Teraz jest 29 lutego 2024, o 08:31 Wyszukiwanie zaawansowane

Uprzejmie informujemy,
że decyzją Zarządu Stowarzyszenia Liga Małżeństwo Małżeństwu
z dniem 1 grudnia 2016 forum pomoc.npr.pl zostaje
Z A M K N I Ę T E
Wszystkie osoby potrzebujące pomocy
zapraszamy na FaceBook'a lub do kontaktu z nami poprzez skrzynkę Porady

sytuacja mieszkaniowa

Narzeczeni wszystkich krajów - łączcie się... w związki małżeńskie (forum pomocy)

Moderatorzy: admin, NB

Postprzez strzyga » 6 czerwca 2007, o 16:30

Amazonka, przy takiej pracy jak tam moje cykle są bezowulacyjne, więc nie ma co obserwować. :wink:
A co do fertility awareness to będę pracować wśród ortodoksyjnych żydów, więc to raczej nie ta bajka :lol:
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez lajla » 9 czerwca 2007, o 12:20

oooo! :) Strzygo, a co będziesz tam robiła? Jeśli to nie tajemnica. :)
lajla
Domownik
 
Posty: 318
Dołączył(a): 21 grudnia 2006, o 02:07
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez mielikki » 4 kwietnia 2008, o 20:06

a my puki co będziemy wynajmować, czy to pokój czy kawalerkę...
:?
mielikki
Przygodny gość
 
Posty: 15
Dołączył(a): 4 kwietnia 2008, o 17:25

Postprzez genowefa » 5 kwietnia 2008, o 08:14

mielikki napisał(a):a my puki co będziemy wynajmować, czy to pokój czy kawalerkę...
:?


ważne, że razem i bez wtrącalskich :) :wink:
genowefa
Domownik
 
Posty: 742
Dołączył(a): 1 października 2007, o 13:52

Postprzez kamyczek » 5 kwietnia 2008, o 13:14

mielikki napisał(a):a my puki co będziemy wynajmować, czy to pokój czy kawalerkę...
:?


Nas czeka to samo...aż się boję, koszty mnie przerażają.
kamyczek
Bywalec
 
Posty: 158
Dołączył(a): 29 listopada 2006, o 01:25

Postprzez strzyga » 6 kwietnia 2008, o 10:42

lajla, wybacz, nie przeczytałam wcześniej tego pytania... Sprzątałam i zajomowałam się dziećmi. Pieniądze z tego niestety szlag trafił (utonęły w domowym budżecie jak kropla w morzu potrzeb - mama ma zwyczaj żyć na kredyt jak wyjeżdżam i potem muszę spłacać wszystko na ile mam kasy). W tym roku nigdzie nie jadę. Będę pasożytować w domu! Mam dość harowania po min. 12 h dziennie, żeby płacić m.in. za sprzątaczkę, bo matce nie chce się tyłka ruszyć, żeby mieszaknie posrzątać :twisted: .

mielikki, kamyczek, nie wiem skąd jesteście, ale to już nie lepiej kredyt wziąć na własne mieszaknie? My tak zamierzamy zrobić, bo różnica między ratą dla banku, a opłatą za wynajem jest praktycznie żadna albo mimimalna...

moją mamę sumienie ruszyło i powiedziała, że po ślubie będziemy mogli mieszkać tu, gdzie teraz mieszkam, a ona pójdzie do 3 pokoju w tym drugim mieszakniu do dziadków. Z tym, że ona na razie nie widzi możliwości naszego ślubu. Jak bocianowi na płaskim talerzu normalnie. :twisted:
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez kamyczek » 6 kwietnia 2008, o 14:13

strzyga napisał(a):
mielikki, kamyczek, nie wiem skąd jesteście, ale to już nie lepiej kredyt wziąć na własne mieszaknie? My tak zamierzamy zrobić, bo różnica między ratą dla banku, a opłatą za wynajem jest praktycznie żadna albo mimimalna...


Ja jestem z Lublina. Stancje nie są tanie niestety. Myśleliśmy też o kredycie (przynajmniej mieszkanie byłoby własne po tych 30 latach :P) ale nei wiem czy jakikolwiek bank nam go udzieli... nie orientuję sie za bardzo w tym. Mamy zamiar niedługo czegoś poszukać, ale tyle możliwości, że nie wiadomo co najlepsze. A tak bardzo chcielibyśmy mieć własne mieszkanko.
Pozdrawiam
kamyczek
Bywalec
 
Posty: 158
Dołączył(a): 29 listopada 2006, o 01:25

Postprzez strzyga » 7 kwietnia 2008, o 01:52

kamyczek, najlepiej iśc do jakiegoś fioletu, expandera, open financial, czy co tam jeszcze jest. oni wtedy robią sytmulacje we wszystkich ofertach z różnych banków i wybierają najlepszą.
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez kamyczek » 7 kwietnia 2008, o 15:05

Aha... Dzięki wielkie :)
kamyczek
Bywalec
 
Posty: 158
Dołączył(a): 29 listopada 2006, o 01:25

Postprzez Bright » 7 kwietnia 2008, o 19:28

Niestety, muszę sprowadzić Was trochę na ziemię.

W tym momencie mieszkania w największych miastach są przeszacowane i jesli nie macie wkładu własnego, to na pewno rata kredytu wraz z:
- ubezpieczeniem wkładu własnego
- ubezpieczeniem na życie kredytobiorców
- ubezpieczeniem mieszkania
- i co jeszcze tam bank chce,
wynosi więcej niż wynajem w przypadku mieszkań większych niż kawalerka.
Pamiętajcie też, że mieszkanie na kredyt kosztuje: cena zakupu plus odsetki, czyli często 150% ceny zakupu. Nie macie też gwarancji, czy ono za 30 lat będzie warte tyle, ile zapłaciliście za kredyt.

Poza tym bezpieczna wysokość kredytu to są zarobki brutto za 2,5 roku, a nie maksymalna zdolność kredytowa, jaką wam doradca finansowy wyliczy.

No i musicie przed decyzją o kredycie popatrzyć w przyszłość, bo:
- mieszkanie dopóki go nie spłacicie nie jest Wasze, ale banku;
- jak coś się w życiu wydarzy i przez dłuższy czas nie będziecie mogli spłacać rat, to możecie mieć spłacone 80%, a bank może wam mieszkanie zabrać
- jesteście zdeterminowani ratą kredytu na 30 lat, to będzie wpływać na wasze decyzje pt. czy iść na wychowawczy czy nie (raczej nie), jak traficie na mobbing w pracy, to będziecie musieli tam tak długo pracować, aż znajdziecie drugą pracę (praca na etacie i szukanie nowej jest dla bezdzietnej osoby trudne i zajmuje czas, a co dopiero dla dzieciatej) itp. czy ograniczać np. możliwość wysłania dzieci do prywatnej szkoły chrześciańskiej
- nie zawsze będziecie zarabiac tyle, co dzisiaj lub więcej, bo mogą was zwolnić, firma upaść itp., więc musiecie się liczyć, że przez te 30 lat czasem nie będziecie mieć pracy.
Bright
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 284
Dołączył(a): 10 września 2007, o 13:21

Postprzez strzyga » 7 kwietnia 2008, o 21:14

Bright, ale jak ktoś nie ma mieszkania i wiadomo, że nie będzie miał, to chyba lepiej płacić za kredyt te 30 lat niż przez resztę życia komuś na wynajem :!: i dalej nic z tego nie mieć.
A jak nie będzie pieniędzy na wynajem, to ktoś po miesiącu niepłacenia wywali na bruk.
W obu sytuacjach brak kasy jest patowy.

Od M.:
Jeśli chodzi o wynajmowanie kawelrki to wynajem kosztuje tyle samo. A mieszkanie za 30 lat bedzie napewno więcej warte niz kredyt, a to dlatego ze jesteśmy krajem rozwijającym sie.
strzyga
Domownik
 
Posty: 635
Dołączył(a): 28 grudnia 2004, o 20:02
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez milgosia » 7 kwietnia 2008, o 22:12

Zgadzam się ze Strzygą. My też swego czasu byliśmy pod ścianą i kompletowaliśmy papiery do kredytu.

A w razie kłopotów:

- Mieszkanie z niespłaconym do końca kredytem można zawsze sprzedać. Opcja trudna (w sensie decyzji, bo szkoda sprzedawać coś, w co się tyle zainwestowało), ale bynajmniej nie niemożliwa, wręcz przeciwnie. Mieszkania nie stracą na wartości na pewno - w Polsce jeszcze dłuuugo będzie ich za mało.

- Można też na czas "trudny" wrócić do rodziców, ciotki, rodziny, a mieszkanie podnająć np. studentom, żeby na siebie zarabiało i samo spłacało ratę. Jeśli jest więcej pokoi, można chociaż jeden wynająć - mniejszy komfort, ale za to trochę odciąży finansowo.

W Krakowie obecnie wynajem pokoju z kuchnią to koszt min.600-800 PLN (samego odstępnego !!! - w zależności od lokalizacji, czasem się trafi okazja taniej, ale to naprawdę rzadkość), a większego np. dwupokojowego mieszkania to ok. 1200 PLN+czynsz.

Nie jest to różowe życie, ale lepsze takie, niż - jeśli ktoś ma zdolność kredytową - "tracenie" pieniędzy w wynajem...

P.S. Z tymi eksmisjami to też nie jest taka prosta sprawa. Wg prawa polskiego nie wolno wyrzucić z mieszkania (nawet przy niepłaconym czynszu czy racie kredytowej przez lata)

- w okresie zimowym (od października do chyba 20 kwietnia)
- kobiety w ciąży
- rodziny z małymi dziećmi
- osoby chorej, niepełnosprawnej (np. ze złamaną nogą)

Na przeciw mojej Mamy mieszka właśnie taka rodzina, która od ok. 10 lat nie płaci czynszu spółdzielni, a jak przychodzi wiosna, to pani regularnie chodzi z gipsem na nodze :? :? :?...

Nie pochwalam tego, ale widać nie tak łatwo jest się pozbyć kogoś z lokalu...
milgosia
Moderator forum
 
Posty: 742
Dołączył(a): 18 sierpnia 2006, o 13:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez genowefa » 8 kwietnia 2008, o 07:19

milgosia napisał(a):
- Mieszkanie z niespłaconym do końca kredytem można zawsze sprzedać. Opcja trudna (w sensie decyzji, bo szkoda sprzedawać coś, w co się tyle zainwestowało), ale bynajmniej nie niemożliwa, wręcz przeciwnie. Mieszkania nie stracą na wartości na pewno - w Polsce jeszcze dłuuugo będzie ich za mało.

- Można też na czas "trudny" wrócić do rodziców, ciotki, rodziny, a mieszkanie podnająć np. studentom, żeby na siebie zarabiało i samo spłacało ratę. Jeśli jest więcej pokoi, można chociaż jeden wynająć - mniejszy komfort, ale za to trochę odciąży finansowo.


milgosia popieram :)
my się długo zastanawialiśmy czy warto, czy się opłaca ale jak wyliczyliśmy sobie koszty to tak wtedy wynajem (miesięcznie) kawalerki 900zł + opłaty a rata kredytu za mieszkanie 3 pokojowe 750zł! w naszym przypadku było trochę kombinowania bo współkredytobiorcami są 4 osoby ( ze względu na brak zdolności kredytowej samego mojego męża i mnie- mąż miał jeszcze nieuregulowany stosunek do służby wojskowej) rodzice męża podjęli się nam pomóc... za kilka tygodni przenieśli go do rezerwy no i od tamtego czasu się zbieramy, żeby rodziców "uwolnić" od naszego kredytu :wink: były i są nadal sytuacje kiedy nie mamy na koncie wystarczająco kasy- na szczęście można bodajże 2x w roku zawiesić ratę i z tego czasem korzystamy, ale zazwyczaj PB daje tyle pieniędzy ile nam potrzeba...
genowefa
Domownik
 
Posty: 742
Dołączył(a): 1 października 2007, o 13:52

Postprzez Szarlotka » 8 kwietnia 2008, o 10:48

Można jeszcze rozważać ewentualność zakupienia mieszkania w jakimś mniejszym mieście (gdzie cena za metr kwadratowy jest jeszcze - powiedzmy - "przystępna"), oddalonym nieznacznie od drogiej metropolii (tzn. w takiej odległości, żeby można było codziennie dojeżdżać np. do dotychczasowej pracy).
Szarlotka
Przygodny gość
 
Posty: 19
Dołączył(a): 10 maja 2006, o 12:51

Postprzez Bright » 8 kwietnia 2008, o 15:12

strzyga napisał(a):Od M.:
Jeśli chodzi o wynajmowanie kawelrki to wynajem kosztuje tyle samo. A mieszkanie za 30 lat bedzie napewno więcej warte niz kredyt, a to dlatego ze jesteśmy krajem rozwijającym sie.


To się nazywa myślenie życzeniowe.

Jeśli masz mieszkanie nowe, nie spartaczone przez wykonawcę (za 30 lat blok będzie do eksploatacji na przynajmniej kolejne 30), w dobrej lokalizacji itp. to możesz mieć nadzieję, że za 30 lat sprzedasz je za dzisiejszą cenę powiekszoną o zapłacone odsetki od kredytu. Za więcej niekoniecznie.

Ale dziś takie mieszkania w Warszawie kosztują od 8-9 tys. za metr, to kogo stać na 50-60 metrów dla rodziny, albo jeszcze jak jeden ksiądz pro-NPR propaguje tak duże, żeby był: salon, duża kuchnia z jadalnią, sypialnia dla rodzióców, pokoje dla dzieci, czyli minimum 4 pokoje plus duża kuchnia (to min. 80 metrów kw.).

Dla mieszkań z wielkiej płyty, ramy H i kamienic w nieciekawej lokalizaji lub złym stanie, rekomendacja jest na dzisiaj SPRZEDAJ nawet opuszczając znacznie cenę, bo w długiej prespektywie bedą tracić znacznie na wartości. Za takie zapłacicie dziś mniej, ale ono straci przez te 30 lat na wartości.

Natomiast co do kraju rozwijającego się, to nie przesadzajmy. Zasadniczo to przez ostatnie 2 lata ceny nieruchomości wzrosły prawie maksymalnie w stosunku do Zachodu i prawdopodobieństwo, że w ciągu 20 lat zdrożeją drugi raz tyle, wynosi 0. To wynika nie tylko z róznic w cenach na Zachodzie i u nas, ale od taki czynników jak przyrost naturalny, starzenie się społeczeństwa, wzrost wydajności pracy, wzrost płac, inflacja itp.
Bright
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 284
Dołączył(a): 10 września 2007, o 13:21

Postprzez karolix2 » 8 kwietnia 2008, o 15:29

Ja jestem zdecydowanie za kupowaniem mieszkania na kredyt. To co płacisz na wynajem inwestujesz w swoje mieszkanie. Tylko trzeba mieć zdolność i kupować jak najszybciej.

Ja kupiłam2 lata temu - jeszcze bardzo tanio. Mam 2 pokoje ( maleńkie ale moje). Mogę sprzedać to mieszkanie, spłacić kredyt, i kupić jakieś nowe duże też oczywiście na kredyt. Ja się nie boję kredytów- gdyby nie one niczego bym nie miała, bo jako bardzo młoda osoba nie mam oszczędności, a rodzice nie maja pieniędzy żeby mi pomóc.

Więc polecam kredyty.Tylko jak juz kupować to mieszkanie w nowym budownictwie, bo są niskie opłaty - wspólnota mieszkaniowa.
karolix2
Przygodny gość
 
Posty: 88
Dołączył(a): 3 grudnia 2007, o 12:51
Lokalizacja: Wejherowo

Postprzez Szarlotka » 8 kwietnia 2008, o 15:31

To się nazywa myślenie życzeniowe.


Bright, no to co konstruktywnego w świetle dokonanej przez Ciebie analizy sytuacji gospodarczo-finansowo-mieszkaniowej naszego kraju proponujesz? Namiocik przed blokiem, oczywiście w dobrej lokalizacji? Przystosować garaż osiedlowy na przytulną sypialnię (garaże nie są drogie w sumie)? A może zwalić się babci - właścicielce kawalerki - do mieszkania i czekać aż umrze (najpierw jeszcze trzeba dopilnować, żeby mieszkanie odpowiednio zapisała w testamencie)?
Przecież wiadomo, że gdzieś trzeba mieszkać. Przecież to normalne, że z dwojga złego, lepiej płacić kasę za to mieszkanie do banku, z nadzieją, że to będzie kiedyś własne niż komuś do kieszeni i przenosić się z całym majdanem, gdy właściciel nagle zapragnie mieć innych lokatorów...
Szarlotka
Przygodny gość
 
Posty: 19
Dołączył(a): 10 maja 2006, o 12:51

Postprzez Bright » 8 kwietnia 2008, o 15:37

milgosia napisał(a): - Mieszkanie z niespłaconym do końca kredytem można zawsze sprzedać. Opcja trudna (w sensie decyzji, bo szkoda sprzedawać coś, w co się tyle zainwestowało), ale bynajmniej nie niemożliwa, wręcz przeciwnie. Mieszkania nie stracą na wartości na pewno - w Polsce jeszcze dłuuugo będzie ich za mało....


Zależy, jakie to są mieszkania (myślę o większym niż pokój z kuchnią) i z jaką lokalizacją. Dzisiaj w dużych miastach wielu ludzi wynajmuje i czeka na spadek cen, no bo jeśli różnica między ratą a wynajmem (odstępne plus czynsz) wynosi 700PLN i do tego trzeba doliczyć jeszcze czynsz w tym kupionym mieszkaniu, to oczywiste jest, co wybrać.

milgosia napisał(a):Można też na czas "trudny" wrócić do rodziców, ciotki, rodziny, a mieszkanie podnająć np. studentom, żeby na siebie zarabiało i samo spłacało ratę. Jeśli jest więcej pokoi, można chociaż jeden wynająć - mniejszy komfort, ale za to trochę odciąży finansowo. ..


No nie wiem, jak w Krakowie wyglądają ceny, ale to jest tylko możliwe, jak kupicie mieszkanie tanio, a to znaczy gorszy stan i gorsza lokalizacja (studenci tego nie lubią).

Jak dzisiaj weźmiesz kredyt, to niestety ale bardzo trudno ci będzie znaleźć studentów (chcą płacić jak najmniej), którzy zapłacą ratę plus czynsz (50m, 2 pokoje, blisko metra, 2000 rata (wersja optymistyczna), 500 czynsz - na studenta 625 plus media).

Problem w tym, że nie zawsze mieszka się tak blisko rodziców, żeby po przeprowadzce dojeżdżać do pracy (to kosztuje czas i pieniądze). Rodzice mogą nie chcieć mieszkać w 2 pokojach z córką, zięciem i 3 dzieci (pomijajac problemy psychologiczne i stylu życia). Jeśli już stać nas na 3 pokoje, to super będzie 1 wynająć i wytłumaczyć dzieciom, dlaczego muszą wszystkie mieszkać w 1 (np. dwoje w gimnzajum i jeden 5-ciolatek), albo zabrać najmłodsze do waszej sypialni będącej jednocześnie salonem.

Poza tym niektórzy mają takie sytuacje rodzinne, że nie da rady mieszkać z rodziacami, a u ciotki owszem, ale jak się zapłaci rynkowy czynsz i zaakceptuje gaszenie światła o 22.

milgosia napisał(a):Nie jest to różowe życie, ale lepsze takie, niż - jeśli ktoś ma zdolność kredytową - "tracenie" pieniędzy w wynajem...


Pytanie, czy to jest rzeczywiście tracenie i jak wycenisz ograniczenia życiowe, które dzisiaj brany (właśnie w tym kontekście piszę, bo 2-3 lata temu, to brało się o połowę mniejsze kredyty) kredyt będzie nakładał na wiele przyszłych decyzji życiowych.

Jeśli dzisiaj niby stać kogoś na ratę, a wynajmuje, to po prostu tę różnicę, którą zaoszczędzi na wynajmnie inwestuje. Jak ma wiedzę i potrafi robić to sensownie, może w ciągu 10 lat zarobić tyle, że sobie kupi coś bez kredytu. Poza tym ma wolność do zmieniania pracy, bo się nie boi, że jak w nowej pracy po próbnym mu nie przedłużą umowy, to nie będzie miał na ratę. A taka wolność przy stosowaniu NPR jest bardzo potrzebna, bo zawsze się może zdarzyć dodatkowe nieplanowane poczęcie.
Bright
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 284
Dołączył(a): 10 września 2007, o 13:21

Postprzez Bright » 8 kwietnia 2008, o 16:02

Szarlotko,

1. pomyśl, jakiego mieszkania potrzebujesz

- kawalerka musi być w dobrej lokalizacji w dobrym stanie, żeby ją bez strat w ciągu 5 lat sprzedać (bo jak pojawi się dziecko, to będziecie potrzebować więcej miejsca)
- jeśli teraz wam wystarczą 2 pokoje, to zastanów się, kiedy będziecie chcieli zamienić je na większe i zobacz jak to się ma do waszych planów reprodukcyjnych, a zwłaszcza Twojej sytuacji zawodowej wtedy (kto będzcie się opiekował dzieckiem i za ile)

2. zastosuj wzór: pomnóż sumę waszych rocznych dochodów brutto przez 2,5 - wyjdzie ci maksymalna kwota bezpiecznego kredytu i nie miej pokusy zaciągać większego

3. jak mieszkasz poza największymi miastami, to możesz znaleźć jeszcze mieszkanie w rozsądnej cenie - 10-15% spokojnie stargujecie - poszukajcie informacji, jak się w waszym mieście ceny kształtują przez ostatnie pół roku - jak jest trend zniżkowy, to zobaczcie, czy ma jeszcze potencjał (czy jest powyżej średnich cen dla podobnych mieszań sprzed spekulacji, czyli jakiś 2005-2006 rok), wtedy jeszcze bym się wstrzymała

4. jak mieszkasz w dużym mieście typu Wrocław, Gdańsk czy Warszawa, to analizuj to wszystko na zimno.

WYNAJEM

Z punktu widzenia właściciela rodzina jest wiarygodniejsza, bo muszą pracować na chleb i płacą regularnie. Poza tym mieszkają na okrągło, a nie od października do czerwca i nie mają ochoty często się przeprowadzać.

Jak ktoś chce wynajać na dłużej np. 5 lat, to można stragować cenę (puste bez medbli zawsze sa tańsze), zapisać w umowie kaluzule o zwrocie nakładów poniesionych na remont mieszkania itp. W sumie jak na wynajmowanym będziesz się przeprowadzać co 5 lat, to podobnie masz z własnym - jesli zaczniesz od kawalerki, bo na większe was nie stać, a potem będziecie myśleć o większym. Poza tym każda zmiana miejsca zamieszkania np. lepsza oferta pracy 200km dalej, to taka sama przeprowadzka. Dzisiaj już tak nie ma, że się całe życie pracuje w jednej firmie.

Co do wywalania na bruk z mieszkania na kredyt.
Nie bójcie się, banki potrafią zadbać o swoje interesy, więc nie zdziwi mnie, jak jeszcze za tej kadencji parlamentu ułatwi się dochodzenie praw właścicieli mieszkań wobec nie płacących dłużników (Polacy, którzy wzięli kredyt po 2005 już mają problemy ze spłatą rosnących rat).
Gminy to poprą, bo mają dość jak ktoś nie płaci, bo czynsz za 3 pokoje jest za duży, ale do kawalerki przenieść się nie chce (czynsz będzie mniejszy) - sorry, ma się takie warunki, na jakie nas stać.
Bright
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 284
Dołączył(a): 10 września 2007, o 13:21

Postprzez milgosia » 8 kwietnia 2008, o 16:30

Oj Bright - wierz mi - studenci w Krakowie szukają mieszkań nawet w bardzo odległych miejscach (Kurdwanów, Nowa Huta, Prokocim - akurat w Hucie mieszka moja chrzestna z mężem i wynajmuje dwa z trzech pokoi studentkom, bo ich emerytura nie pozwoliłaby na opłacenie całego mieszkania)...

Na moim osiedlu wiele osób wynajmuje studentom (sama praktykowałam - współmieszkałam z czterema koleżankami). Dla przykładu cena odstępnego za dwupokojowe mieszkanie (37m2), które mój sąsiad wynajmuje studentom to ok 1400zł+ok 200zł czynszu(w tym woda i CO)+ok 100zł za prąd.

Wydatek miesięczny rzędu 600zł na mieszkanie studenta (tzn pokój/miejsce w pokoju dwuosobowym) w Krakowie to obecnie dolna granica... Naprawdę, w dużym mieście, zwłaszcza tam, gdzie są uczelnie wyższe - wynajem mieszkania to bardzo dobry biznes i nigdy nie zabraknie chętnych... Ale akademiki zaspokajają ok 10% zapotrzebowania, więc nie ma się co martwić.

Jeśli ktoś osobiście zajmował się wynajmem mieszkań i było to jego źródło utrzymania - doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Ja też się obawiałam, czy znajdę chętne współlokatorki (a stawiałam też pewne warunki - np. żadnych papierosów). W ciągu dwóch dni skompletowałam "obsadę" ;-).

A co do rynku wtórnego - za mieszkanie ok. 40letnie (3 pokoje+kuchnia ok 45m2) wybudowane w latach 70 tych - bierze się dzisiaj od ręki ok 350tyś zł (nawet do remontu). I takie mieszkania rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, dzień-dwa i już ogłoszenie nieaktualne. Dwa lata temu, kiedy sami chodziliśmy za mieszkaniem na rynku wtórnym, w ciągu dwóch dni ktoś "zdmuchnął" nam sprzed nosa takie mieszkanie na Dąbiu...

A co do stanu mieszkań... W Krakowie najdroższe są kamienice ponad 100 letnie ;-) i jakoś się nie zamierzają sypnąć... Tam ceny dochodzą do 20tyś za m2 ;-). Nawet na Wawelu są kamienice, w których mieszkają normalne rodziny...

Nie sądzę też, aby spółdzielnia odpowiedzialna za mieszkania, które wybudowała przed 40ma laty - chciała się ich tak szybko pozbyć - ma obowiązek wykonywać remonty i w jej interesie jest aby trwały jak najdłużej... toż to przecież jej nieruchomości, jej "zasoby"!

Mieszkanie 40letnie spokojnie wytrzyma jeszcze co najmiej 20 lat - tylko trzeba o nie dbać...

A co do trudności we współmieszkaniu u ciotki ... w życiu nie ma lekko i nie należy się tego spodziewać... I do gaszenia światła o 22 można się przyzwyczaić, a może jak raz starsza ciotka chętnie podejmie się opieki nad dziećmi i odpadnie wydatek na nianię... ? Z mojego doświadczenia wynika, że takie samotne osoby - choć nie zawsze łatwe we współżyciu - bardzo chcą się czuć potrzebne i pomagają młodym, bo sami żyli w trudnych komunistycznych czasach i wiedzą, jak to jest...

Najgorzej to zakładać, że na pewno się nic nie uda... i albo musi być różowo, albo wcale... A lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu...

A prawda jest taka, że i w przypadku kredytu i w przypadku wynajmu trzeba płacić pieniądze... I jak ich braknie, to i tak trzeba szukać schronienia u rodziców, czy ciotki ;-) ... I co pozostaje z tych, które zostały dotąd wpłacone? Jedne wpadły w wodę, drugie - o ile się komuś podnajmie - wracają do kieszeni...
Ostatnio edytowano 3 czerwca 2008, o 18:45 przez milgosia, łącznie edytowano 2 razy
milgosia
Moderator forum
 
Posty: 742
Dołączył(a): 18 sierpnia 2006, o 13:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez milgosia » 8 kwietnia 2008, o 17:36

Pytanie, czy to jest rzeczywiście tracenie i jak wycenisz ograniczenia życiowe, które dzisiaj brany (właśnie w tym kontekście piszę, bo 2-3 lata temu, to brało się o połowę mniejsze kredyty) kredyt będzie nakładał na wiele przyszłych decyzji życiowych.

Jeśli dzisiaj niby stać kogoś na ratę, a wynajmuje, to po prostu tę różnicę, którą zaoszczędzi na wynajmnie inwestuje. Jak ma wiedzę i potrafi robić to sensownie, może w ciągu 10 lat zarobić tyle, że sobie kupi coś bez kredytu. Poza tym ma wolność do zmieniania pracy, bo się nie boi, że jak w nowej pracy po próbnym mu nie przedłużą umowy, to nie będzie miał na ratę. A taka wolność przy stosowaniu NPR jest bardzo potrzebna, bo zawsze się może zdarzyć dodatkowe nieplanowane poczęcie.


To tylko rozważania o teoretycznej przyszłości, wynajdywanie setki przeciw - a połowa z nich się nie zdarzy... Owszem, trzeba być realistą, ale też nie da się przewidzieć wszystkiego i trzeba się z tym pogodzić...

Życie trzeba brać takie, jakie jest... a jak się człowiek stara i jeszcze do tego żyje z Bogiem, to mu zazwyczaj wychodzi ;-).

A za 20 lat to nie będziemy kupować czegoś "sobie", tylko patrzeć, jak zabezpieczyć dzieciom przyszłość, np. pomóc im we wzięciu kredytu na ich mieszkanie, obciążając hipotekę własnego ;-)... już spłaconego ;-)... albo sprzedać to i kupić dwa inne ? Tylko trzeba je najpierw mieć... małe, ciasne, ale własne ;-).
milgosia
Moderator forum
 
Posty: 742
Dołączył(a): 18 sierpnia 2006, o 13:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez mielikki » 9 kwietnia 2008, o 22:11

milgosia napisał(a):Oj Bright - wierz mi - studenci w Krakowie szukają mieszkań nawet w bardzo odległych miejscach (Kurdwanów, Nowa Huta, Prokocim - akurat w Hucie mieszka moja chrzestna z mężem i wynajmuje dwa z trzech pokoi studentkom, bo ich emerytura nie pozwoliłaby na opłacenie całego mieszkania)...

Na moim osiedlu wiele osób wynajmuje studentom (sama praktykowałam - współmieszkałam z czterema koleżankami). Dla przykładu cena odstępnego za dwupokojowe mieszkanie (37m2), które mój sąsiad wynajmuje studentom to ok 1400zł+ok 200zł czynszu(w tym woda i CO)+ok 100zł za prąd.

Wydatek miesięczny rzędu 600zł na mieszkanie studenta (tzn pokój/miejsce w pokoju dwuosobowym) w Krakowie to obecnie dolna granica


Sama obecnie studiuję właśnie w Krakowie, więc wiem jak jest. Mieszkam można powiedzieć "na obrzezach"(Borek Fałęcki) a i tutaj nie jest tanio! za miejsce w pokoju 2osobowym ok 300-400zł. Teraz studenci nie patrzą o tyle na lokalizacje, ile na cene! Ale mieszkać gdzieś muszą więc i płacą... (akademiki nie tańsze)
Tak więc wynajem to naprawdę niezły interes, nawet jeśli ktoś chce być uczciwym i odprowadza od tego podatek.

Zwykła kawalerka (ok 20m) nawet w dalszych dzielnicach kosztuje ok 1000 - 1200zł, więc będzie nam na początku ciężko - przeba będzie chyba pozostać na mieszkanku "studenckim" ;-)

Bright napisał(a):A taka wolność przy stosowaniu NPR jest bardzo potrzebna, bo zawsze się może zdarzyć dodatkowe nieplanowane poczęcie.


hmm.
mielikki
Przygodny gość
 
Posty: 15
Dołączył(a): 4 kwietnia 2008, o 17:25

Postprzez milgosia » 10 kwietnia 2008, o 08:25

Dlatego też - jeśli rata kredytowa za kawalerkę wynosi 1200zł - to może warto wziąć kredyt, jeśli ktoś może, zamiast płacić na wynajem? Tamte pieniądze idą przynajmniej do naszej kieszeni...

A jeśli przyjdzie trudna sytuacja - to można komuś wynająć to mieszkanie z kredytem - za cenę raty i w ten sposób rata się będzie sama spłacać, podczas gdy małżeństwo - tańszym kosztem - będzie mieszkać przez jakiś czas z rodzicami, ciotką itd. Może mniej komfortowo, ale przynajmniej przetrwają ten najtrudniejszy okres bez groźby utraty mieszkania i zainwestowanych pieniędzy.
milgosia
Moderator forum
 
Posty: 742
Dołączył(a): 18 sierpnia 2006, o 13:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez milgosia » 10 kwietnia 2008, o 08:57

A taka wolność przy stosowaniu NPR jest bardzo potrzebna, bo zawsze się może zdarzyć dodatkowe nieplanowane poczęcie.


To może lepiej nie robić prawa jazdy, bo tyle jest wypadków każdego dnia?

Jak dla mnie to jest myślenie mocno podszyte strachem... a już szczególnie wtedy, gdy ktoś stosuje NPR bardzo restrykcyjnie...

Owszem, nie ma gwarancji, że nigdy nic takiego się nie zdarzy, ale ... czy z tego powodu, bo za X lat będzie nieplanowany dzidziuś, to teraz nie należy nic robić, trwać jak jest, niczego nie zmieniać, nie rozwijać, nie chcieć - jeśli się może - zapewnić teraz obecnym dzieciom stabilnego domu zamiast żyć na walizkach?

Cóż, można żyć na wynajem, nawet z czwórką dzieci (jak moja koleżanka, która ma 4 synów przez 10 lat), ale jest ciężko i po tych 10 ciu latach życia na wynajem widzi się, że te pieniądze w jakimś sensie przepadły... Każdy, kto się przeprowadzał kilka razy w życiu i wynajmował przez kilka lat pokój, mieszkanie, wie, jakie to ciężkie... (nie mówię już o przeprowadzkach z dziećmi!). A tak naprawdę nigdy się nie jest do końca u siebie, nie można sobie pomalować ściany na zielono w różowe kropki i wywalić starą szafę, bo właściciel nie pozwala...

Czasem nie ma innego wyjścia i trzeba wynajmować nawet przez te 10 lat, ale jeśli się tylko ma okazję i możliwości, to bardziej opłaca się kupić coś swojego...
milgosia
Moderator forum
 
Posty: 742
Dołączył(a): 18 sierpnia 2006, o 13:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Amazonka » 10 kwietnia 2008, o 09:52

Pary niekorzystające z NPR również muszą być przygotowane na nieplanowane poczęcie.
Amazonka
Domownik
 
Posty: 1650
Dołączył(a): 17 lipca 2006, o 09:50
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez zosia_samosia » 10 kwietnia 2008, o 12:59

Nawet nie wiecie jak wam współczuje. Dzisiejsze czasy dla młodych, którzy nie mają wysokich dochodów, są straszne!! Och jak ja się cieszę, że nigdy takich problemów nie miałam i raczej mieć nie będę :D

Życzę Wam wszyskim powodzenia w szukaniu własnego gniazdka :)
zosia_samosia
Przygodny gość
 
Posty: 42
Dołączył(a): 29 stycznia 2008, o 11:03

mieszkanie...

Postprzez Szyszka » 24 kwietnia 2009, o 20:53

witam :(

Podczytałam tu trochę i wszystko rozumiem, i popieram mieszkanie za kredyt, no bo to zawsze swoje, i nawet sama jak najszybciej się da - chcę z J. po ślubie kupić własny kąt na kredyt... Ale to tak czy siak, jak by nie kombinować, nie stanie się od razu i kilka miesięcy trzeba będzie się gdzies podziać.

Ale...

Jeśli mam do wyboru:
A)oszczędzanie i pomieszkiwanie kątem u rodziców w oczekiwaniu na zdolność kredytową ("bo po co w zamian za nic napychać komuś kieszenie" - zdanie rodziny...), ale przy tym stracić na zawsze szansę poczucia się młodą, rozkosznie zieloną gospodynią i żoneczką z pełną swobodą i niezależnością (już nigdy potem nie przeżyjemy drugi raz tej świeżości i pogrzebiemy widoki na stworzenie SIEBIE SAMYCH jako SAMYCH-RAZEM; albo...
B) pomęczyć się finansowo, pomartwic czasami od pierwszego do pierwszego, ale tak beztrosko, niezobowiazująco, bo przeciez dziecka jeszcze nie ma i te pe; a za cenę tych mało istotnych umartwień miec siebie obok nazwajem, byc wolnym od wtrącania się, żyć, jak się zawsze chciało, a nie miało możliwosci (nie mam nic złego na myśli), po prostu dać sobie szansę stworzenia oddzielnej Wspólnoty wśród radosnego pokonywania trudności, gdy jesteśmy jeszcze młodzi i pełni zapału i optymizmu, to...

...wybieram B. Bez szemrania.
Tylko jakoś głupio się z tym czuję. Bo kiwają na nas głowami. Oni, "dorośli".
Czy ja chcę źle? Czy to nie o to chodzi???

Za dwa miesiące nasz Ślub. Trzeba cos znaleźć, zdecydować się, wynająć.
A spotykają nas takie komentarze, że radość oczekiwania na Nasz dzień stłumiona jest przez wsączaną w nas niepewność:(

No i co Wy o tym myślicie? Moze ktoś ma jakieś doswiadczenia?
Czy da się żałować tego, że miało się szansę osobnego, samodzielnego startu?
Jeszcze nikt mi sie nie skarżył na osobne wynajmowanie, ale na pomieszkiwanie przy rodzicach )nawet z perspektywą samodzielnego mieszkania w przyszłosci) - kaaaaażdy po kolei, kto to przechodzi(-ł)...
Szyszka
Przygodny gość
 
Posty: 25
Dołączył(a): 20 kwietnia 2009, o 17:51
Lokalizacja: lubelskie

Postprzez Bright » 24 kwietnia 2009, o 21:50

Szyszko,

jest we Wrocławiu jeden bardzo mądry ksiądz, który kilkadziesiąt lat przepracował w diecezjalnej poradni rodzinnej, zwany Orzechem, który na każdym kursie przedmałżeńskim mówi, że przez pierwszy rok małżeństwa trzeba mieszkać osobno, nie u rodziców, nawet jeśli to by znaczyło, że mieszkacie w suterenie i macie 1,5h dojazdu do pracy/na uczelnię.

To jest DOBRE I WŁAŚCIWE, że macie we dwoje się dotrzeć, we dwoje ustalić zasady Waszego życia domowego, we dwoje się kłócić się bez dobrych rad mamusi czy teścia na drugi dzień, sami gospodarować pieniędzmi itp. U rodziców zawsze nie będziecie u siebie, zawsze będziecie mieli ograniczony wachlarz opcji do wyboru, bo się będziecie musieli dopasować do rodziców. To nie sprzyja budowaniu życia po swojemu, budowaniu NOWEGO.
Bright
Przyjaciel rodziny
 
Posty: 284
Dołączył(a): 10 września 2007, o 13:21

Re: mieszkanie...

Postprzez Maria » 24 kwietnia 2009, o 22:08

Szyszka napisał(a):witam :(


A)oszczędzanie i pomieszkiwanie kątem u rodziców w oczekiwaniu na zdolność kredytową ("bo po co w zamian za nic napychać komuś kieszenie" - zdanie rodziny...), ale przy tym stracić na zawsze szansę poczucia się młodą, rozkosznie zieloną gospodynią i żoneczką z pełną swobodą i niezależnością (już nigdy potem nie przeżyjemy drugi raz tej świeżości i pogrzebiemy widoki na stworzenie SIEBIE SAMYCH jako SAMYCH-RAZEM; albo...


Ogolnie sie zgadzam, ze lepiej od razu zamieszkac samemu. Niemniej mieszkamy z M sami po raz pierwszy od prawie 5 lat (najpierw tesciowie, potem dom wynajmowany ze znajomymi). I powiem szczerze, ze teraz sie czujemy jak podczas 2 go miesiaca miodowego. Wlasnie swiezosc i nowosc po 5 latach bardzo dobrze nam zrobila. Nie polecam takiego rozwiazania, ale tez niekoniecznie od razu pogrzebane widoki na swoja "szanse".

:)
Maria
Domownik
 
Posty: 501
Dołączył(a): 17 marca 2004, o 15:23
Lokalizacja: Irlandia

Re: mieszkanie...

Postprzez kamyczek » 25 kwietnia 2009, o 01:50

Szyszka napisał(a):...wybieram B. Bez szemrania.
Tylko jakoś głupio się z tym czuję. Bo kiwają na nas głowami. Oni, "dorośli".
Czy ja chcę źle? Czy to nie o to chodzi???

Za dwa miesiące nasz Ślub. Trzeba cos znaleźć, zdecydować się, wynająć.
A spotykają nas takie komentarze, że radość oczekiwania na Nasz dzień stłumiona jest przez wsączaną w nas niepewność:(


U nas jest dokładnie tak samo. Zdecydowaliśmy się na wariant B. Nie wszyscy to rozumieją i kiwają głowami że sobie nie poradzimy :/ radość pryska...
kamyczek
Bywalec
 
Posty: 158
Dołączył(a): 29 listopada 2006, o 01:25

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Narzeczeństwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron