Teraz jest 22 lutego 2024, o 10:59 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

Prośba o pomoc, decyzja o ślubie

Narzeczeni wszystkich krajów - łączcie się... w związki małżeńskie (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

Prośba o pomoc, decyzja o ślubie

Postprzez Mimka » 5 listopada 2009, o 17:08

Witajcie,

mam pytanie... bardzo mi zależy na tym, by wiedzieć czy inne narzeczone też miały do końca, do samego dnia ślubu jakieś lęki, czy byłyście tego pewne ze to ten jedyny?

Jesteśmy razem półtora roku. Pokonaliśmy wielki kryzys w naszym związku jaki nastąpił gdy okazało się, że ukochany jest uzależniony od masturbacji. To już przeszłość, on od roku zyje w czystości.

Zawsze bardzo chciałam za niego wyjść, marzyłam, zeby się oswiadczył. A teraz gdy to zrobił, zaczynają nachodzić mnie różne lęki. Chociaż bezpodstawne. Chcielibyśmy wziąć ślub w te wakacje. On pracuje. Ja jestem na 4 roku studiów, po ślubie byłabym na piątym. Już sobie dłużej nie wyobrażam, żeby do mnie przychodził, odwiedział, odprowadzał... Brakuje mi go w codzienności i szczerze mówiąć nie wyobrażam sobie życia bez niego...

Niby nie mam żadnych podstaw ale zastanawiam się czasem czy nie przesunąć tego terminu jeszcze o rok. Nie wiem czego się boje... Rutyny? Że życie małżeńskie mnie uniesatysfakcjonuje, nie wiem...

Czy wy też tak miałyście? Wydaje mi się, że nie mam na co czekać, że nic nie stoi na przeszkodzie by juz niedługo zacząć wspólne życie, marzę o rodzinie, o domu... Z nikim innym nie wyobrażam sobie, że mogłabym podjąć taką decyzję. Jego już znam, wiem, że będzie walczył o nasz związek, że jest mądry, że stara się i każdego dnia staje się coraz lepszy. ale z drugiej boje się i sama nie wiem czego....
Mimka
Przygodny gość
 
Posty: 14
Dołączył(a): 30 sierpnia 2008, o 13:00

Postprzez klara bemol » 5 listopada 2009, o 21:36

Myślę, że takie wątpliwości ma każdy. Kiedyś pewien ksiądz, gdy usłyszał o moich zaręczynach, zapytał, czy wyobrażam sobie, że zasypiam w ramionach jego z jego wadami. Wydawało mi się to lekko głupawe, ale po przemyśleniu...

Życzę Ci, abyś podjęła mądrą i dobrą decyzję i kochała swego już niedługo męża każdego dnia coraz mocniej. Teraz, ponad 11 lat po ślubie, gdy chcę mężowi powiedzieć coś miłego mówię, że gdybym tylko mogła, wyszłabym za niego choćby zaraz.
klara bemol
Domownik
 
Posty: 558
Dołączył(a): 15 stycznia 2006, o 22:26
Lokalizacja: Jelenia Góra

Postprzez kamyczek » 5 listopada 2009, o 21:57

Spokojnie... Moge powiedziec po sobie, że na prawde wiem o czym piszesz. Ten niepokój byl takze i umnie.... może nie do ostatniego dnia, ale do okolo tygodnia przed ślubem. Później szykowaliśmy sobie mieszkanko więc nie myślalam o tym w ten sposób, bo to bylo już tak blisko i już po prostu cieszylam się ostatnimi chwilami w narzeczeństwie. :) Ja też nie wiedzialam czego sie boje ale sie obawialam... myslę ze to wynika z tego że wychodzimy z wygodnego gniazdka gdzie spedzilismy cale życie i zawsze można bylo tam wrócic... a tu nagle coś się zmienia i w sumie jest to taki skok w nieznane. Skok z drugim czlowiekiem, ktory jest mimo wszystko niedoskonaly. Strach przed niewiadomym.

Nie znam was, ale myślę że skoro twój Ukochany rok żyje w czystości, i stara się, to myślę że jest to godne zaufania postępowanie. Bardzo ważne jest to, że staje się coraz lepszy i bardzo ważne jest że Ty to widzisz. Widzę po moim mężu, że jeśli się docenia te jego wysilki to on się jeszcze bardziej stara i jest szczęsliwy po prostu. Na początku mielismy sporo problemow z naszą relacją.... i przez 4 lata zmeinil się bardzo (zmieniliśmy). A w malżeństwie proces ten postępuje jeszcze czybciej jak na razie :P !

Nie wiem co ci napisać jeszcze... ale na pocieszenie dodam, że w malżeństwie jest cudownie... wlaśnie ta codzienność o której piszesz razem jest taka cudowna. I ta milość rośnie... :D:D:D ... tak wspaniale jest patrzeć na to jak się ona rozwija. Bo czasem to widać na oczach niemalże.

Ja też jestem na studiach ale dopiero na 3 roku i jeszcze 3 kolejne przede mną,a mąż pracuje. Już dlużej byśmy nei zniesli tego ciąglego odprowadzania się itd....:/ A sytuacja materialna coraz bardziej nam się poprawia :) Głowa do gory :)

Tak więc kończąc ten mój przydugi post : Jeśli na prawdę go kochasz... i byś życie za niego oddala... i nie wyobrażasz sobie życia bez niego... To moim zdaniem twoje obawy są tylko podszeptami Złego, aby uniemozliwić zawarcie między wami tego Świętego Sakramentu, ktory jest źródlem wielkich łask. Zrodzilo się coś pięknego między wami (wnoszę z tego jak o tym piszesz) i myślę ze złemu to się bardzo nei podoba. Ja to zrozumiałam będąc w podobnej sytuacji i patrząc na te moje irracjonalne strachy i problemy.

Pozdrawiam serdecznie! :)
kamyczek
Bywalec
 
Posty: 158
Dołączył(a): 29 listopada 2006, o 01:25

Postprzez Mimka » 6 listopada 2009, o 11:22

Dziękuję, szczególnie Tobie Kamyczku. Bardzo mądrze piszesz. Kocham go, oddałabym życie i nie wyobrażam sobie życia bez niego...

Smutno mi, że nie potrafię się cieszyć z zaręczyn :( Mineło dopiero kilka dni od oficjalnych oświadczyn, chociaz od dawna wiedzieliśmy że się pobierzemy... Tyle czekałam na tą chwilę... Szczęśliwa byłam tylko w pierwszym momencie... Potem już się pojawił lęk. JEszcze dobiła mnie reakcja kilka lat młodszej siostry, która zaczęła płakać... Dla niej pierwsza reakcja była taka, jakby dowiedziała się, że niedługo umrę.

Narzeczony chce rezerwować salę a ja potrzebuję czasu, żeby ten lęk minął. Ale nie wiem czy minie. On widzi moje rozterki, ale nie jest mu przykro. Jest tak bardzo pewny, że go kocham, że moje lęki traktuje wyrozumiale, ale nie wierzy, by miały przeszkodzić na naszym szczęsciu...
Mimka
Przygodny gość
 
Posty: 14
Dołączył(a): 30 sierpnia 2008, o 13:00

Postprzez kamyczek » 6 listopada 2009, o 22:35

Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli aby bylo. Ja tez tak mialam, że nikt się u mnie z rodziny nie cieszyl z zaręczyn... a też wyobrażalam sobie to zupelnie inaczej. Moja mama byla w sumie jeszcze przez 2 lata zaręczyn negatywnie nastawiona do tego wszystkiego ... i do mojego narzeczonego. Ale teraz wszystko jest dobrze, bardzo dobrze. Nasze relacje się poprawily, a i twoja rodzinka tez zobaczy, ze nie umierasz i ze nie wyjeżdzasz na druga stronę globu. :)

Lęk jest też naturalnym odruchem pewnych zmian... tak jak juz pisalam ci wczesniej. A zwlaszcza tak ważnych zmian.

Bardzo polecam Ci tak po prostu zapytac się Pana Boga ... o co chodzi? Dlaczego tak się czuję? Gwarantuję, że da Ci odpowiedź i wszytko sie wyjaśni prędzej czy później.

Serdecznie pozdrawiam, życzę szczęścia i radości z narzeczeństwa.
kamyczek
Bywalec
 
Posty: 158
Dołączył(a): 29 listopada 2006, o 01:25

Postprzez MJW » 8 listopada 2009, o 14:39

A czego w życiu można być pewnym?
Grunt to zaufanie, że droga, którą wybieramy jest dla nas dobra. Jeśli czujemy, że dzięki czemuś wzrastamy, pomimo problemów to nawet niepokoj jest uzasadniony.

A zmian w życiu każdy się boi. Tym bardziej osoby, które traktują swoje życie poważnie i chca być odpowiedzialni za podjęcie wlaściwej decyzji.

Ja z zaręczyn bardzo się cieszyłam, wiedziałam, że to TEN JEDYNY. Niemniej też miałam jakieś lęki "jak to będzie", "Czy się sprawdzę" itd. Wiesz co wtedy ktoś mi powiedział? Jeśli czujesz, że nie jesteś w stanie pokonać z tym Mężczyzną życiowych problemów i cieszyć się wspólnymi radościami to lepiej od niego odejdź. I co ja zrobiłam? Przez chwilę zastanaowiłam się, jakby wyglądało moje życie bez Niego, co więcej wypowiedziałam wszytskie wady, ktore w nim widzę i wiesz co? poleciały mi łzy, bo nie wyobrażam sobie z nikim innym iść przez życie.

Jeśli znasz wady (nie mówię o mastrubacji,bo to raczej choroba) drugiej osoby to połowa sukcesu, a jeśli myślisz,że jesteś w stanie je zaakceptować to już druga połowa. Prawda jest taka,że czlowiek ciężko się zmienia, wiec trzeba być przygotowanym. Widzę to na co dzień. Po ślubie mój Mąż nadal ma tez same przyzwyaczjenia i gdybym wcześniej sobie nie zdawała z nich sprawy to byłoby mi ciężko.
MJW
Przygodny gość
 
Posty: 19
Dołączył(a): 30 września 2009, o 15:58

Postprzez Mimka » 9 listopada 2009, o 00:03

Wady... Jak zaczynaliśmy ze sobą być, to tych wad było tak wiele, że mój teraźniejszy narzeczony nie nadawał się na męża... Był nieodpowiedzialny, niepunktualny, marzył o wyjazdach na misje, nie za bardzo myślał by założyć rodzinę... Taki chłopaczek. Ale wiedziałam że ma dobre serce. I już nie raz patrzyliśmy sobie w oczy i mimo uczucia, myśleliśmy, ze nic z tego nie będzie, że za dużo nas dzieli... Ale daliśmy sobie jeszcze szanse, bo wiedzieliśmy, że taka jest wola Boża. Nie wiedzieliśmy co z tego będzie, ale że na ten czas jesteśmy sobie potrzebni. Nie wiem gdzie podziały się te wady, tak bardzo dojrzeliśmy przez te 1,5 roku... Aż dziwne to jest i piękne.
Ale kiedyś przeczytałam, że trzeba patrzeć nie na to czy ktoś się zmienia, ale jak się zmienia. I on bezwarunkowo zmienia się na lepsze:)

Widzę w nim wady, ale nie takie, które przeszkadzałyby mu w byciu dobrym mężem. A z tymi wadami, które są - walczy i każdego dnia jest coraz wspanialszy.

Chyba rzeczywiście boję się już coraz mniej. Dzięki temu, że dzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami :) CHyba też zrozumiałam czego się boję- tego jak to będzie? Jak będzie dzielić całe życie z drugim człowiekiem, czy się czasem sobą nie znudzimy albo coś... Będę już miała inne problemy niż znajomi, będę miała rodzinę i życie moje się zmieni...
Mimka
Przygodny gość
 
Posty: 14
Dołączył(a): 30 sierpnia 2008, o 13:00

Postprzez Anusia21 » 9 listopada 2009, o 11:19

Mimka, miałam tak samo - tym bardziej, że u nas samo narzeczeństwo trwało prawie rok a związek - 4 lata, więc miałam dużo czasu, żeby się zamartwiać i zastanawiać ;)
Ale tuż przed samym ślubem przeszło jak ręką odjął, w dniu ślubu byłam przeszczęśliwa, obudziłam się z uśmiechem i nawet cień wątpliwości mi przez myśli nie przemknął.
I od dnia ślubu - jestem wcieleniem spokoju, wszelkie wątpliwości zniknęły - czyżby działanie Pana Boga ? :)
Trzymaj się - uczucia miną, a prawdziwa miłość zostanie.
Anusia21
Bywalec
 
Posty: 168
Dołączył(a): 2 stycznia 2007, o 14:02
Lokalizacja: okolice Gdańska

Postprzez Mimka » 21 listopada 2009, o 10:45

Kilka dni po zaręczynach lęk minął... Znowu zaczęłam się cieszyć, planować, ustalać... :) a teraz? poszlismy do księdza zarezerwowac datę w kościele i znowu to samo:((( znowu płacz i lęk :((( pewnie bedzie tak za kazdym razem, gdy zrobimy jakis krok ku małżeństwu- zarezerwujemy sale itp. To jest straszne:((( Czuję ze nie mogę o tym nikomu powiedziec oprócz narzeczonego, bo jak to wygląda :( większosc narzeczonych się cieszy a ja?:( Może to dlatego, ze moim rodzicom się nie udało :( i mama tak czesto powtarza ze tyle rzeczy nie widziała w ojcu przed slubem... Mieli po 20 lat, szaleńczo zakochani, chodzili do szkoły... Ja wiem ze jestem w innej sytuacji i wiem ze znam dobrze narzeczaonego, bo duzo przeszlismy i klapek na oczach przez zakochanie nie mam... Zawsze marzyłam o tym by wyjsc za mąż, miec dzieci założyć rodzinę, taką jakiej nie miałam... I teraz co :( Boje sie spełniac marzenia:(
Mimka
Przygodny gość
 
Posty: 14
Dołączył(a): 30 sierpnia 2008, o 13:00

Postprzez AniaM » 21 listopada 2009, o 16:49

Mimka, jak tak czytam Twoje posty to wynika, że naprawdę masz świetnego narzeczonego, mój mąż też się w okresie chodzenia bardzo szybko zmieniał na lepsze i mocno pracował nad sobą, ja zresztą też. A teraz..... jest cudownie, choć czasem są i kłótnie ale się godziny i nie ma cichych dni.... jest coraz lepiej.

każdy ma wątpliwości, każdy kto poważnie podchodzi do sakramentu. Mnie pomógł stały spowiednik, mężowi zresztą też.

I powiem Ci, że ja jeszcze na 1 dzień przed ślubem miałam takie myśli, że jutro mi się obcy chłop wprowadzi do mieszkania (on przeprowadzał się do mnie) i nawet poryczeć sobie w spokoju nie będę mogła. A w podróży poślubnej, żeśmy się ostro pokłócili a potem pięknie pogodzili.... samo życie. Ale miłość rośnie i my to wyraźnie widzimy.

A i polecam ćwiczenie gdzie każda że stron pisze czego się boi od drugiej strony po ślubie. A potem rozmowę o tym. Wszystkich lęków to nie usunie ale pewne rzeczy można wcześniej ustalić, np kto co sprząta, kto zmywa (jeśli jest potrzeba). My np podzieliliśmy się tak, że mąż sprząta pokoje a ja kuchnię i łazienkę bo tak wolę. I jak na razie (2,5 roku) to nam działa.
AniaM
Przygodny gość
 
Posty: 86
Dołączył(a): 1 grudnia 2006, o 23:24

Postprzez Mimka » 23 listopada 2009, o 21:06

Dziękuję Wam za to, ze dzielicie się swoim doświadczeniem, to mnie umacnia i wlewa spokój i radośc do mojego serca, ze nie jestem wyjątkiem... Ale minie jakis czas i wystarczy ze ktoś zapyta- a co wam sie tak speszy?( jestesmy razem 1,5 roku) i już dopadają mnie wątpliwości :( Straszna jest ta huśtawka... Chciałabym się nie bać, cieszyc tym czasem, wyczekiwać... Tak, jak to było przed zaręczynami :(
Mimka
Przygodny gość
 
Posty: 14
Dołączył(a): 30 sierpnia 2008, o 13:00

watpliwosci

Postprzez Gosiaczek » 24 listopada 2009, o 16:04

Mimka - ja akurat jestem zupelnie innym przypadkiem - nigdy nie dopadly mnie watpliwosci na temat decyzji o poslubieniu mojego meza za to ...wczesniej cale lata powtarzal mi sie sen,ze uciekam sprzed oltarza bo w ostatniej chwili rezygnuje :wink: Ale zapewniam Cie,ze takie watpliwosci to rzecz normalna. Wiele moich kolezanek jeszcze dzien przed slubem mialo ataki paniki a dzis sa szczesliwymi mezatkami. Tak wiec glowa do gory ! :)
Gosiaczek
Bywalec
 
Posty: 172
Dołączył(a): 20 grudnia 2004, o 13:56

Postprzez MAKG » 24 listopada 2009, o 17:23

My z kolei znaliśmy się (jako dobrzy znajomi tylko) przez rok, potem byliśmy parą przez 4 miesiące i się zaręczyliśmy (po prawie równym roku wzięliśmy ślub).

Pamiętam, że jak kończyłam 3 rok studiów i mieszkałam z moimi koleżankami, jedna z nich (w moim wieku) po 1,5 roku znajomości brała ślub. Pamiętam dobrze, że podchodziła do tego wydarzenia poważnie, ale jakoś tak bez-emocjonalnie - tak, że odnosiło się wrażenie, że nie cieszy się jakoś specjalnie, mówiła nam, że ma wątpliwości... Pomyślałam sobie wtedy, że jeśli mi kiedyś przyjdzie wychodzić za mąż (a wtedy byłam na 100% przekonana, że taki dzień nie nadejdzie ;) ), to jeśli nie będę pewna swojej decyzji na 200%, jeśli nie będę ogromnie szczęśliwa i nie będę z niecierpliwością odliczać dni do TEGO DNIA, to by znaczyło, że coś jest nie tak i nie należy się pakować w taki związek. Zawsze też myślałam, że z tym małżeństwem to będzie tak, że to czy to TEN, będzie się po prostu wiedziało i już...

Dziś z perspektywy czasu, mogę potwierdzić tamto moje myślenie - jakoś po tych 4 miesiącach bycia ze sobą, byłam pewna, że chcę z tym człowiekiem spędzić resztę życia, że go kocham, i co najważniejsze, że postanawiam, że będę go kochała do końca życia. Nie miałam żadnych dylematów, czułam się pewna i spokojna, nie jakaś bujająca w obłokach, ale ze stanowczą wiarą w to, że to jest TO. I rzeczywiście - odliczałam niecierpliwie 359 dni od zaręczyn do dnia ślubu :) No i nie wiem skąd, ale wiedziałam, że to TEN i już ;)

Nie wiem, czy pomogłam, ale może moje doświadczenie będzie dla kogoś przydatne ;)


Pozdrawiam i życzę pięknego czasu przygotowywania się do małżeństwa ;)
MAKG
Bywalec
 
Posty: 175
Dołączył(a): 30 października 2008, o 11:21

Postprzez forget-me-not » 25 listopada 2009, o 16:36

Mimka, jeśli Cię to pocieszy, to nie jesteś jedyną taką osobą. Ja po swoich doświadczeniach uważam, że taka pełnia szczęścia i radość z dnia ślubu jest ŁASKĄ. Bardzo zazdroszczę wszystkim, którzy tą łaskę otrzymali.
Ja swoje niepewności, lęki, brak radości oddaję Bogu. Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie, nie wiem,czego oczekuje ode mnie Bóg. Ale w Jego rękach czuję się bezpiecznie,
Mimka, nie zawsze jest kolorowo, wspaniale, w pełni szczęśliwie. Myślę,że wiele ludzi jest właśnie w takim narzeczeństwie, choć pewnie większość jest szczęśliwa, są też tacy, którzy martwią się, boją, analizują...Na pewno mnóstwo czynników na taki stan rzeczy się składa:wychowanie, doświadczenia wyniesione z dzieciństwa, osobowość....ale to jest życie.
Mimka, teraz się boisz i martwisz, zastanawiasz...i dobrze, bo po to Bóg dał nam rozum, ale wiesz co jest w naszej sytuacji najpiękniejsze? Że jak weźmiesz ślub, to już masz pewność, że Bóg zawsze będzie Ci błogosławił, że Pan Bóg będzie już zawsze na TAK i będzie dawał Wam potrzebne łaski, aby przejść wspólnie przez życie.
Pozdrawiam Cię i życzę poczucia, że Bóg Cię prowadzi.
forget-me-not
Przygodny gość
 
Posty: 47
Dołączył(a): 10 grudnia 2007, o 16:16

Postprzez Mimka » 25 listopada 2009, o 20:13

Dziękuję wszystkim... Porozmawiałam ostatnio z przyjacielem i uświadomiłam sobie jakiego wspaniałego mam narzeczonego... I pomaga mi, że dzięki Wam wiem, że nie jestem wyjątkiem. Trochę mi smutno, że nie przeżywam tego narzeczeństwa tak szalenie radosna. Ale muszę przyznać, że mam coraz mniej wątpliwości i lęków :)

Przez ten stres od czau zaręczyn wszystko zapomniałam- czemu On, czemu teraz już ślub... Ale powoli odzyskuję pamięć ;) Ostatno mnie znajomy zapytał, co nam się tak "spieszy". Ślub będzie po 2,5 roku związku. W dniu slubu będę miała 24 lata, przyszły mąż 26. I chciałabym sie jeszcze pocieszyć ukochanym, naszą bliskością, cielesnością ze 2 lata, a potem spokojnie, z radoscią oczekiwać dzieci. Własnie dlatego teraz... Nie planujemy od razu po ślubie dziecka... Bo potem już bedziemy rodzicami i nie bedzie tyle czasu dla siebie. I jeszcze jeden powód, może najmniej ważny i trochę wstyd mówić, ale... Dostałam od Boga piękne ciało i czekam ciągle na męża, i chciałabym żeby ten mąż trochę pocieszył się tym moim ciałem, zanim ono się zmieni przez ciążę i wiek ;) A to, że On będzie moim męzem, prędzej czy później wiem i tak ;) Ciekawe czy wy też zwracałyście na to uwagę planując ślub?
Mimka
Przygodny gość
 
Posty: 14
Dołączył(a): 30 sierpnia 2008, o 13:00

Postprzez Mimka » 25 listopada 2009, o 20:32

Ach, zapomniałam dodać- oczywiscie to tylko moje plany, a Pan Bóg może mieć dla mnie inne i i tak będe szcześliwa:)
Mimka
Przygodny gość
 
Posty: 14
Dołączył(a): 30 sierpnia 2008, o 13:00


Powrót do Narzeczeństwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron