Teraz jest 21 lutego 2024, o 10:26 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

koniec miłości-pytanie do małżeństw "ze stażem" i

Narzeczeni wszystkich krajów - łączcie się... w związki małżeńskie (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

koniec miłości-pytanie do małżeństw "ze stażem" i

Postprzez CzarnaKrowaWKropkiBordo » 18 czerwca 2009, o 10:29

Ponad rok temu poznałam cudownego faceta - mądry, wykształcony, niezwykle inteligentny, przystojny, bardzo wierzący - ideał. Cekałam na jego wyznanie, że mnie kocha, na zaręczyny, ale jakoś tego nie mówił choć na każdym kroku czułam Jego ogromną miłość. Tak się zdarzyło, że po pół roku wyprowadzilam sie od rodziców "na swoje". Mój chłopak bardzo mi pomagał, urządzaliśmy to mieszkanie od razu dla NAS, bo już wcześniej pomimo braku oficjalnych wyznań rozmawialiśmy o współnej rodzinie. Ja uważałam, że Go kocham, emocje były ogromne, tak się cieszyłam, że znalazłam takiego kogoś. Jednocześnie czułam że nie jest to jakieś mega głębokie uczucie, ale stanowczo wystarczające. Po przeprowadzce bałam się sama mieszkać, mój chłopak pomieszkiwał ze mną, ale spaliśmy osobno. Pochłonęły mnie kłopoty ze zdrowiem (derpesja) i "prowadzenie domu". byłam wykończona, czułam, że nie mam siły na związek, najchętniej bym siedziała sama ze swoją chorobą. Chłopak pomagał mi niesamowicie we wszystkim- w gotowaniu, sprzątnaiu, zmywaniu. Po kilku tygodniach wspólnego zycia (bez seksu oczywiście) zaczęłam zauważać spaek uczucia u siebie, tak jakbym się znudziła związkiem. Nie wiedziałam dlaczego tak się stało i jak temu zaradzić, po prostu zaczęłam chłopaka traktować jak kolegę, a nie mojego faceta. Bardzo nad tym ubolewałam, myslałam, że to może wskutek tabletek, ale lekarka to wykluczyła.Rozmawialam szczerze z chłopakiem o tym, bo ja NIE CHCIAŁAM tego, że mi to uczucie spadło. Pewnego dnia chłopak wyznał mi miłość, a ja nie umiałam mu tego też wyznać, bo czułam że to uczucie mi minęło, została TYLKO miłość bliźniego, a to jednak jak dla mnie za mało na małżeństwo.Wpadłam w ostrą nerwicę spowodowaną konfliktem sumienia - nie umiem go kochać, nie kocham Go, ale bardzo bym chciała.Minęło pól roku od tej pory, chłopak jest cierpliwy i wierzy ze to uczucie wróci. Jeste smy razem, ale jak się nie widzimy, to ja nie tęsknię, mogłabym Go już nigdy nie zobaczyć i nic by mi nie było. Po prostu On mi się zrobił jakiś taki całkowicie obojetny emocjonalnie. Nie mam pojęcia dlaczego, bo uważam że jest wspaniałym człowiekiem. Dostałam obsesji na tym punkcie. Nie moge spać, poszłam na chorobowe. Po prostu jak to ujął psycholog (który mi nie pomógł jak na razie) minęło mi "uczucie seksualne", namiętność. ZOstała tylko przyjaźń, sympatia. Nie wiem dlaczego. Czy problem jest we mnie, czy znudziłam się tym związkkiem z tego powodu, że mój chłopak dopiero po 10 mcach wyznał mi miłość? Czy może dlatego, że mój chłopak jest bardzo spokojny, małomówny, ale niestety też ma mało inicjatywy i w zasadzie to ja "prowadze" ten związek, wymyslam co bedziemy robic itd. Całe dnie rozmyślam czy mam zerwać z chłopakiem czy jest szansa żeby to uczucie wróciło? Bardzo bym chciała żeby wróciło, czyli jednak mi w jakiejś mierze zależy na tym związku. Zadręczam się tym problemem, od pól roku mysle o tym całe dnie i nawet w nocy. Czy ktoś z Was miał takie doświadczenie i zdołał odnowić miłość? Jak sobie na to pozwolić? Ja dostałam obsesji, że to już koniec i nie umiem się z tego wyzwolić. Co na to wszystko Pan Bóg? Ja sie nie umiem systematycznie modlić, nie umeim sie zdecydowac na zadnego świętego do którego mogłabym się w szczególny sposób modlić, ale jeździłam na modlitwy o uzdrowienie i nic:( Ja sama zablokowałam w sobie to uczucie, degraduję je każdego dnia, że to już nie wróci, dewaluuję to co miedzy nami było... a może to rzeczywiscie nie było to? Mam już 29 lat i bardzo bym chciała założyć rodzinę, mam wyrzuty sumienia że zawróciłam w głowie mojemu chłopaki, on bardzo mnie kocha, zrobił dla mnie tyle, że nikt innyby tego nie zniósł...moich humorów, depresji....a ja nie umiem Go kochać, choć chciałabym...chciałabym, żeby "to coś " wróciło ::((((((((((((((((((((((((
CzarnaKrowaWKropkiBordo
Przygodny gość
 
Posty: 12
Dołączył(a): 18 czerwca 2009, o 10:03

Postprzez strzyga » 18 lipca 2009, o 21:47

Ja myślę, że to "pomieszkiwanie ze sobą" było o wiele za wcześnie!
Nawet jeśli nie uprawialiście seksu, to i tak przecież pewnie widywałaś go w negliżu, czy zwyczajnie jego rzeczy zajęły trochę miejsca w łazience, jego pare ciuchów w Twojej szafie. Opatrzyłaś się z tym.
A jednocześnie własciwie nie wiadomo było co On tam robi, co Jego rzeczy tam robią, skoro się nie umiał zadeklarowac.

Tu od początku wszystko było pomieszane.
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa


Powrót do Narzeczeństwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość