt to nie powinien patrzeć dalej, tylko w mordę dostać.
co innego oglądać piękno człowieka, a co innego wlepiać się dziewczynie w dekolt. i mówię tu jako osoba posiadająca doświadczenie.

granice w związku (też mam doświadczenie :wink: ) ustala się matodą prób i błędów. niestety i na szczęście. dzięki temu nie są one ciężarem, ale świadomym wyborem: co przynosi dobro, a co niepokój.
przy czym nie wydaje mi się, aby wszystko co odrzucamy jako nie-dobre od razu było grzechem ciężkim i trzeba było ze szczegółami opowiadać spowiednikowi.

ważne, żeby pocałunki - i w ogóle wszystko - było "czyste", to znaczy, by nie posiadało jakichś ubocznych intencji. nie było zagłuszaniem jakichś innych tęsknot - to jest największe zagrożenie, przed którym ostrzegają nawet całkowicie "zlaicyzowane" pisma kobiece: by nie rozwiazywać sporów w sypialni, bo jest to szkodliwe dla zdrowia psychicznego.
rybka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 232
Dołączył(a): 16 listopada 2003, o 01:15

Postprzez Facet » 21 października 2004, o 15:26

W sumie nie wiem, o co Ci do końca chodzi. Z jednej strony akceptujesz podziwianie piękna ludzkiego ciała, z drugiej oburza Cię, jak mężczyzna patrzy się kobiecie w dekolt. Więc jak to rozumieć? Wg Ciebie jest jakaś lista dozowolnych do oglądania przez mężczyznę części ciała? Np. jak facet patrzy w kobiecie w oczy albo na włosy, to jest romantyk a jak na dekolt albo nogi, to już jest świnia, tak? Pewnie, że niektóre części ciała powinny być zasłonięte, nie oglądam tzw. magazynów dla panów, np. "Playboya", ale cóż złego w tym, że sobie popatrzę na ładną kobietę w minispódniczce albo bluzce z głębokim dekoltem? Myślisz, że każdego faceta taki widok zmusza do myśli nieskromnych? Ja potrafie poprzestać na samym skupieniu się na wyglądzie w takiej sytuacji, nie fantazjuję erotycznie.
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Postprzez rybka » 21 października 2004, o 18:02

co innego ludzkie piękno, a co innego seksualność.
jest różnica jakościowa w spojrzeniu, a nie częściach ciała. :!:
inna sprawa, że jednak pewnych części ciała to drugie częściej dotyczy, ale to tyko statystyka.

jest znacząca różnica między wlepianiem się w dekolt a podziwianiem kobiecego piękna.
to pierwsze się dosłownie czuje na skórze, drugie jest miłym komplementem.
żeby zrozumieć tę różnicę musiałbyś pójść do klubu dla gejów... :twisted:
dziewczyna nie musi, wystarczy że chodzi na ulicach, do szkoły... :evil:
rybka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 232
Dołączył(a): 16 listopada 2003, o 01:15

Postprzez Antonia » 21 października 2004, o 20:04

Popieram Cię rybko. Taaakie spojrzenia rzeczywiscie czuje sie na skórze i dla mnie osobiście nie są przyjemne, wręcz przeciwnie! Jako kobieta chcę być kochana a nie pożądana. Chcę byc postrzegana jako atrakcyjna, owszem ale bez natarczywego zaglądania w mój dekolt. Poza tym jak piszesz chłopaku mężczyzna wcale po przyglądaniu się dekoltowi kobiecemu nie ma potem nieskromnych mysli a jedynie doświadcza erekcji - coś tu się nie zgadza. Jesli całowanie się prowadzące do rozładowania napięcia seksualnego jest negowane jako wyraz nieczystości to chyba patrzenie także. Nie ma tu znaczenia czy kobiety dotykasz czy patrzysz na nią z daleka - bo skutek jest ten sam. Tak myslę
Antonia
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 250
Dołączył(a): 14 października 2004, o 21:58

Postprzez Maria » 21 października 2004, o 20:40

Racja, ale też my kobiety musimy mieć na uwadze to, że trochę pod względem reakcji na bodźce seksualne różnimy się od panów :wink: Oni mają trudniej niż my, generalnie są wzrokowcami, bardziej podatni na na te bodzce (w koncu bez ich gotowości stosunek nie dojdzie do skutku, kobieta moze nie być gotowa - mam na mysli kwestie czysto techniczne) i reakcja organizmu na pewne widoki często jest zupełnie oderwana od myśli i chęci delikwenta. Osobiście robi mi się żal mężczyzn, któzy na basenie robią wszystko by się gapić w wodę a nie przypadkiem kobiety - gdyż boją się co ich "fizjologia" na to.

I wydaje mi się, ze każda kobieta wie, gdzie jest granica między normalnym zachowaniem a kokieterią i prowokacją. I my musimy pomóc męzczyznom w ich trudniejszej drodze do czystości :!:
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez rybka » 22 października 2004, o 20:50

mężczyźni to nie twór upośledzony, Bóg dał im - tak samo jak nam - władzę panowania nad sobą. ale prawdą jest też, że trudności napotykamy w innych sytuacjach.
rybka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 232
Dołączył(a): 16 listopada 2003, o 01:15

Postprzez Maria » 22 października 2004, o 21:08

Oczywiście, że nie upośledzony, ale INACZEJ przez Boga wyposażony i skonstruowany.
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez Maria » 22 października 2004, o 21:12

Mam tu na myśli głównie to, że mężczyzna odczuwa podniecenie seksualne o wiele łatwiej i szyciej niż kobieta, więc musimy brać na to poprawkę.

Tak jak oni muszą brać poprawkę na nas, gdy wkurzamy się bez powodu przed @ :wink: a czego kompletnie nie rozumieją. Natura.
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Postprzez rybka » 24 października 2004, o 00:49

oni też mają nieprzewidziane nastroje... co gorsza, nawet nie cyklicznie, więc całkiem nieprzewidywalne.

kobiety bardziej reagują na zapachy - robiono badania nad bólem, i okazało isę, że mężczźni jako mniej bolesne odbierali zabiegi wykonywane przez ładną pielęgniarkę, a kobiety - kiedy obok stała butelka perfum. :lol:
reagujemy na inne bodźce, ale mężczyźni nie są bardziej nastawieni na erotykę. jest to po prostu inna erotyka.
rybka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 232
Dołączył(a): 16 listopada 2003, o 01:15

Postprzez Kinia » 24 października 2004, o 13:37

Mój Jacek twierdzi, że jeśli ktoś jest nastawiony na czystą erotykę, to nie potrzbuje nawt pocałunku, aby się podniecić...wyobraźnia może mu w tym wypadku wystarczyć. Za to gdy ktoś szuka czystej relacji i pocałunek nie ma być elementem gry wstępnej, ale okazania miłości i czułości, to występujące przy okazji podniecenie...jest przy okazji i nie na tym człowiek się koncentruje. :oops:
Jacek poleca Wam...a chyba szczególnie Chłopakowi książkę Elżbiety Sujak " Życie jako zadanie"... nie znam tej pozycji...ale może jakoś dotrzecie do niej...
Ja zgadzam się z opinią mojego Jacka, a po raz kolejny polecam książkę Jacka Pulikowskiego "Warto żyć zgodnie z naturą" ...tam też można znaleźć wiele na ten temat :)
Pozdrawiamy wszystkich!!!! :twisted:
Kinia
Domownik
 
Posty: 354
Dołączył(a): 12 lipca 2004, o 20:32
Lokalizacja: Łomianki

Postprzez rybka » 24 października 2004, o 22:16

wydaje mi się, że jeśli możliwe jest przeprowadzenie jakiejkolwiek kwalifikacji pocałunków, to te "dobre" poznaje się potym, że zakochani chcą sobie potem spojrzeć w oczy, i że nie jest to spojrzenie pełne niepokoju. że pocałunki nie są dramatycznym pytaniem "czy chcesz ze mną być? czy jesteś ze mną?" lub niemym krzykiem "bądź ze mną, jestem samotna/y" ale prostym i czystym stwierdzeniem "jestem z Tobą".
z tego dopiero wynika stopień erotyzacji pocałunków...
rybka
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 232
Dołączył(a): 16 listopada 2003, o 01:15

Postprzez Gość » 29 października 2004, o 10:29

Po pierwsze, wracam do pierwszego wpisu: grzech ciężki jest wtedy gdy czynimy coś złego świadomie, dobrowolnie i w rzeczy ważnej. Lekki, gdy te warunki nie są spełnione. Wiem, że w praktyce nie jest łatwo to czasem odróżnić. Ale myślę, że nie może chodzić o rozróżnianie między rodzajami grzechu: jeśli całowanie było czyste, to nie ma grzechu nawet lekkiego i nie trzeba wzbudzac żadnego żalu! Mi pomagało takie też rozróżnienie: czy całowanie czy inna pieszczota z narzeczonym (przy okazji, narzeczonym "przysługuje" trochę więcej niż parze przed zaręczynami) daje mi prawdziwą radość, umacnia moją więź z nim, jest wyrazem mojej miłości do niego (to oczywiście jest czyste) czy może szukam tylko mojej przyjemności, rozładowania napięcia, jakoś wykorzystuję jego bliskość do moich celów (i to byłoby egoistyczne, czyli złe).
Pozdrawiam :)
Atka
Gość
 

Postprzez zielona » 5 listopada 2004, o 02:16

Ok. Fajnie. Generalnie to się zgadzam z Atką.
Tylko co znaczy, że narzeczonym "przysługuje" trochę więcej niż parze przed zaręczynami?Skąd to wiadomo? Czym się mierzy to "więcej"? A gdzie jest to "mniej", które "przysługuje" tym mniej zdeklarowanym parom?

Czy reszta też się z tym zgadza?

Jezu, jakie to trudne...
zielona
Domownik
 
Posty: 389
Dołączył(a): 23 maja 2004, o 10:55

Postprzez Gość » 5 listopada 2004, o 14:59

Ano jest to trudne. To, ze narzeczonym przysługuje więcej powiedział mi spowiednik i gdzieś to czytałam, ale nie pamietam gdzie. Na pewno nie ma na to jakichś linijkowych okresleń czy zasad. Trzeba tu jakiegoś własnego wyczucia co na jakim etapie znajomości jest w porządku. Skrajny przykład (ale z życia): nie całowałabym się z chłopakiem poznanym 10 minut wcześniej, choćbym nie była z nikim związana i podobałby mi się. Gesty naszego ciała są (a przynajmniej mają być) wyrazem relacji międzyosobowych. Jak nie ma głębszej relacji, to "poważniejszy" gest jest kłamstwem. Przecież nawet czasem podanie ręki może być fałszywe. powodzenia :wink: Atka
Gość
 

Postprzez zielona » 6 listopada 2004, o 19:45

Ładnie piszesz:)
W sumie tak, jak czuję, ale wciąż nie mam pewności, czy dobrze czuję. Zadałam te wszystkie pytania chyba w desperacji jakiejś, bo dobrze wiem, że nikt mi dosłownie nie wyznaczy granicy, sama muszę to zrobić.
Jednak kontakt z drugim człowiekiem, czy w realu, czy w sieci, który chce porozmawiać daje dużo. Bardzo pomaga.
Dziękuję:):):):)


[url=http://www.TickerFactory.com/]
Obrazek
[/url]
zielona
Domownik
 
Posty: 389
Dołączył(a): 23 maja 2004, o 10:55

Postprzez Facet » 22 lutego 2006, o 22:34

Zróbmy tak: w "Miłość i odpowiedzialność" K. Wojtyły jest podobno fragment dot. czułości. Zamierzam go przeczytać. Niech i inni poczytają, zobaczymy, czy doprowadzi nas to do podobnych wniosków w dziedzinie form wyrażania miłości przed ślubem.

Tu jest dostępna ta książka:
http://www.nonpossumus.pl/biblioteka/ka ... dzialnosc/



Chcę byc postrzegana jako atrakcyjna, owszem ale bez natarczywego zaglądania w mój dekolt


Jak kobieta zakłada wydekoltwaną bluzkę, to znaczy, że pozwala na spoglądanie jej w dekolt. Może nie "natarczywe"(nie wiem, co dokładnie ma to znaczyć), ale na spojrzenia. To samo ze spódniczkami: trudno sobie wyobrazić, żeby dziewczyna zakładała miniówkę i miała pretensje do mężczyzn, że chętnie patrzą na jej zgrabne nogi. To, że faceci lubią patrzeć na ładne dziewczyny to normalne i normalne, że m.in. biust jest jedną z tych części ciała, która ich pociąga wyjątkowo- to jest naturalne i nie wiem, jakie tu zło. Jak facet spojrzy na łade piersi, to już jest świnia, tak?
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Postprzez ola78 » 24 lutego 2006, o 17:11

Facet(dawniej: chłopak) napisał(a):Jak kobieta zakłada wydekoltwaną bluzkę, to znaczy, że pozwala na spoglądanie jej w dekolt. (...) To samo ze spódniczkami: trudno sobie wyobrazić, żeby dziewczyna zakładała miniówkę i miała pretensje do mężczyzn, że chętnie patrzą na jej zgrabne nogi.

Facecie (dawniej chłopaku) - to nie jest prawda. Może założyła wydekoltowaną bluzkę albo mini, bo było lato i 30 - stopniowy upał. Jeżeli kobieta jest b. atrakcyjna, to będzie przyciągała spojrzenia nawet gdy włoży spodnie i koszulkę. Czy kiedy nie życzy sobie tego rodzaju spojrzeń powinna chodzić w czadorze? Ty uważasz, ze jeżeli kobieta ubrała się skąpo - godzi się na spoglądanie jej w dekolt i na nogi. Inni nawet uważają, że można ją obłapiać i obmacywać, a jeżeli taka kobieta zostanie zgwałcona, to jej wina, bo sama się prosiła.:( (Wiem, że nie o to Ci chodziło).
ola78
Bywalec
 
Posty: 138
Dołączył(a): 24 listopada 2005, o 15:45

Postprzez goska » 24 lutego 2006, o 23:53

Jesli chodzi o pocałunki. Wszędzie granica grzechu lezy w sercu oraz sumieniu.
Grzechem jest pożądanie,fantazje erotyczne,seks pozamałżeński.....
Świadome i dobrowolne narażanie się na popełnienie grzechu ciężkiego już jest ciężkim grzechem.Naprawdę kazdy sam dobrze wie,co budzi w nim poządanie,pobudza do nieczystych mysli...Jesli 2 osoby(niewazne czy chłopak z dziewczyna czy narzeczony z narzeczona) całują się kazde z nich musi szczerze sobie w sumieniu odpowiedziec:czy to nie pobudza do grzechow pozadania,fantazji erotycznych,do takich pieszczot,które są dozwolone tylko w małzeństwie(pieszczoty narządów plciowych)...Tu jest granica.

Sprawa bardzo skąpych strojów damskich:jeśli kobieta wie,że to budzi w mężczyznach pożadanie nie powinna chodzić na wpół rozebrana(wszyscy wiedzą o czym mowa).
goska
Przygodny gość
 
Posty: 47
Dołączył(a): 11 stycznia 2006, o 16:18

Postprzez Facet » 26 lutego 2006, o 19:00

Świadome i dobrowolne narażanie się na popełnienie grzechu ciężkiego już jest ciężkim grzechem.


No ale trzeba w takim myśleniu zachować umiar. Bo przecież można np. zabronić kobietom nosić minispódniczki, uznając że to naraża mężczyzn na grzech pożądliwości, masturbacji albo nawet gwałtu. Albo zabronić jazdy samochodem, bo to rodzi pokusę szybkiej jazdy.
Facet
Przygodny gość
 
Posty: 84
Dołączył(a): 16 sierpnia 2004, o 23:29

Postprzez gosiątko » 28 marca 2006, o 12:59

Ja właśnie co skończyłam czytać ten post i ....cóż, mam na ten temat swoje prywatne zdanie. Uważam , że pary, które przez cały okres narzeczeństwa całują się jak rodzeństwo, to albo bardzo szybko chcą się pobrać, żeby w końcu móc poczuć bliskość, albo zwlekają w niekończoność bo się boją kontaktu.
Ja biorę ślub w sierpniu i będzie to 6 lat od momentu poznania. Uważam, że przez te lata poznaliśmy się bardzo dobrze, a czuję że nie przetrwałby nasz związek tak długo, gdybyśmy sobie nie okazywali choćby minimum czułości. Po 6 latach platonicznego związku, moża nazwać się rodzeństwem, a nie narzeczonymi. I co za absurd, że całowanie to grzech. Jeśli jakikolwiek ksiądz powiedział kiedykolwiek coś takiego, to musiał to być człowiek nie mający pojęcia o czym mówi. ja osobiście znam wielu księży, jedni są przyjaciółmi rodziny inni nie, ale żaden jeszcze nigdy nie wpadł na pomysł żeby potępiać pocałunki.
wiadomo, ze wszystkim należy uważać, ale w narzeczeństwie pocałunki są czymś normalnym. Niech mi ktoś powie, że powinnam swojemu narzeczonemu okazywać czułość przez klepnięcie w plecy. Jestem za stwierdzeniem, że miłość powinna być odpowiedzialna, ale ludzie!!! nie popadajcie w skrajności, bo niedługo się bedziecie zastanawiać czy za ręce się wam wypada trzymać. Wszystko co roztrząsacie jest tak w rzeczywistości absurdalne, bo jeśli się kogoś darzy szacunkiem, miłością , zaufaniem - to nie trzeba się zastanawiać czy dreszcz podniecenia na plecach jest już grzechem czy jeszcze nie. A poza tym jakoś sobie nie umiem wyobrazić że można mieć orgazm od całowania, a jeśli ktoś ma problemy z panowaniem nad sobą, to niech da sobie spokój z wszelkimi kontaktami z płcią przeciwną, bo to znaczy że kiedyś może się posunąć do czegoś, czego ta druga strona nie chce. I jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś od całowania będzie aż tak podniecony, żeby nad sobą niezapanować. w mońcu jesteśmy ludźmi myślącymi i umiemy panować nad swoimi odruchami. Więc zamiast się zastanawiać czy całowanie jest grzechem czy nie, lepiej by było gdybyśmy wszyscy nad sobą pracowali i wtedy nie byłoby takich pytań.

Wybaczcie za taką tyradę, ale aż zagotowałam jak przeczytałam całą dyskusję.
gosiątko
Przygodny gość
 
Posty: 23
Dołączył(a): 20 lipca 2005, o 14:10

Następna strona

Powrót do Narzeczeństwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron