Teraz jest 21 lutego 2024, o 10:31 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

Narzeczeństwo: przygotowanie do małżeństwa czy męczarnia?

Narzeczeni wszystkich krajów - łączcie się... w związki małżeńskie (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

Narzeczeństwo: przygotowanie do małżeństwa czy męczarnia?

Postprzez zuza26 » 16 marca 2008, o 18:55

Dawno nie pisalam... wciaz jestem narzeczoną... pod spodem bilans mojego 11 miesiecznego narzeczeństwa, do slubu zostalo 2,5 miesiaca...

Jako katolicka para, nie tylko z wychowania, ale ze świadomego wyboru już w życiu dorosłym, wiedzieliśmy, że chcemy być razem zgodnie z nauką Kościoła. W teorii byliśmy mocni, ale praktyka, rzeczywistość okazała się już nie taka prosta…

Narzeczeństwo miało być czasem przygotowania do ślubu. Wzmacniania więzi etc. Przygotowywania do Sakramentu…

Walczyliśmy o czystość- maksymalnie ok. 2 miesięcy udawało nam się nie przekraczać granicy bliskości. Ale wciąż o to walczyliśmy i widzieliśmy, że „na całość” pójdziemy dopiero po ślubie…

Parę miesięcy temu byliśmy na rekolekcjach ignacjańskich.

Jaki rezultat tego okresu narzeczeństwa na dziś?

- przestaliśmy się modlić
- zarzuciliśmy w kąt naszą wiarę i wartości
- chodzimy jeszcze na ndz Msze sw… choc w sumie nie wiem czemu
- ja się zupełnie pogubiłam bo to na czym do tej pory starałam się budować swoje życie czyli Bóg, wiara, nauka Kościoła przestalo być filarem
- nie czekam z radością na slub- nie wiem czy ja chce w ogole tego slubu- po co slub kościelny kiedy nasze zycie wiary się rozpadlo??
- oboje mamy poczucie winy
- w tym momencie nie jesteśmy ani narzeczeństwem, ani małżeństwem- w narzeczeństwie mam wrazenie ze przerobiliśmy to, co powinno poczekac, az bedziemy małżeństwem
- jestem wściekła na mojego narzeczonego ze on chciał czekac jeszcze ze slubem mimo ze nie było takiej potrzeby, a wręcz przeciwnie, sytuacja w jakiej się znajdujemy- mieszkamy z dala od domow, wskazywala, ze ślub bylby szybciej wskazany, a tak wszystko to, co było dla nas wazne wczesniej się rozprysło
- bliskość fizyczna kojarzy mi się z poczuciem winy teraz, z czyms niewłaściwym- już nie czekam na nasze „pelne” bycie razem
- jest mi już obojętne czy będzie ten slub czy nie
- czuje się ze jesteśmy hipokrytami- po co utrudnialiśmy sobie zycie wynajmuac 2 osobne pokoje w akademiku zamiast ze te same pieniadze wynajac kawalerke?
- jestem tym wszystkim zmeczona i nie widze zadnej korzyści jaka mialoby przynieść zawarcie przez nas malzenstwa


Nie wiem co dalej...
zuza26
Przygodny gość
 
Posty: 47
Dołączył(a): 21 września 2006, o 19:01

Postprzez strzyga » 16 marca 2008, o 19:25

Prawie te same wątpliwości i uczucia miałam jeszcze do wczoraj.
Ale u Ciebie nie jest to przypadkiem tzw. "depresja przedślubna"? :wink: No i wg mnie za dużą wagę przywiązujesz do grzechu. Było, minęło, nie pozwól, by to, co było, odbierało Ci radość z tego, co jest, czy będzie.

"Nie pytaj się, co potyrzeba światu. Zapytaj sie, co ożywia Ciebie, i idź, zrób to, ponieważ światu potrzeba ludzi żywych".
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez mmadzik » 16 marca 2008, o 19:32

Zuza - co takiego się wydarzyło, że przestaliście "żyć życiem wiary"?

Zgodzę się ze Strzygą - wiadomo, że grzech nie jest czymś, z czego należałoby się cieszyć - jest złem, ale nie można żyć przeszłością - trzeba się podnieść, pojednać z Bogiem, postanowić poprawę i iść dalej z podniesioną głową... Przyznam, że i w moim narzeczeństwie nie jest łatwo - czystość jest trudna, a konfliktów na każdym polu masę... Ale po prostu jeśli coś przekroczymy - idziemy przed Mszą do spowiedzi i zaczynamy od nowa, dosłownie zapominając o tym, co było (oczywiście oprócz elementu przestrogi - czyli "co robić, żeby nie powtórzyć tego, co się zdarzyło"). Odwagi!
mmadzik
Domownik
 
Posty: 445
Dołączył(a): 13 września 2007, o 11:57

Postprzez strzyga » 16 marca 2008, o 20:39

U mnie nie wygląda to tak pięknie jak u madzika. Potrafię i długi czas nie chodzić w ogóle do kościoła i grzeszyć... Ale jak już postanowienie poprawy to mocne (aż do następnego razu :wink: )
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez klara bemol » 16 marca 2008, o 21:04

Pan Bóg Was nigdy nie przekreśla, więc i Wy Go nie skreślajcie! To piękne zdanie niesie wiele prawdy.
Myśmy "nie poszli na całość", ale i tak do dziś (prawie 10 lat) mam moralnego kaca, że pozwoliliśmy sobie na za dużo. I mnie to gniecie, i jest mi przykro, mam ochotę walić w ścianę, więc rozumiem.
Ja się staram teraz dbać o to, aby nie przekraczać granicy, bo jak wiecie w małżeństwie też ona jest.

Polecam wspólną rozmowę - przyznanie się do tego, co Was boli i jak Was to boli. I ku pokrzepieniu - Jezus do cudzołożnicy: Nikt Cię nie potępił? I ja nie potępiam. Idź i nie grzesz już więcej.
Ostatnio edytowano 19 marca 2008, o 00:20 przez klara bemol, łącznie edytowano 1 raz
klara bemol
Domownik
 
Posty: 558
Dołączył(a): 15 stycznia 2006, o 22:26
Lokalizacja: Jelenia Góra

Postprzez zuza26 » 16 marca 2008, o 21:37

Dziewczyny, dzieki za madre slowa- bardzo ich potrzebuje. Wydrukuje sobie to co napisalyscie, przemysle, i dopiero wtedy dalej sie odezwe.
Dziekuje za wsparcie, jest mi naprawde strasznie trudno.
zuza26
Przygodny gość
 
Posty: 47
Dołączył(a): 21 września 2006, o 19:01

Postprzez AnnaMaria » 17 marca 2008, o 00:01

klara bemol napisał(a):Pan Bóg Was nigdy nie przekreśla, więc i Wy Go nie skreślajcie! To piękne zdanie niesie wiele prawdy.
Myśmy "nie poszli na całość", ale i tak do dziś (prawie 10 lat) mam moralnego kaca, że pozwoliliśmy sobie na za dużo. I mnie to gniecie, i jest mi przykro, mam ochotę walić w ścianę, więc rozumiem.
Ja się staram teraz dbać o to, aby nie przekraczać granicy, bo jak wiecie w małżeństwie też ona jest.

Polecam wspólną rozmowę - przyznanie się do tego, co Was boli i jak Was to boli. I ku pokrzepieniu - Jezus do Marii Magdaleny: Nikt Cię nie potępił? I ja nie potępię. Idź i nie grzesz już więcej.


1.Maria Magdalena nie była cudzołożnicą!!
2.mysmy też przekraczali granicę w za czasów narzeczeństwa, ale nie wyobrażam sobie mieć z tego powodu wyrzuty sumienia przez najbliższe lata i walić z tego powodu głową w mur. Dla mnie to przesada i nadwrażliwość sumienia.Zresztą nie wyobrażam sobie przejść tak od razu bez niczego do seksu. Dla mnie to było naturalnym przygotowaniem i pogłebianiem bliskości przed głebokim skokiem jakim jest stosunek seksualny.
3. Zuza mi to raczej wygląda na stresior przedślubny:)
AnnaMaria
Przygodny gość
 
Posty: 88
Dołączył(a): 31 maja 2006, o 10:51

Postprzez dota321 » 17 marca 2008, o 08:57

Zuza, skąd ja to znam o czym piszesz... u mnie jeszcze doszło to, ze nie chciałam (i raczej dalej mam duze opory) mieć dzieci- a to jest poważne "przeciwwskazanie" (nie znam lepszego słowa) do zawarcia małżenstwa; dopiero po długiej rozmowie z ksiedzem dopuściłam mozliwość ewentualnego szaleństwa posiadania potomstwa... A to, co cielesne, kojarzyło mi sie bardzo źle, chociaż teoretycznie wiedziałam, że jest piękne i dobre. Do tego dołączył się bunt spowodowany chorobą ( bo przecież mój mąż mógł sobie wybrać zdrową kobiete która będzie chciała mu rodzić zdrowe dzieci, a nie taki wybrakowany egzemplarz jak ja) i jakieś tam scysje przedślubne z rodzicami.
Z perspektywy czasu (to już prawie rok odkad jestem szczęśliwą mężatką :D )wiem, że część z tych rzeczy to był wynik potężnego stresu przedślubnego. Resztę powoli leczy Pan Bóg, a ja staram się dawać Mu na to szansę- znalazłam sobie sposób na modlitwę w tych intencjach, tzn. jadę do pracy ok. godziny 6 rano i akurat wtedy w radiu jest odmawiany różaniec, więc włączam radio w komórce i modlę się w trakcie biegu na autobus :wink: Inaczej nie potrafię się zmobilizować :oops:
A na Mszę niedzielną chodziłąm tylko dlatego, ze na niej śpiewamy... i tylko to mnie przez pewien czas trzymało. I w ogóle to mój mąż jest chyba bardziej stały i wierny Panu Bogu, a ja tak trochę dokazuję, buntuję sie, kłócę, odchodzę, wracam, i tak w kółko. Nauczyłam się jednak, żeby czasem po prostu przeczekać i nie podejmować albo nie zmieniać juz wczesniej podjętych decyzji w czasie buntu i kłótni z Bogiem. Tak ja sobie radzę.
Piękny czas przed Wami. Odwagi!
dota321
Domownik
 
Posty: 368
Dołączył(a): 31 października 2007, o 09:05
Lokalizacja: W-wa

Postprzez klara bemol » 17 marca 2008, o 09:07

AnnaMaria napisał(a):1.Maria Magdalena nie była cudzołożnicą!!


nie napisałam tego, pokazałam, że w trudnych sytuacjach, nawet tych po ludzku nie do wybaczenia, Jezus umie przebaczać

AnnaMaria napisał(a):2.mysmy też przekraczali granicę w za czasów narzeczeństwa, ale nie wyobrażam sobie mieć z tego powodu wyrzuty sumienia przez najbliższe lata i walić z tego powodu głową w mur. Dla mnie to przesada i nadwrażliwość sumienia.


piszesz o przekraczaniu granicy i jednocześnie o nadwrażliwości sumienia - zadziwiające połączenie

Na całe szczęście żaden ze spowiedników nie podziela Twojego zdania o moim sumieniu.
klara bemol
Domownik
 
Posty: 558
Dołączył(a): 15 stycznia 2006, o 22:26
Lokalizacja: Jelenia Góra

Postprzez zuza26 » 17 marca 2008, o 18:11

Dziś mi już trochę lepiej... ta burza z piorunami, którą sama spowodowałam w dużej mierze w ten weekend pokazala mi, ze to, co wykrzyczalam nie jest prawda, gdy mysle "trzezwo" (bez wplywu emocji). Ja chce tego slubu, bardzo kocham mojego narzeczonego i eh chce isc dalej razem z nim.

Dziekuje, ze przypomnialyscie mi o tym, ze to co bylo, co zle trzeba zostawic i patrzec do przodu wlasnie. I to, ze ja tez nie powinnam skreslac Pana Boga, a wlasnie chyba to zrobilam ostatnio...
Zamiast rozpaczac, postaram sie patrzec z wdziecznoscia, ze mimo, ze poszlismy za daleko, to nie poszlismy jednak "na calosc" i ze to wlasnie mozemy sobie ofiarowac po slubie...

A co do tego, ze pewna bliskosc fizyczna przed slubem przygotowuje powoli do pelnego zjednoczenia to tak.... Tyle, ze w pewnym momencie trzeba sie zatrzymac i to chyba jest najtrudniejsze, a granica bardzo cienka... Mnie chyba w tym najbardziej zdolowala nasza "recydywa"... niby mocne postanowienie poprawy... a po pewnym czasie nici mimo wymyslania roznych utrudnien, postanowien etc.

Przed nami jeszcze rozmowa pojutrze... musimy sobie powyjasniac te rzeczy, ktore sobie wykrzyczelismy ostatnio, bo chyba "zamiecenie" ich pod dywan nie jest dobrym pomyslem...

A propos stresu przeslubnego- no fakt ostatnio sie denerwuje ze nie zdazymy z mnostwem rzeczy... np. zaproszenia rozdamy na 2 miesiace przed slubem... wcale nie dlatego ze nam nie zalezy, ale robilismy je sami, zaczelismy wczesnie ale z roznych powodow sie nie wyrobilismy... Mam nadzieje, ze ktos przyjdzie na wesele...
zuza26
Przygodny gość
 
Posty: 47
Dołączył(a): 21 września 2006, o 19:01

Postprzez Juana » 17 marca 2008, o 19:36

zuza, tak na pocieszenie, my rozdaliśmy zaproszenia na miesiąc przed ślubem i było ok. Ale ja byłam narzeczoną tylko dwa miesiące, więc mój przykład ma Cię raczej rozbawić :-)
Głowa do góry, trzymam za Was kciuki :-)
Juana
Domownik
 
Posty: 429
Dołączył(a): 16 lipca 2007, o 18:44
Lokalizacja: Śląsk

Postprzez mmadzik » 18 marca 2008, o 09:54

Zuza - cieszę się bardzo, że już lepiej :) A będzie jeszcze lepiej, na pewno! :) Wyjaśniajcie sobie wszystko - wiem z doświadczenia jak bardzo może niszczyć coś, co nie zostało wyjaśnione, wybaczone, a właśnie "wmiecione pod dywan"...
A z zaproszeniami się nie martwcie! W końcu ludzie przecież wiedzą raczej, że bierzecie ślub, więc wiedzą też, że muszą sobie szykować czas, a zaproszenie jest w wielu przypadkach tylko formalnością. Kto ma przyjść to i tak przyjdzie!

Pozdrawiam!
mmadzik
Domownik
 
Posty: 445
Dołączył(a): 13 września 2007, o 11:57

Postprzez zosia_samosia » 18 marca 2008, o 11:36

zuza, a może poczekajcie trochę, oddalcie trochę termin ślubu, dajcie sobie czas na przemyślenia :) Tylko po to, żeby ze spokojem serca i rozumu móc przyjąć ten sakrament. :)
zosia_samosia
Przygodny gość
 
Posty: 42
Dołączył(a): 29 stycznia 2008, o 11:03

Postprzez milgosia » 18 marca 2008, o 12:28

Zuza, ja tez się ciesze, że juz wam lepiej.Najważniejsza jest decyzja, która podjęliście, a różne burze zdarzać sie będą zawsze, także w małzeństwie i to jest zupełnie normalne, bo ślubujemy miłość na pogode i niepogodę i to jest piękne! A od spokoju emocjonalnego ważniejszy jest ten głębszy pokój serca, który daje tylko łaska sakramentu.

A emocje..., no cóż, to tylko emocje ;-), nie zawsze uda sie je utrzymać na wodzy :D (skąd ja to znam), są jak rozwichrzone konie, czasem lubią sie zerwać z łańcucha, co nie znaczy, że zaraz muszą rządzić...
milgosia
Moderator forum
 
Posty: 742
Dołączył(a): 18 sierpnia 2006, o 13:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez AnnaMaria » 18 marca 2008, o 23:04

klara bemol napisał(a):
AnnaMaria napisał(a):1.Maria Magdalena nie była cudzołożnicą!!


nie napisałam tego, pokazałam, że w trudnych sytuacjach, nawet tych po ludzku nie do wybaczenia, Jezus umie przebaczać

AnnaMaria napisał(a):2.mysmy też przekraczali granicę w za czasów narzeczeństwa, ale nie wyobrażam sobie mieć z tego powodu wyrzuty sumienia przez najbliższe lata i walić z tego powodu głową w mur. Dla mnie to przesada i nadwrażliwość sumienia.


piszesz o przekraczaniu granicy i jednocześnie o nadwrażliwości sumienia - zadziwiające połączenie

Na całe szczęście żaden ze spowiedników nie podziela Twojego zdania o moim sumieniu.


1. NAPISAŁAŚ O NASTEPUJĄCYCH SŁÓWACH JEZUSA: Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz.
SŁOWA TE SĄ Z J 8,1-11 CZYLI PRZYPOWIESCI O
CUDZOŁOŻNICY WIEC NIE MÓGŁ ICH POWIEDZIEĆ DO MARII MAGDALENY TAK JAK TY TO NAPISAŁAŚ. STAD NAPISAŁAM, ZE MARIA MAGDALENA NIE BYŁA CUDZOŁOŻNICĄ.

2. Na szczęscie żaden ze spowiedników nie podziela Twojego zdania, aby 10 lat po ślubie mieć moralnego kaca/walić głową w mur czy robić inne rzeczy z powodu, że się kiedyś te granice przekroczyło. Nadwrażliwość to jest bardzo adekwatne określenie.
AnnaMaria
Przygodny gość
 
Posty: 88
Dołączył(a): 31 maja 2006, o 10:51

Postprzez klara bemol » 19 marca 2008, o 00:25

AnnaMaria napisał(a):SŁOWA TE SĄ Z J 8,1-11 CZYLI PRZYPOWIESCI O
CUDZOŁOŻNICY


dziękuję, przepraszam za pomyłkę, poprawiłam

AnnaMaria napisał(a):2. Na szczęscie żaden ze spowiedników nie podziela Twojego zdania, aby 10 lat po ślubie mieć moralnego kaca/walić głową w mur czy robić inne rzeczy z powodu, że się kiedyś te granice przekroczyło. Nadwrażliwość to jest bardzo adekwatne określenie.


po pierwsze nie rozumiesz obrazowości moich słów, po drugie - nie chciałam tego pisać, ale widzę, że muszę - nie potrzebuję, abyś oceniała moje sumienie
klara bemol
Domownik
 
Posty: 558
Dołączył(a): 15 stycznia 2006, o 22:26
Lokalizacja: Jelenia Góra

Postprzez zuza26 » 19 marca 2008, o 12:50

zosia_samosia napisał(a):zuza, a może poczekajcie trochę, oddalcie trochę termin ślubu, dajcie sobie czas na przemyślenia :) Tylko po to, żeby ze spokojem serca i rozumu móc przyjąć ten sakrament. :)


Nie zosia_samosia, juz i tak dlugo to wszystko trwa. Ja chce wyjsc za maz za TEGO czlowieka. Teraz nie mam co do tego watpliwosci. I dzis widze ze ja chce tego slubu, jakies chwilowo zamroczenie/zmeczenie/stres podszeptywalo mi ze nie wiem, ze to bez sensu...
(jak mnie nastepnym razem znowu cos takiego zlapie to tu wejde i poczytam sobie wasze i swoje posty :D)

A co cytatu o cudzoloznicy- ja z niego wyciagnelam to, co mi bylo potrzebne- dziekuje! wiec nie ma co o to kruszyc kopii:)
zuza26
Przygodny gość
 
Posty: 47
Dołączył(a): 21 września 2006, o 19:01

Postprzez klara bemol » 19 marca 2008, o 13:08

Zuza - trzymaj się! Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie!!!
klara bemol
Domownik
 
Posty: 558
Dołączył(a): 15 stycznia 2006, o 22:26
Lokalizacja: Jelenia Góra

Postprzez genowefa » 25 marca 2008, o 22:17

http://wolczyn.kapucyni.pl/index.php?op ... 9&Itemid=9

zuza polecam- konferencja kapucynów o narzeczeństwie ja jestem już żoną prawie 3 lata ale słuchałam tego z otwartą gębą! :P
genowefa
Domownik
 
Posty: 742
Dołączył(a): 1 października 2007, o 13:52

Postprzez Kinia » 26 marca 2008, o 11:50

Faktycznie świetne. Muszę moim uczniom polecić :)

Pozdrawiam serdecznie
Kinia
Kinia
Domownik
 
Posty: 354
Dołączył(a): 12 lipca 2004, o 20:32
Lokalizacja: Łomianki

Postprzez mmadzik » 26 marca 2008, o 12:07

Nie otwiera mi się plik wideo... Ech... Może później jeszcze spróbuję...
mmadzik
Domownik
 
Posty: 445
Dołączył(a): 13 września 2007, o 11:57

Postprzez strzyga » 26 marca 2008, o 13:49

Mi się za drugim razem otworzyło. Przy 3 części zaczęłam myśleć o czym innym :wink: Wydaje mi się, że ksiądz za bardzo jedzie na kontrowersji...
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez genowefa » 26 marca 2008, o 14:19

a jak inaczej teraz dotrzeć do młodego człowieka? stanąć na środku i powiedziec "kochajmy się"? takie coś już nie działa
do mnie przemawia ta konferencja, zaczęłam rozumieć tak naprawdę co to jest czystość przedmałżeńska i czemu jest taka ważna!
polecam też konferencje "w rytmie łaski" ksiąc w bojówkach z koszulką z napisem grzesznik :) :wink: :wink:
genowefa
Domownik
 
Posty: 742
Dołączył(a): 1 października 2007, o 13:52

Postprzez strzyga » 27 marca 2008, o 00:56

helsa, poczułam się stara, bo do mnie coś takiego nie przemówiło :D
nie wiem, czy nie dosłuchałam, ale wydaje mi się, że ksiądz pominął jedną grupę zakochanych - tych, którzy są pewni, że chcą być ze sobą, a ślubu z różnych powodów jeszcze ze sobą wziąć nie mogą. A mówił o dwóch skrajnościach - albo o pójściu do łóżka po tygodniu znajomości albo, w formie żartobliwej, jak powinno być, czyli zakochanie, narzeczeńśtwo, ślub. No chyba, że to miało być zawarte w mówieniu o wadze modlitwy. Ksiądz powiedział parę fajnych rzeczy, ale mnie by chyba jednak nie przekonał :wink:
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Kinia » 27 marca 2008, o 09:12

Strzyga,
Mi się wydaje, że to czy przekonuje zależy też od tego ile już wiesz, jak bardzo masz ten temat pogłębiony itd... Bo jestem przekonana, że do moich uczniów łatwiej trafi niż poważny dość (a przynajmniej bardziej poważny) wykłąd o.Knotza (którego osobiście bardzo lubię). Ale w momencie kiedy ja mam już naukowe podstawy z tej dziedziny + rozszerzenie o pewnie jakieś 50 książek, to też mnie nie powala na kolana ;)
Kinia
Domownik
 
Posty: 354
Dołączył(a): 12 lipca 2004, o 20:32
Lokalizacja: Łomianki

Postprzez milgosia » 27 marca 2008, o 09:22

Jak na mój gust, to tak 100% pewnym można być dopiero PO ŚLUBIE ;-)...

A co do ślubu... to trzeba sobie zadać pytanie, co jest ważniejsze - żeby ślubować tę miłość przed Bogiem, pomimo trudności, czy też tylko przed sobą nawzajem i korzystać z przywilejów małżeńskich...

Co jest po prostu pewniejsze w miłości - związanie nas na wieki przez Boga, czy tylko obietnica ludzka...

A co do tego ślubu pomimo trudności, to przez 80% czasu naszego narzeczeństwa wyglądało, że nasz ślub będzie wyjątkowo skromny - tzn. ksiądz, my, świadkowie i ew. rodzice mojego M. I byliśmy na to nastawieni, a kapłan powiedział nam, że wie o naszej sytuacji i nie weźmie od nas ani grosza i będzie prosił w Kościele, aby nasz ślub był "po kosztach". Ja co prawda ze smutkiem myślałam o tym, że nasz ślub będzie taki skromny, bo jak każda dziewczyna marzyłam, aby był taki tradycyjny... Ale jak już się z tym pogodziłam i rozpoczęły się przygotowania do naszego ślubu, to ... wszystko się zmieniło, nowa praca M itd. i ostatecznie sama uroczystość była taka, jaką sobie wyśniłam ;-).

Ja tą zmianę odbieram jako łaskę, jako taką czułość Pana Boga, który widząc, że człowiek dba o Jego sprawy - o sakrament pomimo wszystko - to On zadba też o te sprawy ludzkie, najprostsze i wiele rzeczy porozwiązuje...

I znowu mi wyszło, że tak naprawdę w miłości najważniejsze jest słowo "pomimo". (A tak wyszydzane przez osoby niechętne Wołochowiczom).
Kocham pomimo, przebaczam pomimo i bierzemy ślub - pomimo trudności...
milgosia
Moderator forum
 
Posty: 742
Dołączył(a): 18 sierpnia 2006, o 13:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez genowefa » 27 marca 2008, o 09:34

Kinia napisał(a):Strzyga,
Mi się wydaje, że to czy przekonuje zależy też od tego ile już wiesz, jak bardzo masz ten temat pogłębiony itd... Bo jestem przekonana, że do moich uczniów łatwiej trafi niż poważny dość (a przynajmniej bardziej poważny) wykłąd o.Knotza (którego osobiście bardzo lubię). Ale w momencie kiedy ja mam już naukowe podstawy z tej dziedziny + rozszerzenie o pewnie jakieś 50 książek, to też mnie nie powala na kolana ;)


no to teraz ja się poczułam głupia i niedouczona skoro do mnie przewmawia to co by przemówiło do gimnazjalistów :P
nic to, ja poporostu mimo iż ktoś może mówić niewiadomo jakie mądre rzeczy ale robi to monotonnie to ja poprostu zasypiam :)
ale zakończmy ocenę filmu- jeśli komuś pomoże to proszę bardzo
a wracając jeszcze do tych co nie biorą ślubu bo nie mogą- to chyba zaliczają się nadal do narzeczonych? i do tych co powinni cały czas potwierdzać swoje powołanie? może to PB stawia na drodze pewne przeszkody, żeby poprostu niedopuścić do ślubu? może jeszcze co innego? a może poprostu sami stawiamy sobie te problemy? bo czymże są te ziemskie problemy i przeszkody w porównaniu do mocy Pana Boga? jeśli on chce żeby ktoś był w małżeństwie to on to małżeństwo uświęci i pomoże we wszelkich trudnościach... wiem po sobie :)
genowefa
Domownik
 
Posty: 742
Dołączył(a): 1 października 2007, o 13:52

Postprzez Anusia21 » 28 marca 2008, o 20:06

milgosia napisał(a):A co do tego ślubu pomimo trudności, to przez 80% czasu naszego narzeczeństwa wyglądało, że nasz ślub będzie wyjątkowo skromny - tzn. ksiądz, my, świadkowie i ew. rodzice mojego M. I byliśmy na to nastawieni, a kapłan powiedział nam, że wie o naszej sytuacji i nie weźmie od nas ani grosza i będzie prosił w Kościele, aby nasz ślub był "po kosztach". Ja co prawda ze smutkiem myślałam o tym, że nasz ślub będzie taki skromny, bo jak każda dziewczyna marzyłam, aby był taki tradycyjny... Ale jak już się z tym pogodziłam i rozpoczęły się przygotowania do naszego ślubu, to ... wszystko się zmieniło, nowa praca M itd. i ostatecznie sama uroczystość była taka, jaką sobie wyśniłam ;-).

Ja tą zmianę odbieram jako łaskę, jako taką czułość Pana Boga, który widząc, że człowiek dba o Jego sprawy - o sakrament pomimo wszystko - to On zadba też o te sprawy ludzkie, najprostsze i wiele rzeczy porozwiązuje...


Miłgosiu, po raz kolejny podnosisz mnie na duchu zupełnie nieświadomie... Ostatnie dni upływają mi właśnie na takich wątpliwościach... Też czeka mnie skromny ślub, odbiegający od tych nieszczęsnych marzeń... Ale każde Twoje słowo wlewa nadzieję i przypomina o tym, by zaufać Bogu, bo on wie, co robi... Dzięki.
Anusia21
Bywalec
 
Posty: 168
Dołączył(a): 2 stycznia 2007, o 14:02
Lokalizacja: okolice Gdańska

Postprzez Kacha » 29 marca 2008, o 12:08

Jestem dwa miesiace przed slubem, zalatwianie wszystkich sparw itp...A ja dziewczyny wlasnie marzylam o skromnej uroczystosci...mam na mysli wesele, w gronie najblizszej rodziny bez tlumow gosci...ale z racji tego ze mam trzech braci, 9 najblizszego kuzynostwa ktorzy tez juz maja swoje rodziny wyszla z tego cala gromada.... :roll: Jakmos mam wrazenie ze przy mniejszych weselach mlodzi moga wiecej sie skupic na sobie, a tak przy tylu gosciach maja chyba niewiele okazji zajac sie soba- choc w gruncie rzeczy to wesele jest przeciez na dla gosci, zeby dobrze sie bawili, a my powinnismy o to zadbac...ale mimo wszytsko mam zamiar dobrze sie bawic i z utesknieniem czekac na ten spokoj tylko we dwoje po weselnej bieganinie :)
Kacha
Domownik
 
Posty: 350
Dołączył(a): 15 stycznia 2008, o 20:39

Re: Narzeczeństwo: przygotowanie do małżeństwa czy męczarnia

Postprzez Gianna » 20 marca 2011, o 13:59

Odświeżam wątek przy okazji pytając czy są jakieś obecne narzeczone na forum :D Jak są, to pozdrawiam serdecznie !


Nam zostało niecałe 4 miesiące do ślubu. I choć bałam się nerwów i rozwożenia zaproszeń i niezdążania z niczym... to chyba jakoś na razie mnie to omija. Zdarzają mi się koszmary, że Pan Młody zapomniał przyjechać, albo, że idę do ślubu nie uczesana... ale to na szczęście tylko sny. I rzadko :) Ale choć zazwyczaj wszędzie się spóźniamy i ze wszelkimi planami jesteśmy do tyłu... to w kwestii ślubu czuję wielki pokój. Do tego tygodnia nie mieliśmy fotografa. I choć trochę się tym przejmowałam, to miałam mocne poczucie, że "sam się znajdzie". I znalazł się :)
Od kiedy znam mojego Narzeczonego, to właściwie moje życie wskoczyło na właściwe tory i praktycznie we wszystkim odczuwam/ doświadczam Bożej opieki i pomocy :)

A jak wasze doświadczenia???
Gianna
Przygodny gość
 
Posty: 85
Dołączył(a): 24 lutego 2011, o 12:21
Lokalizacja: Wrocław

Następna strona

Powrót do Narzeczeństwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość